niedziela, 14 września 2014

Poduszka i Kłapouchy


Czasami dobre słowa, choć bardzo dobre są,
do łez są tak podobne, jak gdyby były łzą.
cytat z Kubusia Puchatka
    Szycie chwilami sprawia mi dużo przyjemności, a jeszcze więcej zbieranie szmatek, kuponów , koronek i planowanie co z nich powstanie. Oczywiście w praktyce wygląda to zupełnie inaczej, plany uciekają z głowy, zawsze jest co innego do roboty, a kupony materiałów mnożą się i pęcznieją jak ciasto drożdżowe, wyciekając z każdego kąta szaf.W takim układzie , jak tylko wena złapie ,biorę się do szycia. Tak to powstała podusia z Kłapouchym, hafcik też odkurzony , leżał biedaczek kilka lat w szufladzie.
   Jeżeli chodzi o bohaterów "Kubusia Puchatka" to zakochałam się w nich od początku, a to dzięki dzieciom. Książkę czytałam im jak byli mali , ale czytałam ją trochę bezmyślnie, raczej jako lekturę, którą czytają dorośli , aby uśpić swoje pociechy i mieć trochę spokoju wieczorem. Dopiero dorosłe już dzieci uświadomiły mi ,że w tej książeczce jest głębsza myśl; barwni bohaterowie, różniący się temperamentem, przemyśleniami itp.niczym my , ludziska. A jakie ciekawe cytaty można tam znaleźć, czasami bardzo mądre w swojej prostocie, czasami bardzo zabawne.
   Podusia uszyta dla Klaudyny,coś z Kłapouchego ona ma, na pewno spokój i to, że jest uparta jak osiołek. Właśnie wylądowała w Pekinie, uparła się i realizuje swoje marzenia zwiedzając Chiny, a ja mam czym się martwić. Maciek to bardziej Tygrysek albo Miś, a Kinia to Maleństwo albo Prosiaczek. Ciekawa jestem czy zastanawiałyście się czasem co autor miał na myśli tworząc bohaterów "Kubusia Puchatka"?A może w waszej rodzinie podobieństwa do tych bohaterów istnieją?


"Poczciwy, bury osioł Kłapouchy stał sobie samotnie w zaroślach ostu na skraju Lasu, z łbem zwieszonym ku ziemi, i rozmyślał o sprawach tego świata. Od czasu do czasu smętnie zapytywał samego siebie: "Dlaczego" - to znowu: "Na co i po co?, a czasem znów myślał: "O tyle, o ile", a niekiedy sam nie wiedział, o czym właściwie rozmyślał." cytat


" -Myślę... - zaczął Prosiaczek nerwowo. -Nie myśl - rzekł Kłapouchy. -Myślę, że fiołki są bardzo milutkie - powiedział Prosiaczek. To mówiąc, położył swój mały bukiecik przed Kłapouchym i prędko uciekł. "cytat


 "Kłapouchy, poczciwy, bury osioł, stał nad brzegiem strumienia i patrzył na swoje odbicie w wodzie. - Imponujące - mówił. - To jest właśnie to słowo. Imponujące. Obrócił się i powoli poszedł w dół strumienia. Potem z pluskiem przebrnął w bród wodę i zaczął iść z powrotem drugim brzegiem strumienia. I znowu spojrzał na swoje odbicie w wodzie. - Tak jak przewidywałem - powiedział. - Wcale nie lepsze z tej strony. Ale mniejsza o to. Co komu do tego. Imponujące, i basta. "


Najpiękniejsze cytaty z Kubusia Puchatka

„Prosiaczek wspiął się na paluszkach i szepnął: -Tygrysku? -Co Prosiaczku? -Nic – odparł Prosiaczek biorąc Tygryska za rękę – Chciałem się tylko upewnić, że jesteś.” 

 ”Jeśli będzie Ci dane
żyć sto lat,
to ja chciałbym żyć
sto lat minus jeden dzień,
abym nie musiał żyć ani jednego
dnia bez Ciebie.”

 „Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, ze nie chciałeś. W końcu ten ktoś tez wcale nie chciał, żebyś na niego spadał.”

 "Takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego"

 „Nie można tkwić uparcie w swoim kacie lasu, czekając, aż inni do nas przyjdą. Czasem trzeba pójść do nich.”

 „Miałem zamiar zmienić koszulkę, ale zamiast tego zmieniłem zamiar.”

" Wyszło to trochę inaczej, niż myślałem, ale zawsze wyszło."

„Najbardziej się boje stanąć twarzą w twarz z tym, czego najbardziej się boję…”

„Nie Każdy Kto Zgrywa Niewiniątko Jest Takim Niewiniątkiem Jakie Zgrywa…”

"Trochę Względów, trochę Troski o Innych. W tym cała rzecz. Tak przynajmniej mówią."

 "A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś ściskając Misiowi łapkę – Co wtedy?
-Nic wielkiego – zapewnił go Puchatek – posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha to ten ktoś nigdy nie znika tylko siedzi gdzieś i czeka na Ciebie."


 "Wiesz Misiu- szepnął Prosiaczek drżąc z przejęcia.- Czasem coś tak mnie nadmucha jak balon. Czuję wtedy, ze pęknę! I chciałbym na kogoś nakrzyczeć albo nawet go zabić!
-I co wtedy?
-Wtedy podskakuję parę razy i idę sobie popiszczeć w poduszkę…"

czwartek, 11 września 2014

Moje wakacyjne wędrowanie cz.II - Pieniny

Przełęcz Chwała Bogu (Szopka) - panorama Tatr

Następna opowieść wakacyjna dotyczy wędrówki po Pieninach.
Od wielu lat zamierzałam wejść na Trzy Korony i Sokolicę, ale różnie się składało. Raz wybraliśmy się specjalnie do Krościenka , niestety lał deszcz, więc z dziećmi zamiast wyjść w góry, graliśmy w scrabble, potem wędrowałam po Tatrach słowackich i polskich więc nie było okazji wstąpić w Pieniny. Życie zsyła nam różne niespodzianki i tak mój syn znalazł swoją połówkę w Łącku, a to już tylko rzut beretem i Pieniny w zasięgu ręki. Jednakże podczas odwiedzin w tym cudnym miejscu jakie jest Łącko, nie mieliśmy okazji powędrować dalej. Na szczęście tym razem , dzięki gościnności teściów mego syna udało się spełnić moje marzenie. Skrzyknęliśmy się całą rodziną i powędrowaliśmy w stronę Trzech Koron. Pieniny choć to niewielki teren są cudowne, polecam na krótkie wypady. Trasę wybraliśmy najlepszą z możliwych i jeżeli ktoś będzie chciał zdobyć Trzy Korony i Sokolicę polecam udać się właśnie tak jak my, zaczynając wspinaczkę od Trzech Koron, kierując się następnie na Sokolicę. 

Widok z Trzech Koron na Czerwony Klasztor

Od Krościenka wspinamy się żółtym szlakiem do Przełęczy Szopka albo inaczej Chwała Bogu, skąd roztacza się panorama Tatr. 
 Na Trzy Korony wiedzie niebieski szlak ,stromą drożyną, przed szczytem kupujemy bilet, który ważny jest też na wejście na Sokolicę, jeżeli chcemy wejść na nią tego samego dnia. Ważne jest aby udać się na Trzy Korony rano, bo później, zwłaszcza w miesiącach letnich tworzy się olbrzymia kolejka, wpuszczane są 15 osobowe grupy. Trzy Korony to kulminacja pięciu skalnych turni, na najwyższej z nich, Okrąglicy ( 982 m ) wybudowano mały taras widokowy, na który prowadzą metalowe schodki, można na nich spędzić dużo czasu zanim dopchamy się na taras i zaczniemy podziwiać widoki. My nie staliśmy , rano nie było wielu turystów. Widoki zapierają dech w piersi, nagroda za wspinaczkę.


 Widok na słowacką stronę, widzimy Czerwony Klasztor,  przełom Dunajca, wijący się pośród gór zataczając siedem  pętli.


 Schodzimy z Trzech Koron i jemy drugie śniadanie, trzeba się posilić  ,aby przejść następną dłuższą część na Sokolicę. 
Ruszamy niebieskim szlakiem na Zamkową Górę, na której znajdują się ruiny średniowiecznego pienińskiego zameczku.Wzniesiono go prawdopodobnie za Bolesława Wstydliwego , tutaj ŚW. Kinga ukrywała się wraz z zakonnicami ze Starego Sącza przed najazdem tatarskim. Dalej podążamy niebieskim szlakiem do Bajków Groń , zataczając pętlę , dalej wędrujemy Sokolą Percią , najpiękniejszą ścieżką w Pieninach , wytyczona została przez księdza Walentego Gadowskiego - twórcę tatrzańskiej Orlej Perci. Wdrapujemy się na Czertezik (772 m) i mocno w górę na Sokolicę ( 747 m) malowniczo wychyloną nad Przełom Pieniński. Sosenki rosnące na szczycie są reliktem  ze schyłku epoki lodowcowej, najstarsze mają około 500 lat. Ze szczytu wracamy przez las zielonym szlakiem do Krościenka. Pokonanie tej trasy zajęło nam około pięciu godzin.

Najczęściej fotografowane drzewa
Przełom Pieniński - widok z Sokolicy

 Dowód że tam byłam.
Cieszyłam się tym, że mogłam wędrować z całą rodziną, upłynęło sporo czasu kiedy to z dziećmi włóczyliśmy się po górach. To była największa przyjemność tej wyprawy.
 Dzieci kochane dziękuję za to , że znaleźliście dla nas czas, Haniu dziękuję za gościnę i wspólną wędrówkę. 

poniedziałek, 8 września 2014

Słoneczniki


 Lato latem, przerwa przerwą, ale jednak coś tam skleciłam. Tym razem poduszka w słoneczniki, uszyta w prezencie dla osoby, która lubi właśnie słoneczniki. Dobrze mi się szyło , kawałki słonecznych materiałów i żółta koronka chyba specjalnie czekały na tą poduszkę. Poduszka do kompletu z przepiśnikiem, który podarowałam dużo wcześniej . Przepiśnik tutaj.


Pobawmy się kolorem żółtym.
 Odcienie żółtego, słonecznego, słonecznikowego, cytryny w ubiorach dam . 

niedziela, 7 września 2014

Moje wakacyjne wędrowanie cz. I

Miasteczko galicyjskie
Doczekawszy się urlopu, a właściwie jego dłuższej części, pognałam przed siebie, jak wyrwany z klatki zwierz potrzebowałam powietrza i przestrzeni. Korzystając z uprzejmości mojej swasi skierowałam pierwsze kroki do Łącka, gdzie dołączyć do nas miały dzieci. Ale o tym potem.
Tym czasem , po drodze zawsze mijamy Nowy Sącz, po lewej stronie widzę z okna samochodu wieżę ratusza miasteczka galicyjskiego, które zostało niedawno dołączone do istniejącego Skansenu .Jakoś nigdy nie miałam czasu tam wdepnąć, choć trasę tą przemierzałam dziesiątki razy. 
Niedopuszczalny błąd.................nadrobiliśmy , zwiedziliśmy i skansen, i miasteczko. Nie chciałabym nikogo zanudzać opowieściami, najlepiej zobaczyć wszystko samemu. Ja poczyniłam starania i skomasowałam zdjęcia w postaci kartek, na których są migawki z tego urokliwego  miejsca. A że mnie ciekawią raczej detale , takie też umieściłam poniżej.

Zaczarowany super market sprzed wielu lat, nie można oczu oderwać.
Wieś urocza, wieś spokojna
Okna dworu z tiulową firanką, okna chałupy z papierową koronką, suszą się zioła, pierzyny się wietrzą.
Dzbanek , pod ściereczką może być zsiadłe mleko, piękny kolorowy fajans, szafka z hafcikiem, malowidła na drewnie z kościółka.
Wszechobecne święte obrazy malowane na szkle, litografie itp. udekorowane gałązkami jedliny i kwiatami z bibuły, ach, ileż w tym niepowtarzalnego uroku i ciepła.
Takim to sposobem wracam w to moje stare miejsce blogowe po wakacyjnej przerwie, dziękując za to, że do mnie jeszcze zaglądacie. Pozdrawiam cieplutko. 

Zielona lipka 

- ludowa piosenka, myślę że dobrze pasuje  do klimatu pogranicza i różnych , splatających się ze sobą kultur.


Z tamtej strony jeziora 
Stoi lipka zielona 
A na tej lipce, na tej zieloniutkiej 
Trzej ptaszkowie śpiewają 

Nie byli to ptaszkowie 
Tylko trzej braciszkowie 
Co się spierali  o jedną dziewczynę 
Który z nich ją dostanie 

 Jeden mówi: „Tyś moja”
 Drugi mówi: „Jak Bóg da”
 A trzeci mówi: „Moja najmilejsza,
 Czemuś mi tak smutna?”

 „Jakże nie mam smutna być?
 Za starego każą iść 
Czasu  niewiele Jeszcze dwie niedziele 
mogę miły z Tobą być!”

 Z tamtej strony jeziora 
Stoi lipka zielona 
A na tej lipie, na tej zieloniutkiej 
Trzej ptaszkowie śpiewają

wtorek, 19 sierpnia 2014

Kołdra w brązach


 Lato ma swoje prawa, myślę że nie jedna odpuściła sobie robótki czy blogowanie, nie jestem jedyna. Jednak coś tam skleciłam po drodze. Jest to kołderka patchworkowa dla mojej siostrzenicy, cała w brązach. Zastosowałam większe kwadraty, jak dotychczas były to kwadraty o wymiarach 20x20 cm. Ta kołderka jest wykonana z kwadratów o wielkości 30x30 cm, troszkę z braku czasu, ale wydaje mi się, że całkiem dobrze się prezentuje, mnie się podobała i nowej właścicielce też. 


Miła dla oka kolorystyka. 


 Kołderka na łóżku prezentuje się tak jak poniżej. 



 
Wędrowna krawcowa? 

niedziela, 17 sierpnia 2014

Wchłonąć lato


       Wchłaniam lato - co znaczy, że zrobiłam sobie letnią przerwę od komputera, od robótek, od różnych tam dupereli. Natomiast zaserwowałam sobie spacery z kijkami trekkingowymi. Na początku wychodziłam na nie  z rozsądku , ale z czasem stało się to wielką przyjemnością. Może nie chudnę , ale czuję się znacznie silniejsza fizycznie i psychicznie, na czym mi najbardziej zależało. Znalazłam najlepsze lekarstwo na stres i chandrę.
    Szczęściem mieszkam w przepięknym miejscu, pod samym Zniesieniem z Tatarskim Kopcem jako zwieńczenie. Gdy nie mam dyżuru , wychodzę szybkim marszem pod górę, a tam czeka mnie zawsze nagroda w postaci cudnych widoków na okolicę. Siadam sobie na Kopcu i wchłaniam lato wraz z jego zapachami. Zapach przychodzi z wiatrem, jest różny ; w zależności od tego,czy ziemia  nagrzana jest słońcem ,czy oddaje wilgoć po deszczu , pachnie skoszone siano, dębina, trawy. Obserwuję jak przyroda zmienia swą szatę, nareszcie wiem ,co aktualnie kwitnie, jakie owoce i w jakim stadium mają krzewy, które w mnogości rosną na Zniesieniu. Może to się niektórym wyda nieistotne, śmieszne, ale mnie nie. Zamknięta w czterech ścianach bloku lub szpitala takie doznania były mi dalekie, zmieniłam to, i jestem z siebie dumna. To pierwszy krok do równowagi i samozadowolenia.


   W czasie upałów siadam sobie pod dębem, konary nisko pochylone do ziemi tworzą super siedzisko ,moszczę się więc i kontempluję widoki.
     Parę zdjęć drzew i krzewów z owocami; mijam dęby, czarny bez, derenie, berberysy, jarzębiny itd...........w trawach obecnie kwitną na niebiesko bodziszki , na żółto dziurawce, na różowo goździki, ach co za widok.
    Cieszą mnie takie drobiazgi i nadziwić się nie mogę , jak mogłam to zgubić w zabieganiu, jak mogłam tak zgubić samą siebie?

sobota, 12 lipca 2014

Jeszcze jedna poduszka na obrączki


Obiecywałam sobie że będę teraz częściej zaglądać i pisać na blogu, nie przewidziałam jednak swojej choroby. Bo jak można się przeziębić, smarkać, kaszleć w środku lata, to niedopuszczalne przestępstwo. A jednak stałam się przestępczynią i smarkam sobie.
 W zasmarkanym czasie udało mi się ukończyć poduszeczkę na obrączki i dostarczyć do rąk własnych. Niestety , pogoda też jest zasmarkana, więc zdjęcia nie najlepsze, obyło się bez sesji fotograficznej. Model bardzo się śpieszył, ciemno za oknami , a kwiaty w wazonie rozsiewały żółty pyłek i model bał się zabrudzenia. Trudno , zdjęcia są , jakie by one nie były, ale są. 
      Przepraszam za ten sarkastyczny ton, ale mam  " muchy " w nosie............................mam nadzieję że szybko  odfruną.


Serce haftowane techniką Hardanger. 


 Do uzupełnienia wzoru i dodatkowej dekoracji użyłam perełek. 



 Do milszego zobaczenia, pozdrawiam cieplutko.

sobota, 5 lipca 2014

Słońce w słonecznikach


Słońce przypomniało sobie o wakacjach, bo ile jeszcze deszczu można znosić. Miesiące ciepłe upływają szybciutko, a tak naprawdę nie zdążyłam się jeszcze zagrzać. 
Myślę ,że teraz będzie pogoda, bo ja się nigdzie nie wybieram, jak zwykle wakacje spędzę w pracy. Wróciłam właśnie z wojaży, odbierałam sobie kilka dni liczonych za nadgodziny i jak zwykle ,gdy ja miałam wolne  padał deszcz . Przyzwyczaiłam się, nie zmarnowałam tego czasu, kierując się słowami Dean R.Koontz "..i kiedy przyjdą dni deszczo­we, naucz się przechodzić między kroplami" ,byłam u dzieci we Wrocławiu, spędziłam dwa dni intensywnie zwiedzając Kłodzko, byłam "u wód" w Kudowie Zdroju, Dusznikach Zdroju, Polanicy Zdroju, zahaczając o Łącko. W kilka dni zmieściłam całe moje wakacje, wakacje w pigułce. 


 Jeżeli już mówimy o słońcu, to nie możemy się obejść bez słoneczników, nie na darmo kwiaty te noszą taka nazwę.
U mnie dziś zagościły słoneczniki na tacy i misie. Komplet ten powstał dla Hani ,miłośniczki owych kwiatów , dotarł w jej ręce, mogę więc i wam go pokazać. 


 Stara misa bambusowa została przerobiona na bardziej ozdobną. 


Piękne słoneczniki to papier ryżowy Decomani.


 Taca, prosta, rustykalna, dodany delikatny szablon do motywu słoneczników. Bejca , to mieszanka dwóch bejc; żółtej i dębowej. Machnięcie pędzelkiem z rozwodnioną farbą i mamy urocze kropeczki.


 Koronka - aby można ją było ścierać ,gdy zabrudzi się tacę,( bo taca jest jak najbardziej użytkowa) , namoczona została w lakierze, potem wyciśnięta i przyklejona od razu na tacę. Przez lakier jest twarda, mocna i ścieralna.


 Dziękuję wszystkim za komentarze i ciepłe słowa pod poprzednim postem. Życzę dużo słońca, pozdrawiam cieplutko. 


Codzienność ciepłymi barwami malowana... 

Niekiedy nie wys­tar­czy
 namalować na płótnie, 
piękny por­tret ukochanej
 op­ra­wić dzieło złotym obramowaniem 
i po­wiesić w zaszczyt­nym miejscu…

 Niekiedy trze­ba dać z siebie więcej 
stać się Van Goghgiem codzienności
 z łez wy­doby­wać naj­ciep­lej­sze barwy 
i za­mieniać je, na śmiejące się słoneczniki… 
autor mnie nieznany