Zapach Jaśminu to świat widziany moimi oczami, pełen kolorowej bajki, pachnący jaśminem i ulotnością . To moje pasje, inspiracje, echa minionych epok, zachwyty nad pięknem natury, mistyką gór. Wchodzę więc do świata wyobraźni przez kolory farb , przez haft, liczę krzyżyki i niecierpliwie czekam na to co wyłoni się na płótnie , maluję igłą i nitkami, pędzlem i farbami świat pełen kolorów, kwiatów , dam i koronek.
Zapraszam

niedziela, 26 maja 2013

Empire

Akcja wszystkich powieści Jane Austen rozgrywa się w epoce Cesarstwa (empire), która swą nazwę wzięła od rządów Napoleona Bonapartego. Nowy typ sukni wszedł na salony tuż po upadku absolutystycznej monarchii francuskiej , reprezentując ducha powstającej właśnie republiki. W odstawkę odeszły zatem ciężkie, kosztowne, bogato haftowane materie, zastąpione ze względu na zubożenie ludzi przez niedrogie, bawełniane tkaniny, z których uszyte są sukienki niezamożnych panien Dashwood czy Bennet. 

I właśnie te sukienki z bawełny w cudne desenie drobnej łączki w przypudrowanych kolorach mnie urzekają , do tego stopnia że zaczęłam zbierać takie kupony materiału . Urzekają swoją prostotą , kolorami ,są miłe dla oka, wyzwalają w człowieku uczucie ciepła. Będzie z nich śliczna kołderka patchworkowa.

Moda Empire, wzorowana jest na antyku – a były to czasy wielkich odkryć archeologicznych i odkopania ruin Pompejów – suknia uwolniła kobiety od tortury gorsetu i kosza, a przede wszystkim wysmukliła ich sylwetkę. Arystokratki mogły sobie jednakże pozwolić pod koniec lat 90. XVIII w. na półprzezroczysty muślin, batyst, a nawet gazę, spod których w ekstremalnych wypadkach można było dostrzec podwiązki. O ile kobieta nosiła pończoszki, gdyż na tym wczesnym etapie damy lubiły mieć gołe nogi. 

Po ustanowieniu przez Napoleona cesarstwa na jego wyraźne żądanie (chodziło nie tylko o podkreślenie splendoru jego dworu, ale i o ratowanie podupadłego przemysłu włókienniczego) suknie arystokratek i zamożniejszych pań stają się bogatsze, w użycie ponownie wchodzą jedwabie, aksamity, atłas i tafta, a włosy dam nakrywają tureckie turbany ze strusimi piórami. 
 Przez całą tę epokę podstawowy fason kobiecej sukni pozostał jednak niezmienny: długa i luźna spódnica nie zaczynała się od talii, ale od wąskiego stanika z dużym kwadratowym lub owalnym dekoltem. Rękaw był albo krótki, bufiasty, albo wąski i długi, często w chłodniejsze dni doczepiany do bufki. Głęboko wszywany do tyłu, wymuszał na kobiecie wyprostowaną sylwetkę. Początkowo długa i z trenem, w początku XIX w. suknia uległa znacznemu skróceniu, dzięki czemu panowie mogli delektować się widokiem zgrabnej damskiej nóżki.Z braku nieistniejących jeszcze swetrów otulały się ciepłymi szalami, które służyły także jako typowy dla empire’u element ozdobny. Głęboki dekolt zakrywano muślinowymi chustkami. Przy wyjściu na zewnątrz w powszechnym użyciu były króciutkie, ledwo zakrywające gors żakieciki zwane spencerami albo długie płaszczyki zwane redingot, wzorowane na męskim płaszczu do konnej jazdy (ang. riding coat). 
Na głowach kobiety nosiły czepki lub osłaniające twarz i włosy kapelusze-budki, a także toczki, berety i turbany. Uczesanie empirowej damy nawiązywało do greckiej lub rzymskiej fryzury antycznej. Modne były także koczki z okalającymi twarz lub tylko jej boki loczkami albo gęste loki (objętość fryzur zwiększano za pomocą tresek). Podczas balów i uroczystości wpinano we włosy diademy lub wieńce.
 Jeśli chodzi o obuwie, w odstawkę odeszły zalotne rokokowe obcasy, zastąpione przez niezbyt zgrabne, płaskie i obwiązujące łydkę taśmą buciki z materiału, które przypominają współczesne balerinki. 
W chłodniejsze dni panie ubierały mało eleganckie trzewiki. 

Źródło informacji Kinoplay
 
Znalazłam ciekawe filmiki z wystawy pn. "Napoleone and the Empire of Fashion",  jeżeli ktoś ciekawy zapraszam do oglądania, przepiękne suknie empire.

piątek, 24 maja 2013

Pudełeczko bardzo romantyczne i rozważne


Pudełeczko robione na prośbę córci jako dodatek do prezentu na ślub koleżanki. 
Długo się zastanawiałam jaki motyw będzie do niego pasował, zamierzenie było inne ale ostatecznie powróciłam do tej romantycznej serwetki którą kiedyś otrzymałam od Mai. Pudełeczko niewielkie, więc duże motywy odpadły a ten jest idealny, bardzo romantyczny, z gołąbkami fruwającymi nad pąkami wiktoriańskich róż ,w kolorze pudrowego różu ,w stylu empire. Ascetyczne, klasyczne, w złamanej bieli, pokryte lakierem Touchme , więc aksamitne i miękkie w dotyku, wykończone wąskimi tasiemkami. A w środku zawiązana zawieszka z dwoma ptaszkami w klatce, interpretacja trochę z przymrużeniem oka. 


Środek pudełeczka wyłożony bawełną w delikatne kwiatuszki, nawiązującym do codziennych sukienek dam w stylu empire, sukienki takie jakie możemy oglądać na filmach min. "Rozważna i Romantyczna" czy " Duma i uprzedzenie" według książek Jane Austen. Zawieszka inspirowana biżuterią tej epoki. Gdy uruchomimy swoją wyobraźnię możemy zobaczyć  zawieszkę na szyi damy pasującą do bawełnianej sukienki w stylu empire.


Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem i za wasze współczucie, jakoś kuśtykam powoli. 
Pozdrawiam cieplutko.

wtorek, 21 maja 2013

Od szczęścia do nieszczęścia


Maj oszałamia niesamowitą intensywnością ; w rozkwicie kwiatów, bujnej zieleni, nie można nadążyć za jego pędem. Jak w pędzącym pociągu ucieka krajobraz, tak w maju migają kwity, dopiero kwitły bzy już kwitną irysy i piwonie , za chwilę zdziwię się gdy zakwitną jaśminy. Myślę że to dlatego że nie mam ogrodu i nie mogę na bieżąco śledzić przyrody, w czterech ścianach blokowiska nie zauważam piękna natury. Dopiero gdy Misiek przychodzi z naręczem piwonii , wydobywam okrzyk " to już piwonie kwitną ? o Boże, ale bym przegapiła , są piękne, dziękuję" . I cieszę się jak dziecko z widoku tych przepięknych kwiatów, koloru, i fotografuję ,aby zatrzymać ich ulotne piękno, wręcz napawam się ich bytnością w moim domu, ciągle do nich zaglądam, macam, wącham. 
I to się nazywa szczęście, takie małe, ale szczęście. 


 W drodze z nieba na ziemię zapomniałam stanąć w kolejce po wzrost i taki to krasnoludek ze mnie. Nie przeszkadza mi to zupełnie do momentu kiedy muszę sięgać do wyższych szafek, więc taborecik zawsze pod ręką.Układałam sobie ostatnio szmatki które porozwalane leżały tu i tam po szyciu patchworka. Więc śmigam sobie na taborecik, i myk szmatka do szafki i tak po wielokroć. Aż w końcu taborecik uciekł mi spod nóg i musiałam wykonać akrobacje powietrzne aby uniknąć upadku na plecy. Zapomniałam że ze mnie już leciwa pani, a nie dziewczątko uprawiające gimnastykę, źle wyliczyłam i spadłam niefortunnie na bok stopy. Ból, płacz, odwiedziny na Izbie Przyjęć, prześwietlenia i na szczęście to tylko zwichnięcie stawu skokowego z wielkim krwiakiem. I tak to szycie patchworka doprowadziło mnie do kalectwa tymczasowego. 
To się nazywa nieszczęście, takie małe, ale nieszczęście. 


Zwichnięta stopa zahamowała moja energię skierowaną na potrzeby zmian w moim domu i zmusiła mnie do poszukania bardziej stabilnej, spokojnej i bezpiecznej robótki, powróciłam więc na łono moich haftów, pokorna i bijąca się w pierś, tak bardzo je ostatnio zaniedbałam. I z wielką ochotą rozpoczęłam nowy hafcik, stary rzuciwszy w kąt. Tak jak Maj za oknem potrzebuję ciągłych zmian, wyzwań i pędzę przetwarzając swoją codzienność ,swoje otoczenie. Muszę tworzyć i to jest szczęście, takie małe ale szczęście.

wtorek, 14 maja 2013

Zaklinaczka deszczu w patchworkowej kołderce


Od kilku lat na każdym urlopie i wyjazdach towarzyszy mi deszcz. Urlop na przyszły rok  w pracy planujemy w listopadzie i nie można sobie zmienić terminu, więc powinnam choć czasami natrafić na pogodę , niestety tak nie jest. Zawsze gdzie nie jadę, pogoda się natychmiast psuje, pada, a co tam pada, po prostu leje, jest zazwyczaj zimno i pochmurno; czy to lipiec, czy wrzesień, czy maj. W tę majówkę wybrałam się do Łącka, było cieplutko , słońce przypiekało ,ale jak tylko dojechałam na miejsce , zobaczyłam nad górami granatowe niebo i zaczęła się nawałnica. Dzieci mówiły "wiedzieliśmy że nadjeżdżacie jak tylko usłyszeliśmy nadciągającą burzę". Wszyscy , razem ze mną na czele zaczęliśmy wierzyć w to, że ja przynoszę ze sobą deszcz, i tak to przez ostatnie lata zapracowałam sobie na miano zaklinaczki deszczu. Ciekawe czy jak bym pojechała np. na Saharę to też padałoby? jeżeli tak, to mogłabym bawić się w szamankę, mogłabym wędrować po świecie i sprowadzać deszcz tam gdzie ludzie tego oczekują. Cholibka, ale ja bym chciała przerwać to fatum, chciałabym trochę słońca na urlopie.
 Gdzieś w połowie czerwca wybieram się na urlop - uwaga !!!! jak ktoś planuje urlop w tym terminie ,lepiej wcześniej zmienić plany, w 99% będzie lało, przynajmniej tam gdzie ja będę tzn. w Karkonoszach i we Wrocławiu. Chyba że ..........

 
Co tam, deszczowe dni też mają swój urok, można spokojnie zająć się robótkami . Ja wykorzystałam brzydką pogodę  na ukończenie kołdry dla Klaudyny. Uff! trochę się namęczyłam przy pikowaniu, stwierdziłam że potrzebuje do tego innej stopki, przy okazji taką sobie sprawię.
 Patchwork ma nieziemski urok, wnosi do pomieszczenia ciepło, miękkość. Ma też tą zaletę że można wykorzystać szmatki z recyklingu; nadają się do tego np.stare ubrania. Jeżeli patchwork traktujemy tylko jak dobrą zabawę przynoszącą wymierne korzyści ,a nie jako dzieło sztuki, to wykonanie takiej kołdry nie niesie ze sobą wielkich nakładów pieniędzy, nie musimy zaraz kupować wszystkich nowych materiałów. Do tej kołdry użyłam nowych materiałów w postaci ciemnofioletowych kawałeczków, pozostałe kwadraty i spód to czysty recykling. Przecież pierwsze patchworki powstawały w purytańskiej Anglii, kiedy to kobiety z biedy i oszczędności, wykorzystując zniszczone ubrania zszywały skrawki tkanin, tworząc w ten sposób narzuty dające ciepło. 
Teraz już wiem że powstaną nowe patchworki , jakie to się zobaczy.


Czas na chwilę odpoczynku z herbatką w ręku.

piątek, 10 maja 2013

Szyję sobie .......


Jestem obecnie w amoku robótkowym, który ogarnia mnie kilka razy do roku, teraźniejszy jest wiosenno-euforyczny. Szyję sobie a świat kręci się dookoła i wcale mnie on nie obchodzi, może tylko kwitnące i pachnące drzewa , tak , chyba tylko one.
 Obiecałam córci dawno temu kołderkę patchworkową i czas było dotrzymać słowa. Zainwestowałam w sprzęt, z którego jestem niezmiernie zadowolona, teraz cięcie kwadratów idzie migiem, bez szablonu i zabawy w fastrygowanie szycie jest łatwe i przyjemne. Nowa maszyna choć nie luksusowa szyje cudnie i nic dziwnego że ogarnęła mnie nowa choroba robótkowa. Czołgam się więc po podłodze i fastryguję pikowanie, niestety do pikowania to ja jeszcze sprzętu nie mam , więc muszę robić to na piechotę. Próbowałam metody na taśmę , szpilkowanie , jednak nie bardzo wychodziło, szpilkami tylko się pokłułam. Mam nadzieję że ta metoda da owoce w postaci równo przepikowanej kołdry. No cóż, nauka jest fascynująca ale jednak początki bywają trudne. Grunt to nie poddać się, a po za tym trochę gimnastyki nie zaszkodzi w moim przypadku, może przy czołganiu brzuch mi się spłaszczy ?