niedziela, 23 sierpnia 2020

Lampa kryształowa


Co u Was słychać, jak tam wasze wakacje? 

Bo u mnie nietypowo.
Na początku lata zajmowałam się ogrodem, w Szpitalu ciężko pracowałam , bo jak zwykle w czasie sezonu urlopowego okrojony personel, więc tyra się za trzech. 
W połowie lipca , przed samym urlopem dorwała mnie grypa, położyła mnie do łóżka i odcięła mi prąd. Myślałam, że to Covit, ale po wymazach , na moje szczęście, okazało się , że to jednak grypeczka. Niestety byłam tak osłabiona i zestrachana, że z wyjazdów zrezygnowałam.

Dałam się jednak namówić na dwa dni wypadu do Szklarskiej Poręby.
Jak wiecie to ja góry kocham miłością niezmienną, wydeptało się w życiu wiele szlaków i wylazło na niejedną góreczkę.
 Ale teraz kolana mi wysiadły, Misiek nabawił się chorego serduszka, więc możemy tylko podziwiać widoki.
Dojechaliśmy raniutko, polecieliśmy na kolejkę ( kiedyś w życiu bym się na nią nie oglądała, a dziś to jedyne wyjście , aby stanąć na wiersycku). 
I tu pierwszy szok, ludzisków krocie, po bilety stać trzeba w olbrzymiej kolejce.
 Szok drugi, wszyscy uchachani i nikt nie ma maseczki, tylko ja i Misiek. Ja , jako Służba Zdrowia maseczkę mam przyklejoną do twarzy, byłam w szoku beztroską ludzi ściskających się w kolejce. 
Wyjechaliśmy na Szrenicę i skręciliśmy w stronę Śnieżnych Kotłów i tu szok trzeci, jeszcze nie widziałam tylu ludzisków na tej trasie.
 Na dodatek Misiek poczuł się źle, martwiłam się bardzo , więc trudno było mi się skupić na pięknie przyrody i delektować się nią.
Zjechaliśmy na dół , wieczorem myślałam, że będę dzwonić na pogotowie, tak było źle.Wypił lekarstwa i przetrwaliśmy tę noc. Najstraszniejsze w tym wszystkim , jest świadomość , że moje ukochane góry muszę niestety pożegnać.
 Widząc co się dzieje w różnych znanych miejscach w Polsce, byłam i jestem do dziś w wielkim szoku.Rozumiem , że wakacje się wszystkim należą, odpoczynek jest niezbędny, ale żeby być aż tak lekkomyślnym i beztroskim , to nie na moje nerwy.
Tak więc urlop spędziłam w domu, a co można robić w domu?.............sprzątać, to i posprzątałam chałupę jak na Wielkanoc.
Nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło, przy okazji zrobiliśmy kilka rzeczy na które ciągle nie było czasu. 
I tak się będę nimi powoli chwalić.


Kiedyś tam Misiek na targu w Obornikach Śląskich kupił mi kryształową lampę , chyba za jakieś 20zł.
Lampa piękna, nie uszkodzona , tylko abażur bardzo sfatygowany, jakiś pogryziony. Stała ci ona i czekała na nową oprawę.
Doczekała się mojego urlopu.


Do uszycia abażuru użyłam materiału z Decorii, mają cudowne materiały w rozsądnych cenach. Sklep stacjonarny mieści się na przedmieściach Świdnicy, więc wracając z górek wstąpiłam do niego , rekompensując sobie nieudany wyjazd zrobiłam zakupy i teraz mam czym poszaleć.



Od kuchni 

Abażur dość skomplikowany, dlatego długo nie mogłam się za niego zabrać.
Wyrysowałam szablon, wycięłam osiem kawałków i zszyłam , wyszła taka rozkloszowana spódniczka, potem podkleiłam zapasy dołu i góry klejem do drewna ( używam go do przyklejenia różnych taśm np. na kuferki decu.) Wykończyłam dwoma rodzajami taśm ozdobnych ze swoich przepastnych zasobów .
 

sobota, 8 sierpnia 2020

Tajemnicza moc skarabeuszy

Skarabeusz w hafcie krzyżykowym , niewielki wakacyjny hafcik , taki mały klejnocik wyszyty na prezent, jako amulet chroniący przyszłego właściciela.


Skarabeusze były jednym z najstarszych i najszerzej stosowanych symboli religijnych.

 Tak więc skarabeusz ze złożonymi skrzydełkami ucieleśniał dyscyplinę,która charakteryzowała ludzkie życie, jeszcze nie przekształcone w godną egzystencję.Ten skarabeusz dopiero rozpoczynał swoją przygodę.Powoli rozkładał skrzydła, ucząc się trudnej sztuki latania. Lecący skarabeusz zamieniał się w Cheper – uskrzydloną tarczę słoneczną, symbol inicjacji i mistrza, będący jednym z wcieleń boga Amona. 

Egipcjanie byli zafascynowani niezwykłą metamorfozą masywnego owada, który do tej pory, z pochylonym łebkiem toczył przed sobą kulę gnoju, zostawiając szerokie bruzdy na piasku. Nagle ten udręczony robotnik odkrywał, że był stworzony do większych rzeczy – rozpościerał skrzydła i leciał na spotkanie ze słońcem.



 

piątek, 3 lipca 2020

Owalna szafka na jajka


Tak jak obiecałam, pokazuję owalną szafkę, która służy za mieszkanie dla moich jajeczek.

Czasami w niedzielę odwiedzam znany tu we Wrocławiu "Młyn", lubię sobie pospacerować po nim i pobuszować w starociach, jeszcze się nie zdarzyło tak , abym coś z niego nie przytargała. Zazwyczaj to jakiś rupieć, który zamieniam na coś pożytecznego. 

Takim to sposobem znalazłam taką owalną szafeczkę, spodobał mi się jej kształt, na dodatek oszklone drzwiczki były nie uszkodzone, a szkło w nich było wypukłe jak w zegarkach. 
Wynegocjowałam cenę zastraszającą, bo aż 20 zł.
Sama nie wiedziałam do czego służy, miała wąskie  półeczki z okrągłymi dziurami. Długo się zastanawiałam co tam umieścić, aż wpadłam na genialny pomysł, przecież jajka się na pewno zmieszczą na wąskich półkach.
Szafkę wyczyściliśmy , Misiek dorobił całe półeczki, a ja jajeczka. I teraz mam taki ozdobnik na ścianę w kuchni.
 Mnie się podoba , a wam?

Ps.Nie potrafiłam zrobić ładnych zdjęć , niestety wszystko odbijało się na szybie , a i ciemne ściany nie ułatwiały zadania.

Wieszak w ptaszki też znalazłam na Młynie, był potwornie zabrudzony, ale ja widziałam potencjał, po wyczyszczeniu prezentuje się doskonale.Foremka na babkę to ostatnie znalezisko, tym razem na targu w Trzebnicy, pojechałam po kwiaty , a znalazłam foremkę za 10 zł.
Tak wyglądała szafka po zakupie.

Pozdrawiam cieplutko 
Jasmin 

wtorek, 30 czerwca 2020

Jajka na wystawkę kuchenną


Wiem, że czas jajeczny dawno minął, ale ja jak zwykle spóźniłam się i nie skończyłam jajek na czas. 
 Nie śpieszyłam się za bardzo, bo akurat te jajeczka przeznaczyłam na wystawkę do owalnej szafki kuchennej. 

Zawsze chciałam zrobić jajka na których będą motywy ze starych pocztówek.
Wybrałam motywy, wydrukowałam , nakleiłam i mozolnie szlifowałam i lakierowałam, aby zgubić papier.
Następnie domalowałam tło i mam jajeczka, które mogą dekorować kuchnię przez okrągły rok, a nie tylko przez kilka dni Wielkanocy. 

O owalnej szafeczce napiszę następnym razem.

Pozdrawiam cieplutko
Jasmin

Starych pocztówek czar 

czwartek, 18 czerwca 2020

Tron Miśka


Robótki ręczne kojarzą się z haftowaniem , decoupage, papierownią. U mnie ostatnio określam tym mianem pracę w ogrodzie , malowanie mebli i dodatków do domu. 
Moje robótki ręczne rozpoczęłam od swetrów na  drutach, potem był haft, następnie dekoupage, inne tego typu prace, przeszłam do malowania mebli, a teraz poszerzam horyzonty w ogrodzie.
Zainteresowań mam wiele i nabytych umiejętności, czasami mi żal , że mam za mało czasu, aby rozszerzyć swoje umiejętności. Ciągle mam niedosyt.

Dzisiaj mały ukłon w stronę domu, czasami wykonuję małe zmiany tak jak z tym krzesłem.
Misiek przytargał z "Młyna" stare krzesło. Spodobała mi się jego konstrukcja, od razu skojarzyłam go z tronem i już tak zostało. Tym bardziej , że jest to krzesło mego Miśka , służy do zasiadania przy komputerze. Cały punkt dowodzenia znajduje się w kuchni przy wyspie kuchennej , miejsce otwarte na cały dom i salon, stąd ta nazwa. Krzesło musiało dopasować się do koloru mebli w kuchni, troszkę podrasowałam złotą farbką, żeby stało się prawdziwym tronem dla gospodarza tego domu .

"Młyn" to określenie bazaru we Wrocławiu , gdzie można kupić szmelc, mydło i powidło.


Pozdrawiam cieplutko. 

niedziela, 14 czerwca 2020

Żarnowiec - mój ogród


Wiedziałam , że tak będzie...................................znowu wlazłam do ogrodu i wsiąkłam. 

Zawsze jest co robić, zwłaszcza , że odkąd się wprowadziłam do nowego domu, przerabiam zaniedbany ogród.

Zakładając wiele lat temu blog, chciałam na nim umieszczać zdjęcia swoich robótek, ale nie tylko. Chciałam też podzielić się wszystkim tym, co mnie interesuje, inspiruje i taki on był, przynajmniej przez jakiś czas.
Potem coś pękło, a następnie pochłonęły mnie sprawy osobiste i przenosiny do nowego miejsca, nowa praca, remonty , no i oczywiście ogród.
Chciałabym jednak nadal tu bywać, w końcu jest to kawałek mojej historii, zapisanej w tym świecie wirtualnym.
Jeżeli więc nie ma robótek, to będzie więcej o moim domu i ogrodzie. Może was nie zanudzę.



W roli głównej żarnowiec "Boskoop Ruby" przepięknie kwitnący bordowo-różowymi kwiatkami.
Jest to jeden z krzewów, które odziedziczyłam po byłych właścicielach.
 Był w opłakanym stanie , pochylony, bliski złamaniu , z suchymi gałązkami i mszycami. Udało mi się go odratować i co roku czekam , aż zakwitnie, spektakularny to widok, jak jeszcze dołączymy połać kwitnących na różowo, pachnących intensywnie goździków to mamy przepiękną część ogrodu.


Żarnowiec obecnie wygląda jak drzewko bonzai.

Ogród pierwszej wiosny wyglądał tak jak na tych obrazkach poniżej.
Resztki skalniaka ,kamienie, porozrzucane nasadzenia, kora przykrywająca morze chwastów, skrzypu , zasuszonego na amen wrzosowiska.

W pierwszym roku , przez całe lato przekopywałam łopatą za łopatą tę wielką połać, wybierając do jednego wiaderka chwast, korzenie, a do drugiego wiaderka kamyki. Czułam się jak kopciuszek. Kawałek po kawałku uporządkowałam tę część  ogrodu i zaczęłam sadzić, uzupełniać to co było i dokładać swoją cegiełkę.



Obecnie ta część ogrodu wygląda tak jak poniżej.

Pozdrawiam cieplutko i do zobyczyska.