Zapach Jaśminu to świat widziany moimi oczami, pełen kolorowej bajki, pachnący jaśminem i ulotnością . To moje pasje, inspiracje, echa minionych epok, zachwyty nad pięknem natury, mistyką gór. Wchodzę więc do świata wyobraźni przez kolory farb , przez haft, liczę krzyżyki i niecierpliwie czekam na to co wyłoni się na płótnie , maluję igłą i nitkami, pędzlem i farbami świat pełen kolorów, kwiatów , dam i koronek.
Zapraszam

sobota, 25 czerwca 2016

Następny różany kuferek


 Zamęczają mnie prośbami o kuferki, a to na biżuterię osobistą , a to na prezenty, myślę , że taki podarunek spełnia się doskonale. Mam więc do pokazania następny różany kuferek. Może to i nudne się robi , ale wkładam w każdą pracę mnóstwo serca, a blog jest o moich poczynaniach, więc kuferki będą się pojawiać.
 Dzisiaj jest tak potwornie gorąco, że pozamykałam i pozasłaniałam wszystkie okna , włączyłam wiatrak i mogę obrabiać zaległe zdjęcia moich prac i nie tylko. Mam nadzieję, że perypetie z komputerem już się nie powtórzą i będę mogła częściej blogować. 
Dziękuję za to, że mnie odwiedzacie, choć lato w pełni i zapewne większość je spędza na świeżym powietrzu, ja niestety całe lato pracuję, ogrodu nie mam i nie lubię się smażyć na słońcu, więc spędzę trochę czasu w cieniu swego domu. Mam ochotę na wyszywanie czego nie robiłam od dawna, trochę poczytam, muszę się relaksować bo dyżury coraz bardziej uciążliwe jak to w wakacje bywa. Pozdrawiam cieplutko,... a co tam cieplutko, .....gorąco.

czwartek, 23 czerwca 2016

Migawki pourlopowe


Siedzę sobie na nowym laptopie , poprzedni padł ze starości , chyba. Z tego tytułu mam dużo zaległości, sama nie wiem od czego zacząć.
 Zacznę więc od wspomnień z mojego bardzo krótkiego urlopu. Posiedziałam u dzieci we Wrocławiu kilka dni, miałam więc okazję odwiedzić stare śmieci, kiedyś dawno temu mieszkałam w tym mieście , ale to w tamtym stuleciu było, więc miasto się bardzo zmieniło, jest co od nowa oglądać. 
Przyjeżdżając z prowincji trzeba się troszkę odchamić, odwiedziłam więc nowo otwarte Muzeum Pana Tadeusza, bardzo ciekawe miejsce. 
Wpadłam na chwilę do sklepu Kasi Izydorczyk z http://manualnie.blogspot.com/, poznałam ją w końcu osobiście, z netu znamy się od bardzo dawna, szkoda , że nie miałam więcej czasu, może następnym razem. No, ale Wrocław znacie więc nie będę się rozpisywać, bo mogłabym przewodnik napisać z samych achów, bo kocham to miasto z sentymentu do młodych lat.
Jeden dzień poświęciliśmy na wycieczkę poza miasto, przekroczyliśmy granicę naszych sąsiadów i znaleźliśmy się w bardzo urokliwym miejscu, to Kurort Oybin w Górach Żytawskich, miejsce warte zobaczenia, spokojne i piękne, chętnie spędziłabym tam kilka dni, gdybym mieszkała bliżej granicy. 
Zapraszam ciekawych tego miejsca do galerii zdjęć .

  Parę słów odnośnie Kurortu Oybin.

Kurort Oybin to popularne uzdrowisko i zarazem malownicze miasteczko we wschodnich Niemczech, położone na obszarze Gór Żytawskich (Zittauer Gebirge) w bezpośrednim sąsiedztwie czeskiej granicy. Jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych są tu usytuowane na wysokiej i strzelistej górze (514 metrów n.p.m.) imponujące rozległe ruiny średniowiecznego czeskiego zamku królewskiego oraz pozostałości dawnego klasztoru celestynów. Pierwotna warownia wzniesiona została tu już w XIV wieku w miejscu dawnej strażnicy granicznej kontrolującej ruch na przebiegającym w pobliżu ważnym szlaku handlowym wiodącym z Czech do Łużyc. W XIV wieku zamek stał się jedną z ulubionych siedzib cesarza Karola IV Luksemburskiego (1316-1378), który także swoją obecnością chciał tu podkreślić czeskie panowanie na Ziemi Żytawskiej. To właśnie za jego rządów miała miejsce gruntowna rozbudowa twierdzy, a także rozpoczęta została budowa klasztoru dla przybyłych tu z odległych Włoch i Francji cystersów. W 1577 roku w wyniku uderzenia pioruna cały kompleks został dotkliwie zniszczony przez pożar. Po tym tragicznym wydarzeniu zaniedbany i opuszczony zamek zaczął stopniowo popadać w coraz to większą ruinę. Ostatecznego zniszczenia zamku i klasztoru dokonał obryw skalny jaki miał miejsce w 1681 roku. Obecnie romantyczna Góra Oybin stanowi jedną z największych atrakcji turystycznych Gór Żytawskich. Każdego roku miejsce to jest odwiedzane przez tysiące turystów. Cały kompleks składa się rozległych ruin dawnego zamku oraz imponującego korpusu kościoła klasztornego z przylegającym do niego cmentarzem. Z myślą o zwiedzających przygotowana została także restauracja z bufetem. Charakteryzujące się doskonałą akustyką ruiny pozbawionego dachu kościoła ze strzelistymi, gotyckimi oknami bardzo często wykorzystywane są jako miejsce w którym organizowane są różnego rodzaju przedstawienia a także koncerty muzyki poważnej. Dodatkową atrakcją miasta jest kursująca pomiędzy Żytawą a Oybinem - jedna z dwóch jakie zachowały się w Sudetach turystyczna - kolejka wąskotorowa. 
Skrzypce w murach klasztoru brzmiały tak nieziemsko , że chciałam tam zostać na zawsze.
 

 Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie.
 

sobota, 18 czerwca 2016

Kuferek - wspomnienie z wakacji


   Wspomnienie z wakacji będzie następnym razem, ale robiąc ten kuferek przyszło mi na myśl, że można go tak też nazwać. 
Motyw wybrała sobie moja koleżanka twierdząc , że całkiem przypomina on  widok z jej własnego okna. Mnie natomiast przywołał wspomnienia z bytności w górkach, może któraś z dolin bądź hal, las i polne kwiaty zebrane na spacerze, zupełnie wakacyjny, letni obrazek. 
Dodałam bejcę i  szablon deczko przypominający  motywy zakopiańskie. Tak to zamknęłam w kuferku moje wspomnienia, a każdy kto go zobaczy otworzy się na wspomnienia własne.

 
Do wykonania kuferka użyłam; 
 Bejca Colorit - bejca wodna do drewna ;dąb
Lakier akrylowy Śnieżki Vidaron -lakier do wyrównania powierzchni, nazywam go roboczym 
Image Transfer Medium Americana Decor -transfer 
Acrylic Plaster Gesso Color Hobby Art - pasta strukturalna Ultra-Matte Varnish Americana Decor -lakier do wykończenia na matowo 


Dziękuję wszystkim tym, które mnie jeszcze odwiedzają, a w szczególności tym, którym chce się skreślić kilka słów pod moim adresem, jest mi niezmiernie miło z tego powodu.
Pozdrawiam cieplutko i życzę wielu ciepłych letnich dni i wielu wspomnień z wakacji. 

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Lniana koszulka na koszyk


 Dzisiaj wróciłam z krótkiego urlopu, kilka dni spędziłam u dzieci we Wrocławiu, ale o tym może innym razem, muszę odespać ten intensywnie spędzony czas. Ze względu na zmęczenie materiału, czyli mnie, pisać za dużo nie będę, mając jednak przygotowane zdjęcia do następnego postu wrzucam go dzisiaj, a o podróży coś przygotuję na następny raz. 

 Pokazałam wam metamorfozę przedpokoju, czas więc na lnianą koszulkę na kosz.
 Przy każdym remoncie zawsze jest coś do wymiany, coś do dekoracji lub coś co kiedyś się miało zrobić, ale zawsze czasu zabrakło. Remont wyzwala u mnie kreatywność i chęć uzupełnienia braku. Tak właśnie było z koszem, który od dawna skrywa małą kolekcję kopyt szewskich. 

 Postanowiłam uszyć koszulkę dla tej kolekcji, jednocześnie chciałam wykonać tło dla kopytek. Trudność polegała na dwóch uchwytach , które posiada kosz, a które przy szyciu trzeba ominąć. Od czego jest kreatywność , przemyślałam jak tego dokonać. Postawiłam na zgrzebny stary  len ręcznie tkany  i na model , który często stosuje się do szycia okrągłych poszewek na poduszki. Lniana koszulka jest suto marszczona, zawiązana sznurkiem na koszu, dno podwójne, wypchane miękkim dopełniaczem. 

Tak wystrojony kosz zdobi przedpokój, a kopytka śpią na mięciutkiej podusi otulone koszulką. 
Wena, pomysł, odpowiedni materiał i  chwila pracy powoduje to, że otaczamy się pięknymi detalami, czego i wam życzę.


Pozdrawiam Jasmin

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Metamorfoza przedpokoju


 W maju przeobraziłam swój przedpokój. Któregoś dnia stwierdziłam , że mam dość bordowego koloru, który od lat utrzymywał się na ścianach przedpokoju, chciałam ujednolicić moje mieszkanie. Zdecydowałam się na kolor szary, który na ścianach z fakturą baranka dał efekt betonu. Framugi też pomalowałam na jasny szary. Odcień szarego pięknie połączył kolory , które obecnie dominują w moim mieszkaniu, uspokoił atmosferę.
 Misiek się śmieje , że w naszym mieszkaniu remont trwa od 30 lat. Ale ja już tak mam. Na razie efekt mi się podoba, jestem zadowolona z tej metamorfozy.
 Przy okazji przemalowałam szafę na jasnoszary , tylko dwie dolne szufladki otrzymały kolor różowy, tak dla zabawy, aby całkiem nudno nie było.
 Wstawiam więc parę zdjęć przedpokoju, zdjęcia wyszły jakie wyszły , przedpokój wąski i trudno zrobić dobre ujęcia.


Wydaje mi się , że Pan Paw lepiej się prezentuje na tle szarej ściany.


  Metamorfoza przedpokoju.


 Dziękuję za miłe słowa pod poprzednim postem i za to , że jeszcze mnie odwiedzacie.Pozdrawiam cieplutko.

piątek, 3 czerwca 2016

Siostrzane kuferki


   Przez wiele miesięcy nie robiłam nic , teraz nadrabiam zaległości.Koleżanki już przebierały nóżkami, więc nie pozostało mi nic innego jak zakasać rękawy i zabrać się do roboty.
   Dzisiaj wklejam siostrzane kuferki, w pewnym sensie podobne do siebie , musiało tak być, aby jedna drugiej nie zazdrościła. Jak zwykle spełniam tylko życzenia.
   Użyłam jednego z szablonów Marthy Stewart , mam okazję ich wypróbować, jak dotychczas jestem zadowolona z rezultatu. Każda koronka jest śliczna, więc nie szkoda mi wydanych nie małych pieniędzy na te szablony.
   Zapraszam więc do galerii zdjęć jeśli macie odrobinę czasu, zdjęć jest dużo, nie umiałam się zdecydować które umieścić.


Do wykonania kuferków użyłam;

Farby acrilic Master Ferrario -kocham te włoskie farby
Lakier akrylowy Śnieżki -lakier do wyrównania powierzchni, nazywam go roboczym
Image Transfer Medium Americana Decor -transfer
Acrylic Plaster Gesso Color Hobby Art - pasta strukturalna
Ultra-Matte Varnish Americana Decor -lakier do wykończenia na matowo

zaznaczam , że nie reklamuję żadnej firmy, używam produktów ,które albo lubię, bo się sprawdziły , albo zakupiłam aktualnie i eksperymentuję.
Postanowiłam umieszczać produkty, które akurat użyłam do pracy ze względu na pytania od was.



Dziękuję za czas spędzony razem ze mną, życzę miłego wieczoru.