Zapach Jaśminu to świat widziany moimi oczami, pełen kolorowej bajki, pachnący jaśminem i ulotnością . To moje pasje, inspiracje, echa minionych epok, zachwyty nad pięknem natury, mistyką gór. Wchodzę więc do świata wyobraźni przez kolory farb , przez haft, liczę krzyżyki i niecierpliwie czekam na to co wyłoni się na płótnie , maluję igłą i nitkami, pędzlem i farbami świat pełen kolorów, kwiatów , dam i koronek.
Zapraszam

sobota, 24 września 2011

Album na biżuterię



Chaotyczna i niezorganizowana ze mnie osoba, oczywiście tylko prywatnie, może wynika to z tego że chciałabym tyle rzeczy zrobić na raz, tyle rzeczy mi się podoba i ciągle zaczynam coś i nie kończę. Najbardziej interesuje mnie sam proces tworzenia, wyszywam coś namiętnie i tracę zainteresowanie tą rzeczą w momencie ukończenia haftu, naklejam coś namiętnie, maluję i tracę zainteresowanie w momencie lakierowania, porzucam więc dalszą część i zaczynam znowu co innego. Też tak macie ? czy raczej tak jak moja siostra od początku do końca wykonujecie jedną rzecz i dopiero zaczynacie przygodę z następną ? Podziwiam ją za tą konsekwencję, trzeba mieć do tego pewien typ  charakteru, niestety ja takowego nie posiadam.



Jednak przychodzi moment że mam nóż na gardle , trzeba skończyć coś co się komuś obiecało i wygrzebuję napoczęte skrawki , sklecam w całość i jestem wtedy z siebie dumna że coś konkretnego wyszło.
W tym przypadku jest to album na biżuterię.



Dziecko moje robi sobie biżuterię w rzutach weny twórczej i poprosiło mnie abym wymyśliła coś na czym biżuterię można przywiesić. W głowie powstał obraz, projekt który do końca nie wiedziałam jak ugryźć. Wyszyłam więc monogram od jej imienia i nazwiska na błękicie, ulubionym kolorze Klaudyny, pierwsza literka powstała w maju gdy kwitł jaśmin, druga na wakacjach i tak bidule leżały sobie do teraz.



Zabrałam się więc na realizację pomysłu, na gruby karton nakleiłam niebieską kanwę, na drugim granatowe płótno pod które dałam ocieplinkę. Oba kartony skleiłam razem klejem do drewna. Literkę nakleiłam na ocieplinkę i cienki karton, nakleiłam na błękitną prawą stronę. Pomiędzy kartony wkleiłam pasek materiału tak by oba boki albumu mogły się zamykać, oraz tasiemki do zawiązania,  a brzegi wykończyłam granatową pasmanterią doszywając ją do brzegu.



Biżuterię można zawieszać w środku, wtedy gdy mamy ochotę zanieść koleżankom do obejrzenia, składamy jak album i zawiązujemy. Tak zapakowana biżuteria gotowa jest na wynos.





Ale w domu ma inne zastosowanie. Kanwa ma dziurki i łatwo można zawieszać kolczyki na prawej stronie z monogramem, album staje się stojakiem na biżuterię,dodatkowym akcentem dekoracyjnym, wszystko mamy na oku, szybko można sięgnąć bo kolczyki które tego dnia chcemy założyć.



Mam nadzieję że prezent się spodoba mojej córci, długo na niego czekała, w poniedziałek osobiście jej zawiozę do Krakowa, jadę na krótką wycieczkę i inspekcję do swoich dziecków. Pochodzę po sklepikach i zrobię sobie drobne zaopatrzenie do robótkowania.





wtorek, 20 września 2011

Filiżanek nadszedł czas



Jak zwykle w moim życiu  wiele zależy od przypadku, impulsu który motywuje mnie do zrobienia czegoś odkładanego latami na potem. I tym razem też tak było. Gościłam u siebie przemiłych ludzi i nie wiedząc co mogłabym im podarować impulsywnie zdjęłam ze ściany cztery wyszywane obrazki  przedstawiające cztery pory roku. Na ścianie w kuchni pozostały tylko gwoździki, od razu wpadł mi pomysł aby wyszyć filiżanki, oprawić i powiesić na pustym miejscu  . Wzór odszukany dawno temu kusił nie raz, ale jak to u mnie bywa zawsze co innego wpadało mi w ręce do roboty. I tak to rozpoczęłam przygodę z moimi ulubionymi filiżankami. Filiżanki małe ale haft misterny, dużo kolorów, jednak wyszywanie dodatku w postaci serwetek pod filiżaneczki i wzorów kwiatowych na filiżankach sprawia mi niezmierną frajdę. 
Przedstawiam wam pierwszą z nich, nazwana przeze mnie " Filiżanką z kameą", nazwa oryginalna to " Heirloom" czyli " Dziedzictwo" , pewnie chodzi o tę kamę odziedziczoną po prababce.

niedziela, 18 września 2011

Śliwkowe klimaty



Gospodyni ze mnie żadna, kucharka też, gotuję bo muszę , przyznam że nigdy mi nie sprawiało przyjemności stanie nad garnkami ale zawsze lubiłam robić desery, piec ciasta ale takie nie wymyślne, a najbardziej to lubiłam robić przetwory. Nie czynię tego od dawna bo moja rodzinka ma tylko kilka ulubionych słoikowych dań i ogórki kiszone to przebój nr.1 i już.
Ale czasami przypadek sprawia że znowu łapię wiatr w żagle , tym razem zostałam zarzucona owocami, szkoda mi było zmarnować ten dar więc przetwarzałam śliwki na różne sposoby, zaczęłam od knedli, upiekłam ciasta, zrobiłam nutellę śliwkową a skończyłam na suszonych śliwkach.



Suszone śliwki wg przepisu mojej mamy

Kilogram cukru i pół litra wody rozpuszczamy i zagotowujemy, tym syropem zalewamy wydrylowane śliwki, odstawiając na 24 godz. Po czym odcedzamy syrop, zagotowujemy i znowu zalewamy śliwki odstawiając je na 24 godz. Proces ten powtarzamy raz jeszcze. Po trzech dniach odcedzamy syrop, zagotowujemy go i rozlewamy do słoiczków, można go zastosować do picia rozcieńczając wodą. Śliwki natomiast suszymy w piekarniku nastawionym do 70 lub 50 stopni, uchylają leciutko drzwiczki piekarnika, prze około dwa dni po troszeczku suszymy w ten sposób śliweczki i gotowe. Bardzo dobre do ciast, mięs lub kompotu z suszu, świetne na trawienie, polecam.



Jest zainteresowanie nutellą , więc dopisuję przepis.

Nutella Śliwkowa

Receptariusz

2kg śliwek
1kg cukru
1 cukier waniliowy
1 gorzka czekolada
15 dkg kakao

Wydrylowane śliwki miksujemy , przecieramy przez sito aby odłączyć skórkę, smażymy w garnku razem z cukrem aby uzyskać gęstą konsystencję, pod koniec dodajemy czekoladę i kakao, jeszcze chwile gotujemy. Ma być konsystencji takiej aby można smarować na chleb ale jak wyjdzie rzadka nie martwić się , ja nawet taka wolę bo używam ją jako polewę do deserów, lodów i co tam kto uważa.


Przepyszne ciasto ze śliwkami, proste w wykonaniu, ślad odchodzącego lata.

Receptariusz
1kg śliwek, 2łyżki cukru.

Ciasto: 40dkg mąki, 20dkg masła, 2 jaja, 10dkg cukru, łyżeczka proszku do pieczenia, szczypta soli.

Zalewa: 2 jaja, szklanka śmietany, płaska łyżka mąki, 10dkg cukru.

Z podanych składników wyrobić gładkie ciasto i włożyć na 30min. do lodówki. Formę wyłożyć ciastem. Ułożyć umyte, wydrylowane śliwki. Posypać cukrem i wstawić do nagrzanego piekarnika na 10 min.

Wymieszać składniki zalewy. Po 10 min. wysunąć ciasto z piekarnika i wylać na nie zalewę. Piec jeszcze około 35 min.
Smacznego

sobota, 17 września 2011

Refleksyjna , wyciszona, powracam



Każdy z nas ma taki moment że przeje się tak do syta że na daną potrawę bądź produkt nie może się już patrzeć, i nie mówię o zatruciu , bo po nim to już nie wracamy do jedzenia danej rzeczy, natomiast mówię o przejedzeniu. Niedawno przejadłam się tak  gotowanymi jajkami z majonezem , do dziś mi się odbija. Przejedzenie tyczy nie tylko jedzenia , myślę że można to przenieść na inne sfery naszego życia, może nazwać to po prostu przesytem.
Od wielu lat uczestniczyłam w różnego rodzaju forach, buszowałam w interneciku z niebywałą namiętnością poszukiwacza nowych wrażeń, w końcu od kilku lat zaczęłam blogować , znajdując sobie wirtualne własne miejsce gdzie choć część powietrza które rozrywało moją duszę, głowę i serce miało swoje ujście. Reasumując nie  wyobrażałam sobie już życia bez komputera i mojego wirtualnego światka.
I przyszedł czas że poczułam przesyt, przejadłam się, przestraszyłam się swojego uzależnienia od klawiatury i ekranu, zaczęłam zaniedbywać dom. Zaczęliśmy się mijać z Miśkiem pomiędzy naszymi komputerami i swoimi światami a to był sygnał że trzeba coś zmienić w życiu , poprzestawiać hierarchię wartości.
I tak odstawiłam komputer na czas wakacji, musiałam odpocząć od niego i przemyśleć wiele spraw, cieszyłam się z obecności moich dzieci, polubiłam od nowa wspólnie spędzać czas z bliskimi, bez myśli o tym że muszę koniecznie zaglądnąć co tam u kogo słychać, co tam na mojej poczcie, konieczności wysyłania wzorów natychmiast bo się ktoś obrazi, bez presji że na blogu pustki , że koniecznie muszę skończyć jakąś pracę.
Muszę stwierdzić że życie bez komputera jest możliwe, wyciszyłam się, stałam się bardziej refleksyjna i gotowa na to by zacząć od nowa moja przyjaźń z moim blogiem, troszkę w innej formie.
Blog jest mi potrzebny , bo muszę mieć swój własny świat aby codzienność zwłaszcza w pracy zupełnie mnie nie przytłoczyła, lubię ten mój kawałek podłogi i lubię was z waszymi pomysłami, pracami i radami. Tyle tylko że będę sobie dawkować , przeglądać mniej , wybiórczo aby móc się delektować tym co zobaczę i przeczytam.
Jeżeli jeszcze mnie pamiętacie i lubicie tu zaglądać to zapraszam ponownie, jednocześnie dziękując za piękne komentarze zostawione pomimo mej nieobecności, przepraszając jeżeli na któryś nie odpisałam. Nie będę nadrabiać zaległości bo znowu zaprzepaszczę równowagę jaką osiągnęłam, więc jak ktoś koniecznie ma do mnie jakieś sprawy to proszę umieszczać je od dzisiaj, nie wrócę do zaległej poczty, mam nadzieję że spotkam się ze zrozumieniem. 



Czas zacząć słowami  piosenki zespołu Dżem

Jesteś cała w trawie
zielone myśli twe
są jak szum wiatru