Zapach Jaśminu to świat widziany moimi oczami, pełen kolorowej bajki, pachnący jaśminem i ulotnością . To moje pasje, inspiracje, echa minionych epok, zachwyty nad pięknem natury, mistyką gór. Wchodzę więc do świata wyobraźni przez kolory farb , przez haft, liczę krzyżyki i niecierpliwie czekam na to co wyłoni się na płótnie , maluję igłą i nitkami, pędzlem i farbami świat pełen kolorów, kwiatów , dam i koronek.
Zapraszam

środa, 30 maja 2012

Fiolet w zestawach ubrań



Jutro wyjeżdżam na wesele mojego syna. Ufff, ile to człowiek się natrudzi zanim doprowadzi się do ładu jako takiego. Wiem że są kobiety które uwielbiają się upiększać, lubią makijaże, fryzjerów, kosmetyczki itp, doceniam to. Ale ja jakoś im starsza jestem tym mniej entuzjastycznie podchodzę do tych zabiegów, wbrew rozsądkowi, powinnam chyba wklepywać kilogramy kremów i to jak najdroższych a od kosmetyczki nie wychodzić. Nic z tego, pomimo że wizyta w opisanych przybytkach bywa bardzo przyjemna i relaksująca jakoś trudno mi pokonać swoją niechęć, liczę czas jaki tam stracę i to mnie zniechęca, o finansach nie wspomnę. I tak to starzeję się naturalnie, w błogim spokoju , nagle muszę dobrze wyglądać i wpadam w panikę. Odwiedzam przybytki które mi obiecują że na drugi dzień będę miała osiemnaście lat , ja próbuję w to uwierzyć i cierpliwie poddaję się takim torturom jak na przykład wyrywanie brwi, czyszczenie twarzy , wklepuję wszędzie gdzie się da kremy , odżywki i siadając do popołudniowej kawy jestem wyczerpana tą ciężką pracą fizyczną. Wszystko już za mną i w lusterku wcale nie uśmiecha się do mnie osiemnastolatka, tylko ja jako żywa, pani pod pięćdziesiątkę. Piszę sobie co mi ślina na język przyniesie mocząc nogi , tak , tak przeszły tortury depilacji , zostało  mi tylko wypilingować stopy i umalować paznokcie, Ufffffff - damą być to wielka sztuka, chylę czoła przed tymi które to robią na co dzień.
A tak swoją drogą, przy okazji odwiedzin tu i tam dowiedziałam się że można doczepiać rzęsy na stałe, Boże jaka ja zacofana jestem, i moja fryzjerka właśnie to uczyniła, a mnie spodobał się trzepot jej długich rzęs które nie trzeba malować.Hm, na to mogłabym się pokusić, tylko nie znam się zupełnie; jak to jest gdy któreś wypadną? i jak często trzeba je uzupełniać, to pytanie kieruję do młodszego pokolenia dam, może mi kto podpowie?
 W odpowiedzi na pytania o moje kreacje,  to wrzucam co nie co,  oczywiście fiolet musi być, ale żeby nie było za poważnie to z jasną klasyczną sukienką, pozostałe zestawy na później.  Bransoletka z ulubionymi ametystami i innymi kamieniami, będą do tego kolczyki z ametystami. Lubię klasykę , dodaję kolory   w pewnej gamie kolorystycznej. Nic wyzywającego , nic zwariowanego.





poniedziałek, 28 maja 2012

Poduszka na obrączki - hardanger



Znalazłam chwilkę , więc chwalę się poduszeczką na obrączki, tym bardziej że udało mi się wydziubać krateczkę z przęsełkami i pikotkami. Nie wiedziałam jak te pikotki zrobić , kurs obrazkowy niczego mi nie podpowiadał , ale od czego jest internecik, znalazłam na Youtube filmik i od razu mnie oświeciło. W kursach obrazkowych nie ma nigdzie pokazanej igły za pomocą której łatwo o pikotki. Muszę przyznać że jak jest dużo krateczek to  przęsełka trudniej zrobić , przęsełka  przesuwają się, nitki układają się różnie ale jakoś je wydziubdziałam, z czego jestem niezmiernie dumna.



Jestem na dobrej drodze zaprzyjaźnić się z tym rodzajem haftu i mam wielką ochotę przymierzyć się do jakiegoś projektu.



Dodałam perełki na hafcie i dokoła poduszeczki , wydaje mi się że w ten sposób ją dokończyłam i perełki dodały więcej uroku poduszeczce.


Zdjęcie z wesela 

wtorek, 22 maja 2012

Ikona albo coś koło tego



Och strasznie długo mnie tu nie było, tak szybko uciekł mi czas. Ze względu na to że żenię syna miałam mnóstwo spraw do załatwienia i zrobienia. Nie wiedziałam że skompletowanie stroju może być takim morderczym zadaniem, ile to ja sklepów nie przeszłam , ile się namierzyłam. W przymierzalniach dowiedziałam się jaki to ja baleron jestem, te lustra nie kłamią niestety. Ale ta ciężka praca fizyczna z obciążeniem psychiki i mojego ego załatwiona. Przeziębienie i zasmarkany przez dwa tygodnie nos zaczyna się uspakajać i wracam do normy . Jeszcze tylko fryzjer, kosmetyczka, dentysta, paznokcie itp. i to w tydzień. No muszę przyznać że "damą być" to ja nie koniecznie lubię, za dużo zachodu, szkoda na to czasu. Ale na ślubie syna nie wypada wystąpić jak Matka Polka od siódmych boleści , trzeba wystąpić z fasonem.



Tak to z zasmarkanym nosem uskuteczniałam dzieła, własnoręcznie sklecone. Wychodzą se one powoluśku z lakierni i szwalni więc będę się chwalić, na ile mi czas pozwoli.
Pierwsza to będzie ikona, no nie to profanacja,niech będzie że to pseudoikona , bądź jak kto uważa obraz inspirowany starymi ikonami.
Ikona przeznaczona dla moich dzieci.



Obraz wykonany na trzech starych deskach , dwa skrzydełka doczepione za pomocą zawiasów.











Dziękuję ślicznie za komentarze i wasze wizyty na moim blogu, po weselu postaram się nadrobić zaległości na waszych blogach a będzie tego dużo, ale od czego mamy wakacje, ja nigdzie się nie wybieram, pracuję jak zwykle wtedy gdy inni wypoczywają, będę więc miała co oglądać.
Pozdrawiam cieplutko


Zdjęcie z wesela

czwartek, 3 maja 2012

Tańczące kaczeńce



W górach wiosna przychodzi trochę spóźniona jakby chciała podarować im swoje uroki wtedy gdy doliny o niej już zapominają. Jeszcze nieśmiało stawia stopy po połoninach i graniach, jeszcze delikatnie budzi naturę do życia . Gdy w dolinach seledyn napęczniały słońcem powoduje że krew w żyłach mocniej pulsuje, jakby drzewa miały zaraz wybuchnąć tą jaskrawością . W górach buki sobie drzemią szaro-brązowe, otwierając czasami oczy i dziwią się tym drzewom które wyrywne , wystrojone w jaskrawą zieleń chcą już wyruszyć na bal wiosenny. Trawy przykryte pierzynką zaschniętych liści nieśmiało wypuszczają czułki badając czy czas podnieść zielone rozwichrzone włosy.
A w jarach , wgłębieniach i na podmokłych łąkach już bal się rozpoczął, to kaczeńce ubrane w swoje aksamitne żółte kubraczki rozpoczęły tany , ściśnięte w grupach zataczają koła, przyglądając się sobie nawzajem, porównując która kępa ładniejsza, która piękniej lśni w tafli wody.

Jasmin



Opisałam wam swoje odczucia po ostatniej wizycie w Bieszczadach, czasami muszę dać upust wrażeniom zamkniętym w mojej duszy. A nie mam gdzie, to czynię to tutaj, starając się jak najmniej was zanudzać swoimi literackimi wypocinami.
Niemniej jednak łąki z kaczeńcami są obecnie ozdobą całej trasy wzdłuż połonin, nie mogłam się napatrzeć i nadziwić jak przyroda potrafi przyozdobić nasz świat , a jacy my biedni jesteśmy , zamknięci w klatkach blokowisk i zabetonowanych ulic miast zapominamy że za kurtyną naszej codzienności jest inny świat. Świat który jeszcze nie zdążyliśmy zniszczyć. Dla tego ja te kaczeńce nie zerwałam na łąkach bieszczadzkich ale w rowie melioracyjnym pod miastem, nie potrafiłabym tam w górach zerwać ani jednego kwiatuszka , to by była profanacja, te kwiaty są dla nas wszystkich a nie tylko dla mnie. 

O czym przypominam niektórym turystom -  
" Pomyśl o innych ; co zobaczą gdy ty wszystko zerwiesz, zadepczesz , zaśmiecisz? nie bądź egoistą, są miejsca które należą do nas wszystkich" . 
Zwracam się z tym apelem na początku sezonu wypoczynkowego do wszystkich tych którzy zapominają o tak prostych zasadach, a wiem co mówię, bo chodzę po górach i widzę co ludzie zostawiają.
Czy pusta plastikowa butelka lub papierek jest cięższy od produktów które dźwigałeś na górę ? tak ciężkie są te rzeczy że nie masz siły znieść je na dół? proszę zastanów się kolego turysto , o to cię tylko proszę, może zapragniesz wrócić do tego miejsca kiedyś a jego już nie będzie.



Jednak są na świecie czary
Bo, gdy spojrzysz na te jary
Na koryta górskich rzeczek
Widok cudny cię urzecze
Złoci się tam płatków tyle
Na mięsistych listków łachach
Każda kępka swą jasnością
Cienie jaru w krąg wyzłaca
Aksamitno - żółte płatki
Z pręcikami ciemniejszymi
Czerpią z głębi ziemi - matki
Czarodziejskich blasków siły
Ówdzie kępka pojedyncza
Rozpościera się buńczucznie
Tam zaś łąki cała połać
Sprawia sercu, duszy - ucztę
Daje radość i wytchnienie
Samym tylko swym widokiem
Niesie spokój i marzenia
Świat oglądasz innym wzrokiem
Tak kaczeńce są przepiękne
Że mi dech zapiera w piersi
Jasne - złote - aksamitne
Wprost jak z bajań, opowieści

Iga Kawecka

wtorek, 1 maja 2012

Jak wiatr

Widok na Połoninę Caryńską


Cieszę się że los do mnie się uśmiechnął, dał mi dzień wolnego i przepiękną pogodę. Mogłam więc wyruszyć na majówkę w moje kochane Bieszczady. Tym razem na krótką chwilę, wybraliśmy krótką , łatwą trasę taką w sam raz na rozruch pozimowy. Cieszę się że za mną długie doświadczenia w wędrowaniu i rozsądnie wyjechaliśmy z Przemyśla skoro świt i rankiem wyruszyliśmy na ścieżkę. Potem upał był niemiłosierny i mnogość turystów. Gdy wszyscy wspinali się w upale do góry a szlak zamienił się w ulicę Marszałkowską w Warszawie , my już spokojnie wracaliśmy spełnieni.

W stronę Przełęczy Orłowicza


Jeżeli ktoś nie chce się zbytnio zmęczyć lub po prostu brak mu kondycji lub umiejętności chodzenia na dłuższe trasy i w wyższe partie górskie , szlak na Połoninę Wetlińską od strony wielkiego parkingu między miejscowościami (Berehy) Brzegi Górne a Wetliną jest jedną z najłatwiejszych tras, prze ze mnie nazwaną spacerową. Po godzinnej wspinaczce wchodzimy na Połoninę pod Chatkę Puchatka ( małe schronisko czynne cały rok) i możemy podziwiać piękne widoki na dużą część Bieszczad. Jeżeli mamy jeszcze ochotę możemy powędrować dalej w stronę Przełęczy Orłowicza , można dalej na Smerek, lub w drugą stronę schodząc do Berehów Górnych a można jeszcze  dalej na Połoninę Caryńską. Ja wybrałam podziwianie widoków i wylegiwanie się na trawie. Jak na pierwszy raz w sezonie wiosenno-letnim wystarczy, tym bardziej że bieganie na oddziale mam zapewnione na co dzień.



Gdy znajomi którzy nigdy nie pofatygowali się wyjść na jakąkolwiek górę pytają mnie co ja w tych górach widzę i czemu mi się chce po nich łazić i się straszliwie męczyć wdrapując  pod górę, odpowiadam im że na samym szczycie , czy to małym czy wielkim  jest jedna nagroda ,największa jaką mógł mi dać Bóg ;

 to niesamowite widoki, cisza, chwila zadumy i wiatr .



Wiatr który kocham, zamykam oczy i wsłuchuję się w odgłosy przyrody i ciszy.

 jak w rzece
jak wiatr sunący równiną
minął jeszcze jeden dzień
w przygodzie
mojego życia

nigdy
nie zastanawiałem się
i nie stawałem w rozmyślania
by
opiekować się dwoma dniami

tym który już odszedł
i tym który nadejdzie

dlatego
cały jestem w kwiatach

R. Szociński, Cisna, 2008.



Kontempluję. 

Nie jestem nadgorliwą katoliczką, raczej tą co staje z boku i stara się nie przeszkadzać stwórcy , przecież jest tylu którzy bardziej go potrzebują a on ma tyle do zrobienia na tym świecie , ale tam w górach zawsze czuję jego obecność, jego oddech i dziękuję mu za to że jestem , że mogę tu być i że dał nam to wszystko abyśmy mogli odpoczywać po trudach codzienności.



Ciekawe czy moje nogi są bledsze od śniegu który jeszcze połaciami leży od północnej strony stoków.