Zapach Jaśminu to świat widziany moimi oczami, pełen kolorowej bajki, pachnący jaśminem i ulotnością . To moje pasje, inspiracje, echa minionych epok, zachwyty nad pięknem natury, mistyką gór. Wchodzę więc do świata wyobraźni przez kolory farb , przez haft, liczę krzyżyki i niecierpliwie czekam na to co wyłoni się na płótnie , maluję igłą i nitkami, pędzlem i farbami świat pełen kolorów, kwiatów , dam i koronek.
Zapraszam

niedziela, 16 września 2012

Błękitne kafelki


Czas powrotów , to czas bardzo trudny, bynajmniej dla mnie. Bardzo długo czekałam na urlop, moje myśli pochłonięte były tym co mnie czeka, jak odpocznę , jak się wyciszę. Czas urlopu spełnił moje oczekiwania.
Teraz przyszedł czas powrotu do pracy. Ostatnio bardzo byłam zniechęcona do niej i do atmosfery która panuje wkoło niej. A ja bym chciała wykonywać swój zawód z przyjemnością a nie zawsze się tak da, niestety z przyczyn niektórych osób które pracują razem ze mną. Na urlopie poczyniłam pewne postanowienia, mam zamiar nie poddawać się tak łatwo ludziom którzy są źli na cały wszechświat i emanują złą energią na otoczenie, chciałabym pracować pomimo ich istnienia, chcę ich nie zauważać. Trzymajcie proszę kciuki aby się udało, chcę się znowu uśmiechać i ten uśmiech podarować innym. 


A tymczasem kilka zdjątek się pojawiło z małymi lecz pracochłonnymi haftami , które powstały przed urlopem. Seria pod tytułem  " Błękitne kafelki" bo troszkę mi przypominają kafelki holenderskie choć o innej tematyce. Wzór mi się podobał szalenie , na tyle że chciałam go wyszyć a i pomysł na wykorzystanie owych kafelków też posiadam. Zabieram się więc powoli za moje robótki z wielką przyjemnością. 


Urocze te ptasiory.......


Koraliki dodają charakteru tym małym obrazkom. 


W tle pojawiają się serwetki które ostatnio zakupiłam całą paczkę i sama nie wiem do czego, ot po prostu spodobały mi się i powiększyły kolekcję przydasiów. 


 

Pozdrawiam serdecznie wszystkie dziewczęta które tu do mnie zaglądają, dziękuję raz jeszcze za życzenia i mam nadzieję że ten tydzień przyniesie miłe chwile nam wszystkim. Najważniejsze to się nie dać zadeptać.
 Do " zobaczenia"

piątek, 14 września 2012

Wrzos urodzinowy


Wrzos zwiastuje nadchodzącą jesień, mnie przypomina rodzinne lasy sosnowe, pełne jagodowisk, mchu, paproci i oczywiście wrzosu, który o tej porze roku dekoruje poszycie lasu. Odnoszę się do niego z wielkim sentymentem, choć to niepozorny kwiatek, wywołuje nostalgię babiego lata i smutek. Wracając z wojaży, wdeptując na chwile do rodzinnego domu, przejeżdżałam przez susiecki las i nie mogłam się odpędzić chęci zabrania ze sobą wiązki wrzosu. W domu zasadziłam do starej wazy razem z zielonym mchem i tak powstała mała jesienna dekoracja, przypominająca mi to co kocham najbardziej. 


Na mchu i poniżej przycupnęły ptaszki które zakupiłam w Kazimierzu, już się zadomowiły na dobre. A obok stoi karafka-dzbanek, który otrzymałam w prezencie od Miśka, kupiony na targu staroci, tak naprawdę to wyżebrany prze ze mnie, wykorzystałam okazję moich urodzin. Muszę się przyznać że 2.09. przekroczyłam próg półwiecza mojego pobytu na tym świecie. Swoją drogą półwiecze to tak brzmi jakbym już była porośnięta grzybami a wcale się tak nie czuję, może lepiej by było powiedzieć że ukończyłam 50 lat i sama się dziwuję że to już tak szybko minęło. Z tej to okazji chciałam otrzymać taki prezent jaki sama sobie wypatrzę i żeby to było moje "widzimisię", nic praktycznego , nic rozsądnego i właściwie nie wiadomo po co. No i mam .


 W związku z tym że otrzymałam wiele życzeń urodzinowych na pocztę, na które odpisałam dopiero teraz, jeszcze raz ślicznie dziękuję za pamięć i za dobre życzenia , tym bardziej że otrzymałam je od niektórych osób mało mi znanych tak że się wzruszyłam. Opóźnienie z mej strony usprawiedliwione podróżami, ale takie okrągłe urodziny można obchodzić troszkę dłużej prawda?

środa, 12 września 2012

Dwa księżyce

Stara wierzba w Mięćmierzu
Podczas licznych spacerów poszukiwałam usilnie swojskich klimatów mając pod ręką mój mały aparat. W Kazimierzu jest bardzo dużo urokliwych miejsc. Cieszę się że choć tam nie ma blokowisk i że miasteczko to utrzymało dawny klimat, że ludziska starają się stawiać nowe domy zachowując architekturę budynków wkomponowaną w otoczenie. Fakt że to nie jest już Kazimierz z książki " Dwa księżyce" Marii Kuncewiczowej ale w wielu miejscach można jeszcze odszukać tą atmosferę. Dużo domów drewnianych, lub z piaskowca, można odnaleźć stare domki pokryte strzechą, często przenoszone z innych miejsc a tak pięknie komponujących się w otoczenie Kazimierza i   Mięćmierza.

Chata kryta strzechą w Mięćmierzu
Nogi zaniosły mnie przez Albrechtówkę do Mięćmierza, gdzie studnia stara stoi w samym centrum osady , od niej w różnych kierunkach wiodą piaszczyste drogi. Można zaglądać przez opłotki na stare chałupy, wiatrak, wstąpić do galerii mieszczącej się w stodole, przejść na brzeg Wisły i chwilę się zadumać. 

Chałupa w Mięćmierzu
Kazimierz - drewniany płot cudnie zarośnięty powojem
Kazimierz
Kazimierz - stara chałupa z prawdziwą polską strzechą ze słomy
Nasturcja
Wiatrak w Mięćmierzu
Mięćmierz - kapliczka

Pisałam tu kiedyś o swojej tęsknocie do małego domku który mógłby być w moim posiadaniu ale nie jest. Tęsknota przeradza się w poszukiwaniu doznań które choć przez chwilę rekompensują mi brak takiego swojego miejsca na ziemi. Mogą to być fotografie które robię, mogą to być obrazy które oglądam np.tu gdzie pisałam o stylu cottage a może to być obraz haftowany nićmi na podstawie malarstwa Marty Bells. 

 Z archiwum X

Domek kryty strzechą , wzór na podstawie malarstwa Marty Bells.

poniedziałek, 10 września 2012

Spacer po Kazimierzu


Wróciłam z wojaży i od razu muszę się podzielić moimi wrażeniami z pobytu w Kazimierzu Dolnym. Odpoczęłam , wyciszyłam się, napawałam się widokami, wiatrem we włosach i ciszą. Tak, właśnie ............ciszą. Najlepiej jest przyjechać w poniedziałek a w piątek wyjechać, oczywiście jeśli ktoś szuka spokoju. Sezon się skończył , pogoda w kratkę i ludzisków brak, trafiłam na senne miasteczko takie jakie lubię. Natomiast w sobotę zrobiło się gwarno ale na szczęście ja w niedzielę rano wyjechałam. 


Całe wzgórze zamkowe jest w remoncie i do wieży, ruin zamku, do Fary nie można wejść, mnie było to obojętne , kiedyś tam byłam ,  będę miała pretekst aby za parę lat zobaczyć wszystko po remoncie. 


Kazimierz Dolny widziany z góry Trzech Krzyży. 


Zamek w Janowcu widziany z Albrechtówki. 


Miałam przyjemność uskuteczniać spacery, wędrowałam po uliczkach Kazimierza, zaglądałam do licznych galerii i sklepików. W rynku mieści się galeria Maison Decor, a właściwie jest jeszcze jedna przy Farze. Styl ten jest nadal trendy, ja pozwoliłam sobie zrobić jedno zdjęcie wnętrza z produktami wystawionymi na sprzedaż. Można nacieszyć oko , nie powiem. Tutaj blog projektantki z Bostonu o takiej samej nazwie - Maison Decor


Mnie jednak bardziej interesowały galerie mistrzów malarstwa, rozrzucone są w różnych punktach miasta ale największe ich zagęszczenie znajduje się na ulicy Lubelskiej, miodzio, sztuka w zasięgu ręki, dla takiego prowincjusza jak ja, tym bardziej że kiedyś strasznie chciałam malować i uczyć się w tym kierunku , czego mi nie dano. Zrobiłam tylko jedno zdjątko, bo nie śmiałam fotografować niczego w galeriach.


Dwa zdjęcia porcelany Holenderskiej z wystawy na zamku w Janowcu. Nie można oczu oderwać. 


Ale nie samą sztuką człek żyje ,trzeba czasami gdzieś przycupnąć. Wybraliśmy się więc do znanej nam sprzed lat Herbaciarni u Dziwisza. W środku jest bardzo przyjemna atmosfera, klimaty moje ale niestety ceny wzrosły zastraszająco, przycupnięcie to choć przyjemne należy jednak do luksusowych. Nie mniej jednak nie mogłam sobie podarować wizyty w tym miejscu. Pamiętam czasy kiedy można było sobie posiedzieć za nieduże pieniądze nad herbatką i potrzymać na kolanach kota. Owszem kot jest , ale ludzisków też mnogość i kot chodzi swoimi drogami. 

  
 Nie byłabym sobą gdybym nie opisała choć jednej trasy spacerowej. Kazimierz słynie z wąwozów i ja oczywiście musiałam je odwiedzić, niestety wąwozy bardzo zapuszczone , przereklamowane i pełne śmieci. Mogę polecić jeden który ciągnie się 700 m, i jest piękny, to Korzeniowy Dół , jak zerknięcie na zdjęcia same się przekonacie czemu tak się zowie. 

Obeszłam więc cały Kazimierz wszerz , wzdłuż i dokoła. Spacerując znalazłam wiele urokliwych miejsc i ciszę. I jeżeli będę miała wenę to pokażę coś co najbardziej mi się podoba w Kazimierzu i okolicy, to coś czego szukałam. Pozdrawiam wszystkich cieplutko i mam nadzieję że nie zanudziłam, przecież większość zna Kazimierz doskonale.

wtorek, 4 września 2012

Jestem w podróży


" Nadejszła" wyczekiwana chwila, jestem na urlopie i od tygodnia podróżuję. Troszkę kilometrów się nazbierało. Trasa ; Przemyśl , Łącko, Wrocław, Świdnica, i z powrotem, wczoraj wieczorem wróciłam do domu, a dzisiaj znowu popakowałam walizki i wyruszam , tym razem czeka mnie zaplanowany od dawna Kazimierz Dolny. Potrzebuję wyciszenia i mam nadzieję tam to znaleźć. 


 Lubię podróże, zawsze lubiłam , tym bardziej że jadę sobie jako pasażer i podziwiam świat zza szyby.Wyczekiwałam podróży do Wrocławia, do którego sentyment nigdy nie wygaśnie, miasto mojej młodzieńczej ucieczki z domu do mojej pierwszej pracy,  tam urodził się mój pierworodny, jak więc nie kochać tego miasta. Tym razem zostawiłam w tym mieście moją młodszą latorośl, ona tak jak jej matka chce spróbować swego szczęścia właśnie we Wrocławiu, mam nadzieję że będzie tam szczęśliwa tak jak ja byłam. 


 Spotkałam się ze znajomymi, którym jestem wdzięczna za przygarnięcie nas pod swe skrzydła , powędrowałam uliczkami bliskimi mojemu sercu, zobaczyłam miejsca gdzie na co dzień mieszkałam , nacieszyłam oczy spektaklem "Cztery żywioły" gra świateł na fontannach przy iglicy. I znowu pożegnałam z bólem na nie wiadomo jak długo. Potem odwiedziliśmy w Świdnicy rodzinę długo nie widzianą  i wróciliśmy spełnieni.

I znowu jutro wyruszam w moją następną podróż . Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję za wszystkie komentarze i odwiedziny. Jadę naładować akumulatory, bo jesień i zima będą ciężkie i bez sprawnych akumulatorów  mogę nie zapalić.