piątek, 24 października 2014

Chustecznik w niebieskie róże


 Zimno, brrrrrr.......okropnie , ale ma to swoje plusy , sprzyja robótkowaniu. Wyszywam intensywnie , a do tego rozłożyłam swój warsztat decoupage i nadrabiam zaległości, i to duże, jeszcze sprzed wakacji. Z taśmy produkcyjnej wyszedł chustecznik w niebieskie róże wedle życzenia, dla pewnej młodej osóbki. Chustecznik to przykład zwykłego klasycznego decu w technice serwetkowej , czyli przyklejona serwetka po całości, lakierowana , dodana niebieska tasiemka bawełniana i tyle. Jest delikatny , ecrii, róże niebieskie i troszkę zieleni, mam nadzieję, że spełniłam  marzenie.
A o haftowanku napiszę  niedługo.
Niesamowicie krótki wpis dzisiaj, ale tak zmarzłam, że nie mogę odtajać po spacerze i strasznie mi się spać chce, dobrej nocy życzę wam i sobie.

sobota, 18 października 2014

Żaluzje ekologiczne - kursik jak wykonać


 Jak zwykle nie wiem od czego zacząć, bo jak to u mnie bywa , mam pomysłów sto, potem albo coś realizuję od razu, albo kiełkuje powoli . A jak kiełkuje powoli to i historia przydługa. Powiem w skrócie. 
Mam okna które bezpośrednio zaglądają do sąsiadów , można by powiedzieć ,że możemy sobie zaglądać do filiżanek, a z drugiej strony domu zieleni się lasek, ale słońce uśmiecha się od południa do wieczora. Muszę więc mieć żaluzje, tym bardziej, że nie mam zasłon , przytłaczałyby i zaciemniały małe pomieszczenia. Żaluzje kupione wiele lat temu ze sztucznego materiału wisiały sobie nienaruszone, pomieszczenia się zmieniały,a one nie, na nowe zawsze brakowało gotówki bo co innego było pilniejszego do kupienia, a mnie raziły w oczy. Co tam raziły , telepało mnie za każdym razem kiedy na nie spojrzałam. Myślałam jakby to zmienić, już nawet miałam zakupić mechanizm na rolety rzymskie, ale i to upadło.W końcu nie wytrzymałam, myślę sobie " raz kozie śmierć ,jak nie wyjdzie mój pomysł to w końcu zakupię nowe i już" - zaryzykowałam.
 Buszuję raz na kwartał po wiecie jakich sklepach , koło płótna nie mogę przejść obojętnie, więc zakupiłam w między czasie  długie, szerokie zasłony z białego , grubego płótna. Leżały i czekały , piękne, gdybym miała duży salon z wielkimi oknami powiesiłabym je w salonie , a tak zostały pocięte na żaluzje. Eksperyment się powiódł i chciałabym się z wami podzielić pomysłem. 
Podziwiamy wszak cudne wystroje wnętrz na blogach naszych koleżanek, w katalogach , gazetkach, niestety dla większości wszystko to jest mało osiągalne w praktyce. I nie ma co tu narzekać, rzeczywistość jest jaka jest, jednych stać na bardzo wiele, a innych nie. Przyjmując ją taką jaka jest ,zmieniam, tworzę swój świat w zakresie moich możliwości , czyli "mikroświat ". I tak to zamiast zakupić nowe żaluzje przerobiłam stare. Może eksperyment z żaluzjami komuś się przyda.

Jak zmienić stare żaluzje w nowe.

 Płótno dobrze nakrochmaliłam ,aby było sztywniejsze i pocięłam na odpowiednio szerokie pasy, starając się ciąć tak, by jedna strona miała fabryczny brzeg, drugi wąsko i gęsto obrzuciłam. W jednych żaluzjach wykorzystałam piękne wykończenie, które już istniało w postaci małej mereżki i falującego ozdobnika ( niestety nie mogę zrobić zdjęć, wychodzą strasznie ciemne,wkleję je jak tylko mi się uda zrobić ujęcie),a w drugich żaluzjach wykończenie zrobiłam sama. Wykorzystałam mechanizm ze starych rolet.



 Zrobiłam sobie szablon cyrklem na podstawie szablonu poniżej, przymocowałam szpilkami i odrysowałam .


 Szablon do wykorzystania. 


Płótno złożyłam na pół. Przymocowałam szpilkami.


Szyłam na maszynie po konturach. Wycięłam wzdłuż konturów z zapasami.


Zapasy nacięłam aby po odwróceniu owal dobrze się układał. 


Po odwróceniu przyszyłam brzegi i rozprasowałam. 


Tak wygląda dekoracyjny dolny brzeg żaluzji. 


Teraz pas żaluzji wkładamy między dekor , z zapasem na listeweczkę która jest obciążnikiem dla żaluzji.


Fastrygujemy i przyszywamy . 


Tak wygląda tunel na listewkę i jednocześnie mamy połączoną żaluzję z dekorem. Na mechanizm , czyli okrągłą poprzeczkę przykleiłam taśmę dwustronnie klejącą i do niej dokleiłam górny brzeg żaluzji. Dzięki temu żaluzję możemy ściągać, zmieniać lub prać, a mechanizm zostaje zawsze ten sam.


Widok na moją żaluzję od strony balkonu. 


 To widok na żaluzję od strony pokoju. 


Tak wygląda żaluzja po zrolowaniu, proces ten przebiega bez problemu, jak widać , użyłam stary mechanizm do żaluzji. Teraz wiem, że rolety czy żaluzje jak kto woli można szyć z kuponu materiałów, dobrze jest wykorzystać sztywniejszy materiał, ale jeżeli nie mamy takowego to można materiał dobrze nakrochmalić , rozprasować i doskonale sprawdzi się na żaluzjach. 


Widok na żaluzje z pokoju.


 Szycie takich żaluzji zabiera niewiele czasu, szybko i niewielkim kosztem możemy sprawić to, że nasze okna będą odświeżone i piękne. Można zastosować kolorowe materiały jak komu co pasuje, ja zadowolona jestem z moich białych płóciennych żaluzji.I nareszcie odzyskałam spokój .

poniedziałek, 13 października 2014

Historia mojego Kapelusznika


 Historia mojego Kapelusznika zaczęła się prozaicznie, znalazłam kiedyś wzór, bardzo podobał mi się pomysł zastosowania haftu w tego typu akcesoriach, ale tak naprawdę to nie wiedziałam czy kiedykolwiek wzór ten wykorzystam. I jak to w życiu bywa , decyzje zależą od przypadku ,a taki się wydarzył kiedy moja córcia zdecydowała się na kuferek z motywem z "Alicji w Krainie czarów". Pomyślałam sobie że Kapelusznik w postaci zawieszki będzie idealnie pasował do kuferka.Chciałam jej zrobić niespodziankę ,ale utkwiłam w miejscu kiedy się okazało ,że potrzebuję specjalnych nici na włosy Kapelusznika. Jak ktoś czyta mojego bloga to pamięta jak poszukiwałam owych nici.
 I tu ukłony dla wszystkich, którzy chcieli mi pomóc, bo niestety nasze sklepy internetowe, nawet bardzo dobrze zaopatrzone takowych nici nie mają w swoim asortymencie, a szkoda. Nici Estaz potrzebne do Kapelusznika przyleciały z Hiszpanii , zakupiła je dla mnie Aga , za co jej niezmiernie dziękuję. Natomiast białe nici Estaz potrzebne do innych planów przyleciały z Australii, otrzymałam je w prezencie od Uli ,mojej internetowej przyjaciółki.Ula na ciebie zawsze mogę liczyć. Kochane moje, duże buziaki za pomoc, mała rzecz a cieszy, i jak się okazało świat nie jest taki ogromny, wystarczy mieć na nim znajome dobre duszyczki. 


 Kto czytał "Alicję w Krainie Czarów" albo oglądał film, to wie, że Kapelusznik musi mieć ogromny Kapelusz. Ło matko !!! ale się natrudziłam zanim dopasowałam szablon, potem próbowałam uszyć go z aksamitu , niestety materiał ciepie się ogromnie, a to przecież w rekach trzeba szyć i to maleństwo jest. Ostatecznie uszyłam z filcu, środek wypchałam ,dodałam zawieszkę i filiżankę na druciku.


 W hafcie jest parę detali z nici metalicznych, dodałam muchę z pasmanterii w grochy . Spód podszyty z czarnego filcu. Nie mogło się też obyć bez czajniczka trzymanego w ręku, dobrze że takie elementy można kupić w sklepach z asortymentem do biżuterii. 


 Lubię haftować , ale ile można mieć obrazów na ścianach, czasami chcę haft wykorzystać w inny sposób i to jest fajne. Nie ukrywam , niby to maleństwo jest bo liczy sobie 15 cm wzrostu , ale roboty przy tym sporo, oj sporo.


Czyż nieuroczy jest ten rudy Pan? 

niedziela, 12 października 2014

Dereniówka i Jagodzianka


 Pogoda nas rozpieszcza tej jesieni, cudowne kolory dokoła i szkoda tracić czasu na siedzenie w domu. Zaaplikowane lekarstwo w postaci natury działa na moja psychikę doskonale, więc i nastrój lepszy. Natomiast nie służy robótkom, niewiele się w tej dziedzinie działo. Jednak wieczory coraz dłuższe , więc z tęsknoty za haftem złapałam już za igłę, jest nadzieja , niedługo będą posty z robótkami. Tym czasem przygotowuję się do słotnych i zimnych wieczorów, robiąc sobie naleweczki. 


Tak jak pisałam poprzednio , w Bolestraszycach zaopatrzyłam się w owoc derenia i jak widać na zdjęciu nastawiłam dereniówkę.
 W kieliszku jest pozostałość nalewki malinowej z ubiegłorocznych zapasów, też dobra. Lubię eksperymentować , więc co roku staram się robić nalewkę z coraz to  innych owoców.


Przepis na dereniówkę.

 1 kg  dojrzałych lub przejrzałych owoców derenia
 500 ml  wódki lub zamiast wódki - pół litra spirytusu nalewkowego 70%
 350 – 500 g cukru w zależności od upodobań 

Bierzemy dojrzałe owoce derenia i miażdżymy je lub nakłuwamy, żeby wypuściły więcej soku, nie drylujemy na szczęście. Owoce wsypujemy do wyparzonego słoika, zalewamy alkoholem, szczelnie zakręcamy. Pozostawiamy na miesiąc w ciepłym miejscu, co jakiś czas potrząsając. Po tym czasie przecedzamy naszą nalewkę. Do jednego słoika zlewamy sok z alkoholem, do drugiego – owoce. Na razie słoik z alkoholem zostawiamy w spokoju. Owoce zasypujemy cukrem, przykrywamy słój z owocami np. gazą i zostawiamy w ciepłym miejscu na kilka dni. Co jakiś czas potrząsamy owocami – wypuszczą taki cukrowy syrop. Przecedzamy owoce z syropem cukrowym – zlewamy sam syrop  – najlepiej zrobić to przez gazę i dokładnie odcisnąć owoce. Syrop mieszamy z alkoholem z drugiego słoika i odstawiamy do sklarowania na co najmniej tydzień .Po tym czasie przesączamy alkohol przez filtr (np. filtr do kawy) do szczelnych butelek i odstawiamy na co najmniej 6 miesięcy, najlepiej rok .
Tak mówi przepis.
Ja trochę zmodyfikowałam, bo ja niecierpliwa jestem . Wrzuciłam  owoce w całości , dodałam cukier i zalałam alkoholem. Pozostawiłam na miesiąc, starając się codziennie potrząsnąć butlą, aby cukier się roztopił. Za kilka dni zleję do butelek i schowam w ciemne miejsce na jakieś trzy miesiące, o ile wytrzymam tak długo. Może się uda bo międzyczasie dojdzie do siebie nalewka z czarnych jagód, to będę się nią delektować.


Odmiany derenia min. odmiany wyhodowane w Bolestraszycach tutaj


 Nalewka jagodowa z czarnych leśnych jagód dojrzewa, już ma piękny kolor i cudny smak. Nazwałam ją Jagodzianką. 


  Dereniówka jest kojarzona z tradycjami szlacheckimi – przygotowywano ją jako przysmak w kuchniach dworskich i pałacowych (owoce derenia często zbierano w pobliskim parku), stąd też jest nalewką typowo „staropolską”, jest królową nalewek.
Do dereniówki najlepsze są owoce które same już spadły z krzewu, w tym celu tozkłada się płachtę pod krzewem i zbiera się gotowe owoce.Wtedy owoce uwalniają swoją własną słodycz i intensywny aromat. Znawcy twierdzą, że dereniówka powinna dojrzewać przez rok lub 5 lat, a nawet 10 lat, ale kto by tyle wytrzymał????

środa, 8 października 2014

Wrzosy


 Arboretum w Bolestraszycach, które położone jest o rzut beretem od Przemyśla to moje ulubione miejsce spacerowe. Staram się kilka razy do roku tam być, na pewno w czasie kwitnienia różaneczników i azali, cudownie pachnących piwonii krzewiastych , ale nie tylko w tym czasie. O każdej porze ogród ten oferuje niezapomniane wrażenia, rozwija się ciągle i zaskakuje. Nie raz miałam ochotę uchylić kurtynę i pokazać parę zdjęć z ogrodu, ale wiem ,że nieszczególnie na tym blogu jesteście ciekawi takich postów. Jednak blog ten to część mojego życia, więc będzie co nieco z arboretum.
 Odwiedziłam Bolestraszyce 14.09. kiedy to organizowano jak co roku "Dzień derenia". Dla niewtajemniczonych powiem tylko ,że dereń jadalny jest silnie związany z tymi terenami, a w Bolestraszycach hoduje się derenie i można tu zakupić jego sadzonki . W tak szczególny dzień sadzonek było dostatek, niestety nie mam ogrodu , a szkoda ,bo w moim ogrodzie rósłby na pewno. Oprócz tego można było nabyć i inne rośliny. Byli też wystawcy miodów, pieczywa , serów przetworów, można było wypróbować nalewek z różnych owoców, a dereniówki w szczególności. Oczywiście po spacerze po arboretum zaopatrzyłam się w owoce derenia i dereniówkę nastawiłam swoją własną.
O tej porze zachwyciłam się stanowiskiem wrzosów, ach, te kolory, musiałam oczywiście zatrzymać ich piękno . Wrzucam więc parę zdjęć , jeśli ktoś chętny to zapraszam do obejrzenia , a za rok na Święto Derenia do Bolestraszyc.


 "A przecie przypomniała mi kwiat. Wie pani, jaki? Wrzos. Znam takie wrzosowiska w kwiecie. Zdrowie od nich idzie i robią wrażenie czegoś bardzo subtelnego a silnego. Ona ma taki wdzięk nieświetny, niepozorny. Cieniutka, skromniutka, bez blasków, barw, form okazałych, taka gałązka koralowa, osypana drobniutkim kwieciem, łagodnej barwy i kształtów nadzwyczaj ślicznych, gdy się im przyjrzeć uważnie. I nie zwiędnie to, i nie osypie się. Zdrowe i silne. Podobała mi się okrutnie. " 

cytat z książki  "Wrzos" M.Rodziewiczówny

To stanowisko wrzosów przed ich kwitnieniem, gdzie króluje czosnek ozdobny w stadium końcowym,....... kosmiczny widok. 


Wrzosy nierozerwalnie kojarzą mi się z sosnowymi lasami Roztocza, lasami z mojego dzieciństwa i filmem " Wrzos" ze starego kina. 

piątek, 26 września 2014

Poduszka dla dzieci


 Jeszcze jeden zaległy wpis mi został, to poduszka uszyta dla moich dzieci. O hafcie pisałam tutaj, i tak jak mówiłam interpretacja obrazka może być dowolna, u mnie to Maciek i Kinia, trzymający się za ręce ,idący przez siebie w świat razem.


 Znalazłam do tego haftu idealny materiał i uszyłam poduszkę.Wierzch poduszki pikowany.Jak widać ostatnio poduszki stały się moją obsesją, ale może i dobrze , dają one wiele możliwości realizowania się i dodają ciepła wszystkim wnętrzom, jednocześnie mogą o czymś opowiadać. 



Bukiecik z goździków zrobiony przez moją córcię.
Goździki wbite w gąbkę florystyczną, bukiecik bardzo długo zachował świeżość.

wtorek, 23 września 2014

Na połoniny, na zielone

Jagodowiska w czerwieni
Och! znowu mam zaległości w pisaniu, a przecież na ścieżce wakacyjnej nie może zabraknąć moich kochanych Bieszczad. Byłam, a jakże, tym razem zakotwiczyłam w Ustrzykach Górnych, w samej osadzie nie ma nic specjalnego , ale za to jest to dobre miejsce jako punkt wypadowy na szlaki wiodące w różnym kierunku. Z Ustrzyk Górnych w sezonie kursują busiki i można dostać się dalej , więc punkt noclegowy jak najbardziej do polecenia.
Tak też zrobiliśmy, busem dojechaliśmy do Berehów Górnych (Brzegi Górne), ja tę pierwszą nazwę wolę i skierowaliśmy swoje kroki na Połoninę Caryńską.
Berehy Górne (Brzegi Górne) to położona pomiędzy połoninami Caryńską i Wetlińską, nieistniejąca dziś wieś. Jest tu w zasadzie jedno "gospodarstwo", pole namiotowe, a w sezonie turystycznym działa punkt kasowy BdPN. Wieś lokowana była w dobrach sobieńskich Kmitów, pierwsza wzmianka o niej pochodzi z roku 1580. W 1589 podzielono ją między Fredrów i Tarnawskich, potem trafia w ręce Stadnickich i Ossolińskich, Mniszchów a po nich wielu innych. Od 1921 w rękach Władysława Serwatowskiego.Przed II wojną Berehy liczyły 121 domów, rozciągały się od przełęczy Wyżniańskiej do Wyżnej. W roku 1946 wysiedlono do ZSRR wszystkich mieszkańców, zajmujących wówczas 128 gospodarstw ,a zabudowania wsi zniszczono.O istnieniu wsi i jej mieszkańcach wskazuje tylko mały cmentarzyk, z miejscem po cerkwi usytuowany na wzgórku, przy czerwonym szlaku wiodącym na Połoninę Caryńską.Najbardziej charakterystyczne dla tego cmentarza nagrobki są autorstwa Hrycia Buchwaka - miejscowego kamieniarza ,a zdobią je geometryczne ornamenty. Wykonał on również nagrobek dla siebie.Dzięki dobrym ludziom cmentarzyk odkrzaczono i ogrodzono, można więc pospacerować pomiędzy nagrobkami i uświadomić sobie tragiczna historię tych ziem.
 Następnie wkraczamy do bukowego lasu, pięknego, zdziczałego, z szumiącym potokiem. 

Bukowy las

 Oddychamy pełną piersią, cudowne powietrze, zieleń drzew i szum potoku uspakaja pomimo, że ciągle pniemy się pod górę. Na szczęście po 45 min ukazuje się drewniana wiata i stoliki, możemy przysiąść i napić się kawy z termosu. Nie śpieszy nam się nigdzie, jest przyjemnie.Od Brzegów górnych na Połoninę Caryńską wychodzi się około 1h,15min 

W dali Połonina Wetlińska

 Wychodzimy z lasu , oglądamy się za siebie i widzimy w oddali Połoninę Wetlińską, przed nami jeszcze kawałek połoniną wiedzie ścieżka wśród traw i jagodowisk . 

Połonina Caryńska

 W oddali widać grzbiet Połoniny Caryńskiej, zaczyna mocno wiać wiatr, ubieramy polary i idziemy dalej, rozglądając się dokoła, bo widoki choć zamglone ,jak to bywa w babie lato ,to zapierają dech w piersi. Wiatr we włosach i cudne widoki nakręcają akumulatory człowieka. 


Dochodzimy do Połoniny Caryńskiej, której grzbiet rozciąga się na długości przeszło czterech kilometrów i składa się z czterech wierzchołków, z których trzy znajdują się na trasie szlaków turystycznych. 


 Dookoła piękne widoki, Na szczycie doskonała panorama na całe Zachodnie Bieszczady oraz Góry Sanocko-Turczańskie. Widać stąd doskonale m.in. Połoninę Wetlińską, Dwernik-Kamień, dolinę Caryńskiego, Przysłup Caryński (schronisko), pasmo Otrytu, Połoninę Dźwiniacką, gniazdo Tarnicy, Rawki oraz góry po stronie ukraińskiej i słowackiej. 


 Trawy i jagodowiska zaczynają grać barwami jesieni, ale jeszcze dojdą fiolety , rudości i czerwienie. Połonina Caryńska zdobyta ( 1234m npm. )


Mamy czas, chowamy się za skały od wiatru, konsumujemy śniadanie i delektujemy się widokami. Misiek sięga do plecaka i wyciąga małą butelkę szampana, wypijamy z "gwinta" . Dziwić się nie należy, my nie trunkowi, ale okazja jest . To dzień moich urodzin , ale nie tylko, cieszymy się, że możemy jeszcze chodzić po górach. Może to są już te mniejsze górki, ale zawsze są. Pijemy za życie. 



 Naprzeciw rozciągają się widoki na Małą i Dużą Rawkę , tam mamy zamiar iść następnego dnia. 

Przełęcz Wyżniańska, Mała i Duża Rawka

 Niebieskie łany goryczki trojeściowej. 


 I schodzimy w dół do Ustrzyk Górnych, po drodze opalając się na trawach połonin. Całość trasy wynosi 4 godziny , więc nie dużo, a warto, dodając czas na postoje, spokojnie możemy odpoczywać, troszkę się zmęczyć i napawać się pięknymi widokami. 

W stronę Ustrzyk Górnych

 Drugi dzień nas nie rozpieścił, mgła spowiła Bieszczady, ale my idziemy na Małą i Wielką Rawkę. W zamiarach mieliśmy jeszcze zahaczyć o Krzemieniec inaczej Kremenaros gdzie stykają się granice trzech państw, Polski, Słowacji i Ukrainy, ale niestety to musimy przenieść na inny czas. Na szczytach obu Rawek mgła, siekający deszcz i silny wiatr, jak widać musiałam trzymać się słupa aby nie polecieć z wiatrem. Można powiedzieć; Rawki zdobyte, ale zdjęć brak, trasa do poprawki.


Duża Rawka we mgle

Najprościej (najszybciej) na Rawki dostać się można z Przełęczy Wyżniańskiej, jednak jest to tylko jedna z czterech możliwości wyjścia na ten szczyt.My wybraliśmy najszybszą trasę, z Ustrzyk Górnych busem dostaliśmy się na Przełęcz Wyżniańską , wyszliśmy na szlak zielony prowadzący na Małą Rawkę , potem szlakiem żółtym na Dużą Rawkę i szlakiem niebieskim zeszliśmy do Ustrzyk Górnych, nie polecam odwrotności . Zmokliśmy dopiero na samym dole, gdy dochodziliśmy już na nocleg. Opłaca się wychodzić na szlak z samego rana. Mam nadzieję, że trasę tę powtórzę , wtedy dokładniej ją opiszę, we mgle niewiele widać. 
Za to tekst piosenki " Na połoniny" bardzo pasuje do tego mglistego dnia.


Na połoniny, na zielone,
spowite w ranny welon mgły,
na trawy wiatrem roztańczone
idziemy razem ja i ty.

Bo my jesteśmy jak te ptaki,
które wracają do swych gniazd.
Czekają nas bieszczadzkie szlaki,
słońce i błoto, deszcz i wiatr.
Bo my wracamy jak te ptaki
do lasu, słońca i do gwiazd.
Wracamy na bieszczadzkie szlaki,
do naszych stanic, naszych gniazd.

Do tych połonin, do niebieskich,
do pereł rosy w brzasku dnia,
do kwiatów tęczy, szeptu liści
tęsknimy razem ty i ja.
Wołosatki
Wyłaniająca się z mgły

W Ustrzykach Górnych kotwiczyliśmy w Zajeździe pod Caryńską. Misiek stwierdził ;" a kiedy będzie nas stać jak nie teraz", i miał rację , może noclegi nie za tanie , ale jedzenie dobre. Sala jadalna wykonana została w stylu bojkowskim i już po wejściu czuć klimat historii przekazanej ze smakiem. Na ścianach znajdują się rysunki wykonane przez artystów, którzy wspaniale odwzorowali sztukę dekoracji z okresu przebywania tu ludności bojkowskiej. Oprócz dekoracji można podziwiać komody, stoły, piec czy szafy, których pierwowzory znajdują się w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku.Panuje fajna atmosfera i miła obsługa, ja polecam, choć czytałam różne opinie.

Na przypiecku

 W drodze powrotnej wstąpiliśmy na Solinę, widok z zapory na jezioro solińskie. 


A jak ktoś ciekawy moich wędrówek po Biesach i Czadach to może zaglądnąć tutaj i tutaj i jeszcze tutaj
Zapomniałam wczoraj dodać moją ulubioną piosenkę, śpieszę to uczynić, ta, dam................
Zespół KSU "Za mgłą"