Zapach Jaśminu to świat widziany moimi oczami, pełen kolorowej bajki, pachnący jaśminem i ulotnością . To moje pasje, inspiracje, echa minionych epok, zachwyty nad pięknem natury, mistyką gór. Wchodzę więc do świata wyobraźni przez kolory farb , przez haft, liczę krzyżyki i niecierpliwie czekam na to co wyłoni się na płótnie , maluję igłą i nitkami, pędzlem i farbami świat pełen kolorów, kwiatów , dam i koronek.
Zapraszam

sobota, 15 kwietnia 2017

Jezus Frasobliwy


Pan Jezus Frasobliwy

Szedł Pan Jezus po świecie,szedł w przebraniu biedaka,
 rozglądał się, przystawał, słuchał, patrzył i płakał...

 Spotkał bezdomnych, takie strzępki człowieka,
 biedne kupki nieszczęścia, na które nikt nie czeka. 
Grzali zsiniałe ręce w dziurawych rękawicach, 
a obojętni ludzie płynęli po ulicach...
 Zaglądał ludziom w oczy. I co widział – moc smutku, bezsilność, żal, obojętność. Płakał Pan po cichutku. Popatrzył na kanały. Ludzie-szczury tam byli. 
Odziani w brudne łachy przy świeczce „dyktę” pili.
 Na miejskich wysypiskach odwiedził miot szperaczy. Chwytali w lot odpadki – coś przyjąć od nich raczy? 
Chcieli dać szmat na odzież, bo nic nie mieli więcej... 
I szedł Pan piechotą w dzielnice bogactw, pychy;
 Oglądał cudne wille jakiś pokorny, cichy.
 Zachodnie auta mijał i wlókł się osowiały, 
a za nim groźne psiska szczekały i szczekały...
 Wysokie, kute bramy, mocne żelazne płoty
i mury oddzielały bogaczy od biedoty. 
Nie było rąk z pomocą ani życzliwych oczu.
 Gdy siadł zmęczony w cieniu, by spocząć na uboczu. 

Załamał się biedaczek, rozejrzał po terenie
 i poszedł łzy osuszyć w kapliczce przy Skansenie.
 Spokojnie mógł rozważać zachowań ludzkich dziwy 
i został już na zawsze Pan Jezus Frasobliwy.
 Płacze jesiennym deszczem, zimowe śniegi rosną,
 okryją go pierzynką, słonko obudzi wiosną. 
Taki z nami zostanie i ja tu nic nie zmienię, 
spójrz i na Ciebie czeka w podlubelskim skansenie. 
Zdejmij kapelusz z głowy, uśmiechnij się do Niego, przeżegnaj się i pociesz Pana Frasobliwego. 
Patrz, czajki przeleciały, skowronek szuka wiosny,
 spraw, niech w twym sercu mieszka Pan Jezus – lecz Radosny. 

 Zofia Abramek  


Życzę spokojnych , pełnych zadumy i radości Świąt Wielkanocnych.

Jasmin

środa, 12 kwietnia 2017

Komoda - technika serwetkowa


Wszędzie panuje atmosfera przedświąteczna, dekoracje na stoły, wysiadywanie jajek, wianki, bazie, zajączki itp, a mnie zatkało. W ostatniej chwili przypomniałam sobie o nastawieniu zakwasu z chleba, zrobieniu specjalnego serka do barszczu (pisałam o tym Tu), z niczym nie mogę zdążyć, o dekorowaniu jajek mogłam zapomnieć. Szkoda bo bardzo  lubię dekorować jajeczka, ale odbiję sobie to kiedy indziej.      
Tymczasem pochwalę się komodą, tak tak, duży gabaryt, więc pracy przy niej było sporo. Jest to praca zbiorowa. Dzieci znalazły podobną komodę w sklepie internetowym, oczywiście cena z kosmosu, postanowiły mnie powierzyć zadanie wykonania owej komody. Zakupiły komodę z drugiej ręki , zainwestowały w farbę kredową Anny Sloan, wybrały serwetki i zabraliśmy się do pracy. Zadanie malowania komody na biało otrzymała moja synowa (wiedzę jaką posiadałam odnośnie malowania farbami kredowymi przekazałam jej przy wspólnym malowaniu łóżka), ja natomiast zabrałam się za szuflady. 
Szuflady zostały potraktowane techniką serwetkową, czyli na każdej naklejona jest inna serwetka (nawiasem mówiąc serwetek z przepięknymi wzorami jest teraz bardzo dużo), najwięcej namęczyłam się przy łączeniu serwetek tak, by wzór się zgadzał, a łączenia nie były widoczne. Potem lakierowałam i szlifowałam wielokrotnie do uzyskania gładkiej powierzchni. Na koniec grubym papierem ściernym przetarłam brzegi szuflad i jak widać efekt jest znakomity, dla mnie komoda jest teraz niepowtarzalna i piękna, dodaje uroku sypialni. Wisienką na torcie okazały się przecudnej urody uchwyty. 

Przy odrobinie czasu zapraszam do galerii zdjęć. 


Życzę miłego wieczoru. 

czwartek, 6 kwietnia 2017

Gdy szczęście samo puka do drzwi


"To, jak traktujesz koty, decyduje o twoim miejscu w Niebie." Robert A. Heinlein

A czy szczęściem nie można nazwać kota?

Pewnego dnia gdy mój teść i mój Misiek krzątali się  po ogrodzie , przybiegł do nich mały zabiedzony kotek i zaczął miziać się do ich nóg. 
No i jak można było odrzucić taką wielką miłość i wielką prośbę bijącą z oczu. No jak? 
Kot został przygarnięty. Jaka była moja radość ,gdy wróciwszy do domu z pracy usłyszałam "miał". Zawsze chciałam mieć kota, ale warunki mieszkaniowe w bloku nie pozwalały na to, aby go mieć. Misiek zawsze obiecywał , że jak będziemy mieć dom to kot znajdzie tam swoje miejsce. Dom kupiliśmy, zajęliśmy się remontem, a ja w planach miałam zakup rasowego kota, tymczasem kot sam przyszedł i jest, wprawdzie nie rasowy, ale zwykły, wszędobylski, szary dachowiec. Mało tego; jest przymilny, pieszczoch rzadkiej maści, pocieszny, taki sam jak kot zamieszkały kiedyś w moim rodzinnym domu, nawet z urody podobny do naszego Kichusia, zupełna jego reinkarnacja. Czesław zwany pierwszego dnia i tak zwany oficjalnie, natomiast po domowemu zwyczajnie Kichuś jest z nami już trzy tygodnie. Musieliśmy go odrobaczyć, odpchlić, wyprać, odkarmić itp. Obecnie jest radosnym, dokazującym kotkiem, mam nadzieję, że będzie z nami szczęśliwy.

Swoją drogą, to czy któraś z was kąpała kota? ale stres, do dzisiaj mam szramy po pazurkach i wyrzuty sumienia, ale niestety musiałam to zrobić i mam nadzieję , że nie będę musiała tej czynności nigdy więcej powtórzyć. Może chodziłby do dziś brudny, gdybym wcześniej przeczytała taki oto tekst;

" Jeśli lekkomyślnie zdecydowałeś się wykąpać swego kota, zmień zamiar i nie czyń tego. Jeśli jednak trwasz uparcie w swym postanowieniu, weź mydło kąpielowe, do balii nalej wody starannie doprowadzonej do temperatury ciała kota, naszykuj ręcznik lub dwa, jodynę, nici chirurgiczne, gazę – nie od rzeczy też byłaby butelka brandy – i parę rękawic ochronnych. Możesz także zawiadomić najbliższego krewnego, jeśli naprawdę jesteś przewidujący."
Eric Gurney


....................................................................................................................................................................
 Ludzie, którzy nie lubią kotów, widocznie jeszcze nie spotkali tego właściwego.
Deborah A. Edwards

 Kobiety i koty zawsze robią, co chcą, więc mężczyźni i psy niech się z tym pogodzą.
Robert A. Heinlein

 Pies przyjdzie na zawołanie, kot odbierze wiadomość i skontaktuje się z tobą w wolnej chwili.
Mary Bly

 Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los.
Oscar Wilde

....................................................................................................................................................................

 Oto Czesław zwany Kichusiem.
Zostałam wyrzucona z własnego ulubionego krzesła, teraz to miejsce jego wysokości Czesława vel Kichusia.


"Koty dodają energii, prowokują do śmiechu, wspaniale nadają się do przytulania, niemal zawsze są co najmniej śliczne, a czasami wręcz piękne". Roger Caras 

 Pozdrawiam cieplutko wszystkich, zwłaszcza kociary,  dziękuję za pamięć i komentarze.

środa, 1 marca 2017

Metamorfoza komody


Zastanawiałam się jak zacząć opowieść o moim nowym domu , jego przeróbkach i właściwie to nie wiem. 
Może od tego , że odziedziczyłam po byłych właścicielach parę rzeczy , które nie bardzo mogę zmienić ze względu na koszty i inne aspekty. Cała powierzchnia mojego mieszkania pokryta jest płytkami i to włoskimi, przecież na głowę jeszcze nie upadłam aby je zrywać , więc zaakceptowałam stan obecny, Wszystkie ściany były białe,  przybrudzone,   popękane. Odziedziczyłam kuchnię w stylu prowansalskim, kominek w stylu nowoczesnym, meble do salonu drewniane nadające się na taras.
 I tak to zakasaliśmy rękawy i zabraliśmy się do remontu.
Ze względu na to , że biel nie wchodziła w rachubę , pomalowaliśmy wszystkie ściany na delikatne kolory błękitu i szarości, oczywiście najpierw naprawialiśmy niedoróbki ścienne. Z wielkiego salonu wyodrębniliśmy jeszcze jeden pokój, gdzie znajduje się sypialnia mojej córki , która wpada do domu od czasu do czasu, tam też będzie nasza wspólna pracownia. Pokój przechodni stał się biblioteką, jest jeszcze nasza sypialnia , zmniejszony salon, który przechodzi w kuchnię. W łazience odziedziczyłam płytki, które postanowiliśmy zachować, ale dużą wannę narożną wynieśliśmy, zamontowaliśmy mniejszą, aby zmieścić  kabinę prysznicową.  Roboty jeszcze mnóstwo mnie czeka, bo to garaż, pralnia, pokój gościnny, ogród itp. W związku z tym co się u mnie obecnie dzieje będę was bombardować  wiadomościami z frontu. 
Dzisiaj będzie o komodzie.
Nie zabrałam ze sobą do nowego domu żadnych mebli, w związku z tym dokupuję na razie starocie i przerabiam. Trafiła mi się okazja odkupić sosnową komodę wraz z łóżkiem i mniejszą szafką po bardzo niskiej cenie. Łóżko do pracowni i małą szafkę pomalowałam białą farbą kredową, pokażę jak pracownia będzie gotowa. Natomiast teraz pokazuję dużą komodę z pojemnymi szufladami, potraktowałam ją oczywiście ukochaną farbą kredową na biało, a szuflady  różnymi kolorami ze swoich zapasów. Całość zawoskowałam woskiem bezbarwnym, przyciemniłam i postarzyłam woskiem czarnym. Komoda miała wpasować się do ściany w intensywnym kolorze pod nazwą "Kleopatra", kolor na jednej ścianie wedle życzenia córci. Pomieściła ona wszystkie moje drobniejsze przydasie robótkowe. A tak nawiasem mówiąc już tęsknię za drobnymi robótkami, ale na razie tylko duże gabaryty na tapecie.


Na dzisiaj to wszystko, idę spać bo jestem okropnie zmęczona, rano męczyłam inny mebel, potem byłam w pracy, a po pracy znowu trochę działałam twórczo.
Życzę więc dobrej nocki.

sobota, 11 lutego 2017

Kuferek z koronką


Tak na rozgrzewkę powiem, że u mnie słońce świeci, w sercu nadzieja na wiosnę, a w realu od poniedziałku idę do nowej pracy, wprawdzie na zastępstwo, ale to też pewna rozgrzewka , czas ruszyć do ludzi i zacząć normalnie żyć. Nie powiem , przerwa była mi potrzebna, wolność też ma  swoje plusy, tym bardziej , że nudzić się nie umiem. 
Tęskni mi się już za robótkami, zastąpiłam je inną działalnością ; malowanie ścian, wyszukiwaniu staroci i oczywiście ich przerabianiem, gabaryty duże, więc troszkę już jestem tym zmęczona. O tym będzie następnym razem.

 A tymczasem w roli głównej kuferek w koronki , które niezmiernie kocham i miałam okazję coś powymyślać, po prostu wena twórcza mnie ogarnęła tak , że nie mogłam przestać koronkować. Kuferek powstał jeszcze we wrześniu, ale nie miałam okazji go pokazać , więc uzupełniam zaległości. Posiadaczka owego kuferka, zresztą bardzo miła osoba , dała mi wolną rękę w ozdabianiu za co jestem jej wdzięczna, pewnie jest zaniepokojona czemu tak długo jej kuferek nie pokazał się na blogu, nie będę jej trzymać w niepewności i oto on.

czwartek, 26 stycznia 2017

Chustecznik romantyczny


Na początek chciałam podziękować wszystkim serdecznie za wszystkie miłe słowa , którymi obdarowałyście mnie pod ostatnim postem. Dziękuję wszystkim dziewczątkom dolnośląskim za miłe przyjęcie , mam nadzieję , że może kiedyś się spotkamy w realu.
Obiecałam , że będę tu zaglądać częściej, ale znowu się podziało, tempo ekspresowe, właśnie załatwiam sobie pracę.
Wklejam więc zaległą pracę, która powstała przed pakowaniem dobytku. 
Chustecznik wykonałam dla koleżanki,  chciała mieć  komplet do kuferka romantycznego, który zrobiłam dużo wcześniej . Postanowiłam , że motyw do chustecznika zaczerpnę z motywu kuferkowego, wydarłam więc z wydruku fragment motywu , drugi fragment zaczerpnęłam z innego obrazu , a pozostałe tło domalowałam osobiście, mam nadzieję , że nie sprofanowałam dzieła znanego artysty. I tak to powstał nowy obraz, gdzie dziewczyna podziwia fruwające gołębie.
Na dzisiaj to tyle , tymczasem pozdrawiam wszystkich cieplutko . 


środa, 11 stycznia 2017

Nowy dom, nowe życie


Witam w Nowym Roku z Szewc koło Wrocławia. Tak,tak , wybyłam z kochanego Przemyśla pod Wrocław. Mogłabym napisać całą epopeję na temat przeprowadzki,  ten,  kto się przeprowadzał z jednego końca Polski na drugi jej koniec, z przydasiami zbieranymi pieczołowicie przez trzydzieści lat, ten wie o czym mówię.
   Pamiętacie jak z chorą nogą przeleżałam cały lipiec, dusząc się od gorąca w bloku i  znikąd pomocy? Miałam czas myśleć nad swoją niedolą, zazdroszcząc wszystkim kawałka ogrodu i wielu innych rzeczy , które wtedy ratowały by mi życie. Misiek też od dłuższego czasu siedział markotny, lata emerytalne płynęły , a jemu brakowało zajęcia. Jednocześnie moje dzieci zaczęły myśleć o kredycie i swoim mieszkaniu, my o swoim małym domku.
    Zdecydowaliśmy o połączeniu swoich sił i możliwości, wprawdzie układ bardzo ryzykowny, nie mniej jednak dający możliwość zakupienia domu w pobliżu Wrocławia, tak  aby dojazd do pracy był dobry, dom z ogrodem i na wsi.
    Nastał wrzesień , wybraliśmy się na urlop do dzieci, które zaplanowały nam wycieczkę tematyczną pn." Zobaczmy kilka domów na sprzedaż, a nóż, widelec coś się nam spodoba " . I stała się rzecz niebywała, dom, który kupiliśmy nie był na liście, znaleziony w przeddzień wycieczki , oglądnięty pobieżnie, stał się naszym domem.
   Po drodze przebrnęliśmy przez załatwienie kredytu w banku, stertę papierów, porządkowanie piwnicy , następnie domu i pakowanie, załatwienie transportu, sprzedanie mieszkania, zwolnienie z pracy, pożegnanie przyjaciół, rodziny, miasta w którym przeżyło się trzydzieści lat. Były łzy i żal, ryzyko i wielka niewiadoma a jednocześnie radość, że coś nowego w życiu się zaczyna.
Od 20.11 mieszkam w dwurodzinnym  domu, z ogródkiem, na wsi, 3 km od rogatek Wrocławia. Próbujemy się zaprzyjaźnić z nowym domem, ale on jeszcze ma swoje kaprysy. My, czyli ja i Misiek, oraz dzieci zaczynamy praktycznie od zera, remontujemy , naprawiamy. Właściwie do Świąt Bożego Narodzenia gruz i kurz sypał się z każdego kąta. Obecnie część prac wykonaliśmy, a resztę pcha się do przodu. Pracy ogrom, mam nadzieję , że damy radę. 
Mnie jeszcze czeka poszukiwanie nowej pracy,  na razie zrobiłam sobie przerwę, aby jakoś ogarnąć ten chaos.  


Ze względu na powyższe aspekty mam wytłumaczenie czemu mnie w blogowym świecie zabrakło, mam też cichą nadzieję, że nie zapomnieliście o mnie . 

Życzę więc wszystkim i sobie Szczęśliwego Nowego Roku, aby marzenia mogły się spełniać.