Zapach Jaśminu to świat widziany moimi oczami, pełen kolorowej bajki, pachnący jaśminem i ulotnością . To moje pasje, inspiracje, echa minionych epok, zachwyty nad pięknem natury, mistyką gór. Wchodzę więc do świata wyobraźni przez kolory farb , przez haft, liczę krzyżyki i niecierpliwie czekam na to co wyłoni się na płótnie , maluję igłą i nitkami, pędzlem i farbami świat pełen kolorów, kwiatów , dam i koronek.
Zapraszam

środa, 30 czerwca 2010

Helen Tran - Damy w kapeluszach


Jak każdemu kto mnie zna wiadomą rzeczą jest że moja fascynacja damami sięga fanatyzmu. Wykonałam wiele prac w tej tematyce, i zanim powstaną nowe prace po długiej przerwie w robótkach chciałabym przenieść niektóre tematy z mojego poprzedniego bloga. Zaczynam więc przenosiny i cykl
" damy - moja fascynacja"



 Dawno temu kiedy jeszcze nie buszowałam w sieci otrzymałam od siostry płytkę z nagranymi wzorami do wyszywania.
Zachwyciły mnie w szczególności wzory Helen Tran, bardzo oryginalne, sylwetki nieproporcjonalnie wydłużone, duża ilość kolorów, dodatek nici złotych i srebrnych. Oczywiście tematyka też jakby wymarzona dla mnie.
Obraz wykorzystałam do wieszaka w przedpokoju, wykonanego domowym sposobem.
Przedstawiam więc obraz wg wzoru Helen Tran " Damy w kapeluszach" 
w kilku szczegółach.
Lubię wyszywać detale, a tutaj jet ich mnóstwo.Obrazek wart zachodu, dodam że wyszywany na kanwie DMC  nr 18 oraz nićmi tej firmy. 


piątek, 25 czerwca 2010

Małe przeobrażenia w kuchni


Oj dzieje się u mnie , oj dzieje. Misiek ma urlop, więc musiałam wykorzystać jego obecność i chęci do małych przeróbek w domu. Ułożył płytki na balkonie a potem zagoniłam go do przemalowania ścian w kuchni. Śliwkowy kolor chodził za mną od dawna, mam więc ekscentryczną, nietypową kuchnię z śliwkowymi ścianami. Na zdjęciach kolor troszkę przekłamany, kuchnia dostała pieprzyku, ja szokuję otoczenie jej kolorem i jestem zadowolona że pozbyłam się mdłej zieleni. Zielone akcenty pozostają tj.parawan, półeczka i dodatki pomarańczu. Nie chciałam wchodzić w koszty a i czasu na przemalowywanie wszystkiego nie mam. Powoli rodzą się pomysły , układają się w mojej głowie i jak tylko zdam egzamin zabieram się do ich realizacji.



Nie mam jeszcze posprzątanej chałupki , pozostawiłam do czasu po egzaminie który mnie czeka w poniedziałek, trudna kobyła do zgryzienia, trzymajcie za mnie kciuki bo inaczej cienko może być.


A to najważniejszy kącik, mój osobisty, mieszczący się właśnie w kuchni, półki przemalowałam bitumem i dałam nowe podpórki, znajdą się tam książki kucharskie i akcesoria potrzebne mi do posiedzeń przy komputerze. Najważniejsze że mam teraz osobisty tron, bo inaczej nie można tego nazwać. Misiek kupił go za grosze na allegro, wyszlifował i przemalował, skóra troszkę zniszczona ale to też ma swój urok. Najważniejsze że mięciutki i mogę bez odleżyn na pupie przesiadywać przy oknie na świat i was odwiedzać. A mam dużo do nadrobienia , przy malowaniu komputer został wyniesiony i nie miałam dostępu do sieci, już widzę ile ciekawych rzeczy mnie ominęło i po egzaminie zabieram się za oglądanie.


Mój osobisty, odnowiony  tron.

Pozdrawiam wszystkich cieplutko, dziękuję za odwiedziny pomimo mojej nieobecności w świecie blogowym.



sobota, 12 czerwca 2010

Stresująca noc i wplątany haft za igłą


Lenię się.................jest okropnie gorąco, ogrodu nie mam, więc tropiki przeżywam w czterech ścianach..........ale nie narzekam, no, w każdym bądź razie próbuję nie narzekać, w końcu bardzo marzyłam o prawdziwym lecie. Pralka za mnie pierze więc z czystym sumieniem mówię że się lenię. A ileż to ja planów na dzisiaj miałam, hm..........
A wszystko przez noc nieprzespaną, gdyby to jeszcze przez to o czym myślicie to ja bym miała wenę twórczą a nie lenia, ale nie...........ale nie.............to przez sąsiada. Lubicie może piosenkę  "Zegarmistrz światła purpurowy" T.Woźniaka ? ja też lubiłam do dzisiejszej nocy, już więcej nie chcę jej słyszeć.
          Gorąco, balkon otwarty a u  sąsiada  leci właśnie ta piosenka, jest godzina 21.00 więc sobie słucham z przyjemnością , ale o 24.00 to już mnie krwia zalała, non stop drze się zegarmistrz , nastawiony odbiornik na powtarzanie, komary gryzą , zasnąć nie mogę bo nerw zawiązał mi się na wiele supełków i czuję że zaraz pęknę,.  ! 
0.30 ubieram szlafrok i wędruję pod drzwi sąsiada, dzwonię krótko , potem co raz dłużej i nic, nie otwiera gadzina, chciałam najpierw kulturalnie załatwić sprawę ale już jestem wściekła, miałam wrażenie że skopię drzwi. Nie otworzył. 
O 2.00 sprawa zakończyła się interwencją policji bo już do nerwów doszła zawodowa choroba i zastanawiałam się czy czasami szlak sąsiada nie trafił skoro mu tego życzyłam, a muzyka rypała nadal na okrągło. Policja waliła do drzwi dłuższą chwilę gdy nagle drzwi się otwarły i ukazał się sąsiad w całej okazałości. Pewnie się za to pogniewa, stwierdził że on po ciężkiej pracy sobie smacznie zasnął i nic nie słyszał, kurna ja też byłam po 12 godzinach ciężkiej pracy, nie wspomnę o większości mieszkańców naszego bloku którzy nie mogli tak smacznie spać jak ten panisko. 
Daj Boże takiego twardego  snu, przydałby się niechybnie.


A żeby nie było tylko narzekanie wkleiłam swoją serwetę wyszytą haftem sznureczkowym. To odpowiedź dla Mileny która to ma ochotę wyszyć makatkę. To też była makatka do kuchni z łacińską sentencją ( może ktoś zgadnie gdzie popełniłam błąd w literach?, to dodatkowy plus, bo jest niepowtarzalna). Z tej makatki która leżakowała w szafie długie lata powstała serweta.


Komplecik w niebieskościach dla mojej siostry Ireny do jej kuchni, wykonany jakiś czas temu , wklejam jednak te zdjęcia bo akurat widoczna jest serweta z powyższych zdjęć, życząc miłego oglądania oczywiście dla tych którzy spędzają czas przy kompie lub w czterech ścianach tak jak ja i marzą aby w tej chwili zanurzyć się np. w zimnym jeziorze bądź innej zimnej cieczy.

czwartek, 10 czerwca 2010

Ściereczki z damusiami


Nie krzyżykami ale ściegiem za igłą , koślawym troszkę, powstały ściereczki z damusiami. I niech nikogo nie zmyli to że umieściłam damusie, to naprawdę ściereczki kuchenne, taki mój kaprys. Resztka płótna , trzy kolory nitek i koroneczka bawełniana. Marzyłaby się koronka ręcznie robiona ale szydełkiem nie umiem machać, może innym razem.


Przygotowuję się do małej metamorfozy w kuchni, więc powstają małe drobiazgi, nawet do decu powoli wracam, ale to innym razem.


niedziela, 6 czerwca 2010

Zapach jaśminu

Zanurzyłem się w jaśminach
Za samotną wiejską chatą,
Sennie tutaj, niebogato...
* * *
Jakaś zapomniana lipa
Tuli się do starej studni,
I okrywa ją, jak umie,
Letnim cieniem po południu...
Stary płot zawalidroga
Przekomarza się z kocurem
Kto ma życie bardziej bure....
Nad kominem płynie lato
Sennie tutaj, niebogato...
Na podwórzu za jaśminem

 Robert Miniak

Poszukiwałam dzisiaj krzewów z jaśminem, wyruszyłam na długi spacer i znalazłam . Upajałam się zapachem , pyłek kwiatów osiadł mi na nosie, dobrze że pszczoły mnie nie pomyliły z kwiatem, troszkę mi daleko od urody jaśminu, takiej delikatnej ale jednocześnie takiej oszałamiającej. Z okazji spaceru w poszukiwaniu jaśminu przypomniał mi się  film który opowiada min. o zapachach, film który uwielbiam za niecodzienną atmosferę to "Jasminum" reżyserii J. Kolskiego. Muszę go jeszcze raz obejrzeć.




Jako Jasmin mam też swojego elfa Jaśminu, taki dobry duszek mojego domu. Elfów i aniołów nigdy dość.


piątek, 4 czerwca 2010

Wariete truskawkowe


Siedziałam sobie w domku, a właściwie to szwędałam się pomiędzy  nadrabianiem zaległości blogowych a robótkami i właściwie nie umiałam się nad niczym skupić. Zawsze tak mam jak muszę zrobić to co powinnam czyli pouczyć się bo egzamin za pasem. Uratowała mnie nawałnica która zebrała się nad moim miastem, Matusiu !!!! dawno czegoś takiego nie widziałam. Zebrałam przydasie, zawinęłam się w koc poprzednio wyłączając co się da w całym domu. Zaległa cisza , tylko szalejący wiatr i deszcz za oknem. Szczęśliwa że mi się nic na głowę nie leje, powódź mi nie grozi bo ja na górze mieszkam, pewnie gdyby San zalał całe miasto to nasza góra ostałaby się jako wyspa, zabrałam się za szycie, odrywając myśli od tego co za oknem.


Słoik miałam, kiedyś na blogach francuskich widziałam słoiki zapełniane nitkami, pomyślałam czemu nie, Misiek będzie szczęśliwy że moje resztki z wyszywania nie będą się poniewierać po domu , wzięłam i ja sobie słoik i zbieram nitki do słoika. Teraz go ozdobiłam truskawkami.


Trzy truskaweczki wyszyłam na nocy słuchając przekleństw babci Marianki z zamiarem zrobienia ozdoby na słoiku z konfiturami truskawkowymi. Ale okropnie praktyczna jestem i jak pomyślałam o zdejmowaniu ozdóbki przy każdym dobieraniu się do słoika to pomysł legł w gruzach, tak więc truskawki znalazły się na moim osobistym słoiku do nitek.


Teraz troszkę szczegółów zdradzę chętnym do zainspirowania się. Trzy truskawki wyszyte czerwoną muliną na aidzie nr 18, ciemnozielonej, przyszyte koraliki , w mojej wyobraźni imitujące krople rosy, przyziemnie pestki. Na zakrętkę przykleiłam gruby karton wyrównując w ten sposób powierzchnię , na karton przykleiłam aidę uprzednio obszytą czerwoną koroneczką. Z materiału wycięłam dwa szablony truskawek, wyszyłam koralikami i zszyłam boki ( wyszły troszkę spiczaste, ale to pierwszy raz, teraz wiem jaki szablon narysować aby były bardziej obłe). Przyfastrygowałam górę truskawek marszcząc je, do środka wpuściłam ocieplinkę i końcówki sznureczka, ściągnęłam fastrygą i zszyłam . Następnie szpileczkami przyczepiłam sznureczek do aidy i przyfastrygowałam go do materiału. Zostało tylko zawiązać kokardkę i nakrętka gotowa. Jest praktyczna, sznureczek się trzyma na stałe. 


Słoiczek w wersji oficjalnej.

Zimno , mokro, truskawki drogie , a ja je będę miała na co dzień i będą cieszyć moje oko.
Miłej konsumpcji życzę.