Zapach Jaśminu to świat widziany moimi oczami, pełen kolorowej bajki, pachnący jaśminem i ulotnością . To moje pasje, inspiracje, echa minionych epok, zachwyty nad pięknem natury, mistyką gór. Wchodzę więc do świata wyobraźni przez kolory farb , przez haft, liczę krzyżyki i niecierpliwie czekam na to co wyłoni się na płótnie , maluję igłą i nitkami, pędzlem i farbami świat pełen kolorów, kwiatów , dam i koronek.
Zapraszam

poniedziałek, 28 września 2015

Przygotowania do zimy


Przygotowania do zimy już rozpoczęłam ; bombki kupione, skrzynki kupione, zaczynam powoli ustalać front robót. 
Na tamborku hafciki zimowe, jeden ukończony , drugi rozpoczynam. Jak tylko zobaczyłam te wzorki, to zachciało mi się je wyszyć. Będą z nich zimowe poduchy.
W deszczowe wieczory miło zasiąść do igły i  ciepła herbatka też się przydaje, bo zimno w domu , a sezon grzewczy jeszcze u nas nie ruszył. Zazdroszczę posiadaczom kominków, zwłaszcza pod koniec września i początkiem października. 
W hafceniu od dzisiaj towarzyszy mi Lord Nelson, czyli mój naparstek, prawda, że Nelsonek uroczy?


Dziękuję za komentarze pod poprzednimi postami, życzę udanego tygodnia.

środa, 23 września 2015

Przewietrzyć głowę


Czytałam kiedyś o wampirach energetycznych, to są osoby które zabierają innym energię. Podchodziłam do tego zagadnienia sceptycznie, ale zaczynam w to wierzyć. Chyba w pracy tacy mnie otaczają, bo energia mnie opuściła tak szybko jak powietrze z przebitego balona. Trzeba się było  ratować , jak najszybciej uciekać gdziekolwiek przed siebie. Zwiałam więc w Bieszczady, cisza i spokój działają kojąco, do tego przepiękne widoki pełne jesiennych kolorów, wiatr, który przewietrzył mi głowę. Siadając na kamieniu, spoglądając z góry na otaczający piękny świat człowiek rozkwita, sam staje się piękniejszy, radosny, lżejszy.
I cisną się na usta słowa piosenki  "Za mgłą"  Zespołu KSU


Ref. Tam na dole zostało 
Wszystko to co cię męczy 
Patrząc z góry wokoło 
Świat wydaje się lepszy

Uczesane przez wiatry 

Gołe szczyty Połonin 
Proszą byś po nich poszedł 
Biesom, Czadom się skłonił 
Z twarzą mokrą od deszczu 
Przeziębnięty, zmęczony 
Od złych rzeczy na dole 
Jesteś mgłą oddzielony 


Nie będę egoistką i podzielę się z wami cudnymi jesiennymi widokami, jesiennymi, bo jesień przywitaliśmy na Połoninie Wetlińskiej , oraz pozytywną energią , którą te góry mają w sobie.


Porady małego przewodnika.

 Dziś wybraliśmy trasę bardzo prostą , mogłabym powiedzieć łatwą, oj, tylko troszkę potu zostawimy na szlaku, polecam na spacer z dziećmi, dla niewprawionych , ale łaknących pięknych widoków.
 Auto zostawiamy na parkingu Przełęcz Wyżna i wychodzimy przez 1 godzinę do Chatki Puchatka (małe schronisko), tam robimy mały postój i kierujemy się Połoniną Wetlińską w kierunku na Smerek ( albo wracamy do auta). Wychodzimy na Osadzki Wierch ( 1253 n.p.m ) mijając po drodze po prawej stronie Roha, po lewej mijamy Hnatowe Berdo , ten odcinek zmieścimy w 1 godzinę. Robimy postój, wypijamy kawę , posilamy się i podziwiamy widoki na dwie strony Połoniny, a przed nami wznosi się Smerek. Stąd możemy się wrócić tą samą drogą, a jak czujemy niedosyt , to możemy zejść do Przełęczy Orłowicza ,odcinek ten pokonamy w 1godz. i 15 min., a następnie wychodzimy na Smerek ( 1222 n.p.m) około 20 min. Schodzimy do auta tą samą drogą ,albo wybieramy wariant zejścia do miejscowości Wetliny (żółty szlak 2 godz.) ,a tam można złapać busa i dojechać do parkingu.Wybór zależy od czasu jakim dysponujemy, od naszych możliwości fizycznych, od chęci.

 Na pewno trasa ta gwarantuje piękne widoki i nie jest trudna. 

Jeżeli będziecie na szlaku pozdrówcie ode mnie Biesy i Czady, tam się czają za skałami ,albo w trawie i czasami prowadzą na manowce, uważajcie, nam się dzisiaj to przydarzyło,ha,ha.....

O szlakach w Bieszczadach pisałam Tu i Tu, i jeszcze Tu, oraz Tu, 0 i Tu. Troszkę tego się nazbierało, można się posiłkować wiadomościami jeżeli ktoś jeszcze w Bieszczadach nie był a chce to miejsce odwiedzić.

Widoczna Chatka Puchatka
Przed nami Roh i Osadzki Wierch
Smerek
Od lewej Osadzki Wierch, Połonina Wetlińska, Połonina Caryńska
Osadzki Wierch
Pozdrawiam cieplutko, dziękuję za komentarze i odwiedziny.

sobota, 19 września 2015

Zegarkowy świat mojego Miśka


Mój M chomikuje od dawna zegarki. Zbiera stare zegarki, ratując je od zapomnienia i zatraty. Na pchlich targach wynajduje "delikwentów" w czeluściach szmelcu, kompletuje, czyści, a następnie przy pomocy zaprzyjaźnionego "zegarmajstra" daruje im drugie życie. Nawiasem mówiąc to pewnie jeden z niewielu zegarmistrzów, któremu jeszcze się chce. Nie znam się na tym zupełnie, zegarek jak to zegarek, mogę tylko powiedzieć czy koperta mi się podoba. Nie wiedzieć to nie znaczy nie rozumieć. Ja też mam swoją chomikozę i to nie jedną , więc rozumiem.  I tak to zgromadziło się trochę wyczyszczonych, naprawionych zegarków. Pewnego razu otrzymałam zadanie - koniecznie zrobić kasetki na kolekcję czasików. Wybrałam motywy z bardzo  sympatycznymi starymi zegarmistrzami, widać, że do czasomierzów podchodzą z sercem.


Czekała mnie jeszcze zegarmistrzowska robota przy tworzeniu przegródek, wycięcie  z grubej tektury, naklejenie papieru i oto część kolekcji mojego M ma swoją oprawę. 


Do malowania kasetek użyłam trzech kolorów bejcy firmy Colorit;palisander, dąb i orzech , lubię tą bejcę niezmiernie, używam ją od jakiegoś czasu i jestem zadowolona.

niedziela, 13 września 2015

Szafki biżuteryjne - metamorfozy


       Bawię się ciągle farbami kredowymi i ciągle mam za mało, tym bardziej, że udaje mi się czasami natrafić na przedmioty, które można odnowić i mogą jeszcze służyć długo ciesząc oko. Tak jest właśnie z mini szafeczkami na biżuterię, są wdzięcznym obiektem do malowania. Można uzyskać bardzo ciekawy efekt zależny tylko od fantazji. Ja pozostałam przy farbach, przecierkach i wosku. Te szafki pomalowałam dla swoich dziewczątek , same wybrały kolor. Trudno oddać kolor rzeczywisty w fotografii, nie mniej jednak wklejam zdjęcia takie jakie udało mi się zrobić przy braku odpowiedniego światła.
Zapraszam do galerii.   


Od kuchni

Szafeczka po metamorfozie, obok ta sama przed malowaniem. Otwierając dolną szufladkę włącza się  pozytywka.
   O farbach kredowych słów kilka.

    Malowałam już farbami Autentico , Annie Sloan i American Decor. Tym razem zaryzykowałam i kupiłam farby kredowe Decor Paint firmy Pentart . Lubię poeksperymentować jak tylko mam okazje ku temu. O tamtych farbach już pisałam, byłam z nich bardzo zadowolona . Te farby wypróbowałam i też jestem bardzo zadowolona. A czym one się różnią? No cóż, nie jestem specjalistką , nie znam się na szczegółach tj.skład. Jestem tylko amatorką , która chce używać farb kredowych do małych powierzchni tj. pudełka do decoupage itp, duże gabaryty mam już za sobą, bynajmniej na razie. Do decoupage potrzebuję wielu kolorów i małe ilości, tym bardziej, że farba kredowa jest dość wydajna. Więc słoiczki 100 ml są akurat. Niektóre firmy nie posiadają takowych, spotkałam się tylko u Annie Sloan i Pentarcie, z tym, że tu jest duża różnica cenowa. Zamawiając tańsze farby firmy Pentart bałam się , że nie spełnią moich oczekiwań, ale zaryzykowałam. Nie zawiodłam się , do malowania pudełek sprawdziły się doskonale. Mam dziesięć kolorów, na razie mi to w zupełności wystarczy. Jedynym mankamentem są zakrętki , trzeba uważać i mocno nie dokręcać bo mogą popękać. Ogólnie jestem bardzo zadowolona. Te dwie szafeczki malowałam właśnie farbami Decor Paint firmy Pentart, można znaleźć je TU. To nie jest sponsorowana reklama, tylko zwykła podpowiedź dla tych osób ,które mają mniej zasobniejsze portfele, a chciałyby się pobawić farbami kredowymi na mniejszych powierzchniach , innych niż meble.

czwartek, 10 września 2015

Rdza i koronka


 Wieczór
 Wieczór swe nieme usta kładzie mi na czole
 Pocałunkiem ukojnym łagodnej oliwy. 
 Daleki mi jest smutek, obce mi wesele, 
 Nie czuje się szczęśliwy ani nieszczęśliwy. 
 Jestem czymś poza wszystkim, 
acz tkwię w świata łonie, 
 Bezgranicznie swobodny,
 choć w bezwładzie leżę, 
 Jednając zło i dobro,
 jako łączy dłonie
 Dwóch wrogich przeciwników 
śpiące w nich przymierze.
Staff Leopold


Jak to dobrze , że ktoś wymyślił obchody dnia urodzin. Obchody, obchodami, można sobie odpuścić, ale prezentu nie. W ramach owego prezentu  mogłam sobie zamówić nowe preparaty na które dawno miałam chęć , ale cena była zbyt zaporowa. I zamiast biżuterii , czy ciucha zamówiłam sobie preparaty do robienia w zaciszu domowym rdzy. Niejedna kobieta postukałaby się po głowie , ale wy mnie na pewno zrozumiecie. Co tam ciuch, rdza to jest dopiero zakup. Kurcze , super, bardzo mi się spodobało rdzewienie. Na pierwszy ogień poszła podstawa lampki. Marzyła mi się nowa-stara lampka, nie miałam na nią pomysłu, aż tu rdza mi pomogła podjąć decyzję. I mam , cudną , zardzewiałą lampkę z charakterem, która otacza ciepłym światłem moje wieczory.
P.S mam tylko nadzieję , że odwiedzający mój dom nie pomyślą sobie , że jestem taka biedna i stać mnie tylko na lampkę ze złomowiska i nie daj Boże sprezentują mi nową , błyszczącą.

 
W świetle dziennym prezentuje się tak, mnie się podoba i dniem i nocą. Ma w sobie moc ciepła, klimatu i duszę.


  Od kuchni,  uchylam rąbka tajemnicy . 

Praktycznie wszystkie elementy lampki są z odzysku, więc jak najbardziej ekologiczne. 
Podstawa lampki kupiona w rupieciarni, otrzymała cudowną rdzę, w której obecnie się podkochuję i boję się o pozostałe rzeczy w domu,bo jak się rozpędzę to z domu mogę zrobić złomowisko hi,hi.
Abażur został sklejony  z brystolu, po to by był oparciem dla płótna. Materiał na abażur czekał długo, to płótno ręcznie tkane, otrzymałam je od Grażynki, pisałam kiedyś o tym ( Grażynko wielkie dzięki). 
Do abażuru dokleiłam za pomocą taśmy obustronnie klejącej przepiękną koronkę, też ręcznie robioną, a znalezioną porzuconą, zmiętoloną w szmaciarni. Inni nie potrzebowali tych rzeczy, a ja chętnie przygarnęłam i dzięki temu mam oryginalną, piękną lampkę, czuję jak od niej płynie pozytywna energia.

P.S. Ze względu na pytania odnośnie uzyskania efektu rdzy odsyłam do strony Syli, która umieściła kurs krok po kroku jak tego dokonać, dokładnie opisany, z którego i ja skorzystałam, za co Jej niezmiernie dziękuję.

Dziękuję za odwiedziny i komentarze, życzę miłego dnia, ja będę kibicować swoim koleżankom , które pojechały do Warszawy na protest. Po 33 -latach pracy i wielu latach czekania na zmianę statutu mojego zawodu i godnych zarobków, mam mieszane uczucia, już nie mam wiary , ale koleżankom kibicuję.

poniedziałek, 7 września 2015

Dama w fioletowych rękawiczkach


Witam , lato nam się skończyło, a u mnie okres lenistwa poszedł precz razem z upałami. 
Wróciłam do robótek wszelakich, mam teraz wenę na malowanie , haftowanie i sama nie wiem w co ręce włożyć, zaległości się nazbierało niemało. Zacznę może od starego haftu w nowej oprawie. Dama w fioletowych rękawiczkach została wyszyta kilka lat temu, więc trochę leciwa ci ona. Przez przypadek otrzymała nową oprawę , jej natomiast rama trafiła do dziewczyny z płomykami. Ta w której jest obecnie, przeznaczona była właśnie dla mojej dziewczyny, niestety stwierdziłam, że za bardzo ją przytłacza. Zamieniłam dwie ramy i wydaje mi się , że obie damulki z tego bardzo zadowolone.
Przy zamianie ram mam więc okazję zaprezentować stary haft, który nadal lubię. Już nie wyszywam na aidach o tak dużych oczkach, teraz raczek ścibolę bardzo minimalne krzyżyki, obrazy nie są więc tak duże jak ten. Mimo wszystko dama w fioletowych rękawiczkach prezentuje się dobrze, tym bardziej ,że w moich ulubionych fioletach.
 Zapraszam do galerii.

Zamiana , rama poprzednia i obecna.

  Dziękuję tym , które jeszcze tu zaglądają, dedykując bukiet przepięknych dalii, miłego wieczoru.