Miejsce to, to taka ucieczka w świat który sama kreuję, pełen kolorowej bajki, pachnący jaśminem i ulotnością , daleki od rzeczywistości. Wchodzę więc do świata wyobraźni przez kolory farb , przez haft, liczę krzyżyki i niecierpliwie czekam na to co wyłoni się na płótnie , maluję igłą i nitkami, pędzlem i farbami świat pełen kolorów, kwiatów , dam, falbanek i koronek. Zapraszam

poniedziałek, 25 maja 2015

Życie w koronkach


 Maj jest tak pięknym miesiącem, pomimo deszczu, że musiałam zastopować ,aby cieszyć się jego urokiem. Sezon kijkowy rozpoczęłam, spaceruję i wdycham zapachy kwitnących głogów i bzów, podziwiam szybkość zmian wkoło, pochylam się nad kwitnącymi kwiatami na łąkach i jestem szczęśliwa. 


 W międzyczasie malowałam następne mebelki, ale to innym razem. Poświęciłam czas na delektowaniu się pięknymi tkaninami i koronkami.Cieszyłam się nowymi projektami i szyłam firanki ,również zasłonki pojawiły się na oknach, dotychczas w domu ich nie było. Mając piękne tkaniny zdecydowałam się na zasłonki i tak w kuchni zakwitł zielony ogród. 


 A w małym pokoju zakwitły niebieskie róże. 


 Z upodobaniem stawiam wazony z kwiatami,napawam się spokojem mojego domu. 


 Pozostały czas poświęciłam zgłębianiem nowej techniki, która ma dużo wspólnego z koronkami.Czas pokaże co z tego wyjdzie. Tymczasem pozdrawiam cieplutko, dziękując za odwiedziny i komentarze.

czwartek, 7 maja 2015

Jasmin i Klaudyna przy szyciu


 Opowieść o przygodzie z Tildami zacznę od początku.

 Moja córcia  nabrała wielkiej chęci na szycie i choć jej macierz w domu szyła od dawna, ona nie była zainteresowana nauką mieszkając z oną pod jednym dachem. Dopiero gdy wyfrunęła daleko od domu chęci przyszły , niestety , ze względu na dość dużą odległość od domu macierz nie mogła udzielić darmowego kursu szycia. Córcia więc uskuteczniła kurs szycia w miejscu zamieszkania. Wrocław jako duże miasto daje wiele możliwości, Klaudyna wybrała miejsce magiczne i z tego się cieszę, bo chęć szycia u niej pod wpływem tego miejsca i uczącej Róży jeszcze bardziej wzrosła. 
I tu będzie mała reklama, bo choć znam to miejsce tylko z opowiadań Klaudyny i z internetu to warto o nim wspomnieć, tym bardziej że jako kobieta i matka popieram inicjatywy kreatywnych młodych kobiet. Pod szyldem "Róża Rozpruwacz" mieści się nietypowa pracownia krawiecka ,a w nim Róża, która nie tylko pruje i zszywa, prowadzi kursy szycia, ale także parzy dla swoich klientów dobrą kawę, która smakuje wybornie przy turkocie maszyn i pogaduszkach . Możecie sami do niej zaglądnąć , oto filmik znaleziony w sieci; 



Wracam do swojej opowieści.
Misiek spakował mojego starego,niezniszczalnego Łucznika i wysłał do Klaudyny w prezencie i nadzieją , że będzie jej dobrze służył . Klaudyna wymyśliła sobie uszycie Tildowych królików dla dzieci swoich znajomych, no i uszyła, przywiozła je do domu w Święta Wielkanocne zwracając się z prośbą o pomoc w szyciu ubranek.
 Zaraz po Świętach zabrałyśmy się ostro za ubieranie króliczków. I tu mój wkład ; robiłam wykroje, uczyłam ją jak szyć ubranka , jak je wykańczać i takie tam szczegóły. Ale miałam zabawę , ubranka dla lalek szyłam tak dawno , obszywałam lalkę Barbie gdy Klaudynka była mała. Właściwie to chyba obie bawiłyśmy się dobrze, dobierałyśmy materiały , wymyślałyśmy ubranka, szkoda tylko , że czasu było niewiele , bo podejrzewam , że każdy królik otrzymałby więcej osobistych akcesoriów. Moja wyobraźnia nie zna granic, za to czas te granice wyznacza. I wiecie co? spodobało mi się to zajęcie ogromnie, zawsze chciałam szyć lalki, niestety nigdy się na to nie zdobyłam. Dzięki Klaudynce wróciłam na chwilę do swojego dzieciństwa i do dzieciństwa moich dzieci, to było piękne. 


Wszystkie ubranka i czerwony beret wykonane są według moich własnych wykrojów. 

Króliki , spodnie i żółty kapelusz zostały uszyte według oryginalnych wykrojów Tildy. 


Wesoła ferajna jeszcze w domu, króliczki czekają na podróż do nowych właścicieli. 


Klaudyna pozwoliła mi umieścić zdjęcia z sesji fotograficznej, zdjęcia wykonał jej kolega, a na zdjęciach umieszczone jest logo mojej córci.

Uliczny urwis.
Uroczy czerwony berecik mojego autorstwa.
Śpioch
Urocza  Amelia
Amelia  - towarzyszka małej Hani
Ogrodniczka
Teklusia
Mała gospodyni.
 

środa, 29 kwietnia 2015

Sentyment do walizki


 Zdradzę wam czym się zajmowałam w ostatnim tygodniu. Bawiłam się , tak, bawiłam się klockami Lego, ha,ha.....może nie zupełnie tak jak sobie to wyobrażacie, nic nie budowałam, wręcz odwrotnie rozbierałam  . 
A wszystko przez szafę. Zamówiłam do małego pokoju szafę pozbywszy się wcześniej biurka, miała być gotowa zaraz po Świętach,wybebeszyłam więc wszystko, a tu lipa. Szafę zrobiono o miesiąc później. Jak to wszystko sobie leżało, to rzuciła mi się w oczy walizeczka i się jej uczepiłam. 
Nie mogłam jej wyrzucić, z sentymentu, to walizka jeszcze moja kolonijna, wiecie taka tekturowa. Jak się jej przyglądałam to się zastanawiałam jak moja mama mnie do niej pakowała, ona taka malutka, mnie to by się tylko ręcznik zmieścił. Walizka przydała się wiele lat temu do chowania klocków Lego mojego syna, wtedy popyćkałam ją niebieską farbą . Stała latami kurząc się w piwnicy, w szafach bo synuś mój to w tej chwili trzydziestolatek, więc długo czekała na odkrycie. I tak to męczyła moje oczy, więc ją przemalowałam, obszyłam środek materiałem w kratkę, uszyłam woreczki na drobniejsze klocki i spakowałam , może się przyda następnemu pokoleniu jak się doczekam wnuków. Największą zabawę miałam szorując klocki, susząc i segregując, jakby to powiedziała moja mama  " głupiego robota zawsze się trzyma". 

Walizka pomalowana farbą kredową , która pozostała z malowania mebelków, rogi i sfatygowane zapięcie przetarte farbką metaliczną stare złoto,oraz woreczki w kratkę pełne ukrytych skarbów, tak bo jest tam ukryta wyspa piratów itp
Wnętrze w kratkę zostało przypięte do listeweczek i wykończone ozdobną dziecięcą taśmą, która pochodzi jeszcze z szuflady mojej mamy, więc bardzo leciwa.
Na dno i na wieko podkleiłam grubą tekturę, na wieku przyszyłam kieszonkę na schematy i katalogi.
Woreczki pełne skarbów.
Walizka ze skarbami.
Walizka w pełnej krasie. A tak nawiasem mówiąc , chciałabym będąc dzieckiem otrzymać tak zapełnioną walizkę.
Zobaczcie jaką ilość musiałam wyczyścić, czułam się jak Kopciuszek, bardzo pracochłonna zabawa.
Tak wyglądała walizka przed odnową.
A tak wyglądał środek walizki po jej oczyszczeniu .Obecnie to zupełnie inna walizka, może jeszcze posłużyć wiele lat.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Toile w moim mieszkaniu


 Pozostawiam czarną planetę, jak nazywam pracę daleko za sobą, mam nadzieje, że nie będę już na łamach bloga o niej wspominać i wracam na białą planetę jaką jest mój dom i mój osobisty świat zupełnie odrębny, inny.Tu odpoczywam, tu próbuję zapomnieć o tym co zostawiam na czarnej planecie.
Dzisiaj znowu o mebelku, zupełnie niechcący robótkowy blog zmieniłam na wnętrzarski. To pokłosie mojej chęci zmian w otoczeniu. Ale przecież malując czy przerabiając mebelki też pracuję ręcznie , więc to są robótki. 
Kupiłam dawno temu na starociach trzy taborety wkładane jeden pod drugim. Ten największy przekształciłam na mebelek służący za siedzisko, ale nie tylko. Można na nim coś postawić, można pod nim coś trzymać, bardzo przydatna rzecz. 

Nóżki pomalowałam śmietanową farba kredową.Dołożyłam grubą gąbkę,którą obciągnęłam przepięknym  materiałem, przybiłam ozdobną tasiemkę pinezkami. Siedzisko bardzo mi się podoba, jest użyteczne i zdobi wnętrze.
A pod siedziskiem ustawiłam kosz służący za gazetnik.
Materiał w kwiaty i ptaki w ulubionym stylu Toile. Kupon materiału o nazwie "Birds of a Feather"Artur Landerson Lons Limited
Oba materiały które zdobią podnóżek i siedzisko otrzymałam w prezencie od Grażynki, której jeszcze raz bardzo dziękuję

środa, 22 kwietnia 2015

Siostry od wszystkiego


Obiecałam sobie pewnego dnia , że nigdy nie będę pisała o swoim zawodzie na łamach tego bloga , ale dzisiaj złamałam postanowienie ,aby dołączyć do koleżanek, które w dniu dzisiejszym brały udział w proteście w całym kraju.
    Sytuacja pielęgniarek i jednocześnie pacjentów nierozerwalnie powiązanych z tą grupą zawodową jest coraz bardziej dramatyczna. Od lat nikt nie chce słuchać zgłaszanych przez nas postulatów; nikt nie chce podjąć konstruktywnego dialogu; rząd i minister zdrowia udają, że problem nie istnieje; pracodawcy pozorują bezradność powołując się na brak wystarczających środków itp. Niejednokrotnie jedna pielęgniarka przypada na cały oddział, a nawet piętro, niskie pensje, odpowiedzialność za kilkudziesięciu pacjentów na każdym dyżurze – to realia pracy pielęgniarek w polskich szpitalach. Jest nas za mało, jesteśmy coraz starsze, a obowiązków przybywa. Niedostateczna obsada pielęgniarek w szpitalach zagraża bezpieczeństwu pacjentów, zagraża nam pielęgniarkom , odpowiadamy za każdy błąd "głową". 
Pielęgniarki przywołują statystyki z których wynika, że w Polsce przypada 5,2 pielęgniarki na 1000 mieszkańców, podczas gdy np. w Szwajcarii – 16, w Dani – 15, w Szwecji – 11, a Czechach i w Słowenii - 8. Jak mówią, średnia wieku pielęgniarek to 49 lat, a w Polsce zatrudnionych jest więcej pielęgniarek powyżej 65 lat, niż pielęgniarek w wieku 21-25 lat. "Za 20 lat z powodu wieku odejdzie 75 proc. zatrudnionych, a nowych kadr nie przybywa. Domagamy się uwzględniania liczby pielęgniarek przy kontraktowaniu świadczeń zdrowotnych przez NFZ, a także wzrostu wynagrodzeń jako czynnika powstrzymującego emigrację i odejścia z zawodu" – mówiła przewodnicząca zarządu regionu OZZPiP Halina Peplińska.
Ja też protestuję.

 „Chwalą nas na całym świecie, w Polsce traktują jak śmiecie”.

 To by było na tyle informacji oficjalnych. 

A ja osobiście co mam do powiedzenia?

Mogłabym wiele, ale to bez sensu , zadałabym wszystkich tylko kilka pytań, jeśli znają na nie odpowiedź to niech się wypowiadają, a jeśli nie , to niech zamilkną; 

czy wiesz na czym polega moja praca?
jakie kwalifikacje , ukończone kursy muszę posiadać aby wykonać swoją pracę?
 jakie mam obowiązki na dyżurze?
co muszę wykonać w ciągu 12 godz.?
czego ode mnie oczekuje pracodawca, pacjent,rodzina pacjenta?
czy jestem w stanie spełnić te oczekiwania?
czy wiesz , jak ciężko wszystko pogodzić, być w każdym miejscu i o każdej porze przy każdym pacjencie , wysłuchać każdego pacjenta, rodziny, lekarzy, oddziałowej?
 czy wiesz, że muszę obserwować , przewidywać i zapobiec zdarzeniom, które mogą się wydarzyć, bo co by się nie wydarzyło na oddziale odpowiadam za to ? czy wiesz , że moje doświadczenie, obserwacja pacjenta i wyciągnięte wnioski niejednokrotnie ratuje komuś życie?czy wiesz, że muszę być uśmiechnięta, uprzejma, kompetentna, nawet jak już z przemęczenia nie wiem jak się nazywam?czy wiesz ile się nadźwigam, bo pracodawcę nie interesuje mój kręgosłup i nie kupuje odpowiedniego sprzętu?czy wiesz, że muszę wypełnić górę papierów?czy wiesz, że wszystko co na papierze musi być wklepane w komputer?czy wiesz, że papiery i komputer zabiera mój czas pacjentowi?Ciągle myślę co jeszcze zrobić, czego nie zapomnieć, ciągle zaganiana, ciągle w biegu nawet przy komputerze, ciągle w pogotowiu, w napięciu, zawsze strofowana, poganiana przez przełożonych, nigdy dobrego słowa, przyjmująca na pierś niezadowolenie pacjenta ,a szczególnie rodziny za niedoskonałości służby zdrowia itd...........itd Jednym słowem Robokop w spódnicy.

A co mam za to? 
malutką pensyjkę, cynizm i indolencję otoczenia, a przede wszystkim chory kręgosłup, żylaki na nogach i.......................głupią satysfakcję , że pomimo wszystko udało mi się komuś pomóc.Tylko sama nie wiem jak długo jeszcze tak pociągnę.




wtorek, 21 kwietnia 2015

A może kawy?


 Następny zaległy post sprzed Świąt, tym razem podusie z królikami.
 Właściwie to nie całe poszewki , tylko koszulki , tak nazywam poszewki ,które nie maja zapięcia, ani wiązań, tylko zszyte ze sobą dwa boki, nakładane na właściwą poduszkę, mogą być szybko wymieniane w zależności od sezonu.Te moje przedstawiają  parę wytwornych królików, Pani Królikowa z czajnikiem , właśnie nalała poranną kawę Panu Królikowi,który trzyma filiżankę aromatycznej kawy.On natomiast szarmancko kładzie wiosenny kwiat na poduszce, a może to inna historia?


 Technika nakładania wydruku na płótno dawno mnie fascynowała, postanowiłam spróbować wg przepisu Myszy Tu. Rzeczywiście szybko można uzyskać efekt jaki się zamierza, Mysza dziękuję za kursik, przydał się i dzięki twoim eksperymentom mogłam śmiało zabrać się za ozdabianie poduszek. 

Jego Lordowska Mość Królik Szarmancki
Madame Królikowa

sobota, 18 kwietnia 2015

Szarych miraży ciąg dalszy.


W tym roku postanowiłam zrobić dużo, dużo jajeczek, miałam wiele pomysłów, zamówiłam wiele wydmuszek i wpadłam w wir wysiadywania jajek. Niestety , jak to w życiu bywa plany nie wypaliły bo mocno się rozchorowałam, więc zrobiłam tylko tyle ile pokazałam na blogu.Wena przeszła.
Natomiast podczas choroby miałam czas na przemyślenia i doszłam do wniosku ,że czas zabrać się za dokończenie pokoju. Jak wiecie, w tamtym roku pomalowałam meblościankę, wypróbowałam na niej  farby kredowe o czym pisałam TU. Urobiłam się tak, że nie miałam już chęci na malowanie pozostałych mebli. 
Po  chorobie nabrałam wiatru w żagle i postanowiłam przemalować krzesła i stół tak, by zdążyć do Wielkanocy. Zmieniłam tylko farbę kredową Autentico na Americana Decor , którą znalazłam w sklepie u Sylwi. Jestem zachwycona tymi farbami, plusem jest słoiczek zakręcany i ilość, jak na jeden raz 236 ml wystarczy, nie trzeba zamawiać całego litra jak w przypadku innych farb kredowych, zwłaszcza gdy używa się farby do mniejszych projektów. Słoiczek wystarczył do pomalowania w/w mebelków. Zamówiłam kolor śmietany i przemalowałam krzesła i nogi od stołu, a blat dokończyłam farbą, która pozostała mi po malowaniu meblościanki.Wszystko zabezpieczyłam woskiem , tylko blat pokryłam lakierem satynowym ( moje nowe odkrycie to lakier satynowy do mebli i boazerii firmy Luxens zakupiony w Leroy Merlin w bardzo dostępnej cenie),aby zabezpieczyć trwale. Stół służy nam za kącik jadalny, komputerowy, robótkowy, chciałam więc mieć pewność , że zaraz się nie zniszczy przy okazji wylania np.kawy.  

Zaoszczędziłam na kupnie mebli, malując stare , w związku z tym zainwestowałam w nowy dywan. Przeszukaliśmy wszystkie sklepy w naszej okolicy i żaden dywan  nie spełnił naszych oczekiwań , poszukaliśmy więc w internecie . Natrafiłam na sklep internetowy TU , który oferuje duży wybór dywanów w różnych stylach. Nasz dywan został zmówiony w fabryce przez sklep i dostarczony do domu w ciągu trzech dni ,a przesyłka kosztowała tylko 30 zł. Jestem bardzo zadowolona z wyboru sklepu i dywanu, dlatego mała reklama z mojej strony. W pokoju jest teraz jasno i przestronnie.
 Ja ,która uwielbia kolor, wybrałam do pokoju śmietanę i szarości, kolor zostawiam na przedpokój i kuchnię. Pokój ten służy za sypialnię i pokój dzienny , tam odpoczywam. Ze względu na to , że bodźców mam aż za dużo w pracy, muszę mieć spokój wokół siebie w domu. I tak to powoli i ciągle zmieniam przestrzeń domową. Mój M. śmieje się, że remont w naszym domu trwa już 30 lat i nie widać końca. Moja niespokojna natura daje o sobie znać , musi się ciągle coś dziać, bo inaczej wieje nudą.
 Pokazuję tylko  jak zmieniam skromnymi środkami swoje małe mieszkanko. Może nie jest to według trendów, może kogoś śmieszą moje dokonania, ale nie każdemu dane jest mieszkać w pięknym wielkim domu i posiadać zasobną kieszeń. To tylko blokowisko, a  śmiem twierdzić , że w takich blokowiskach mieszka większość z nas. O takich mieszkaniach nie ma artykułów w gazetach, nie robi się sesji zdjęciowych, mało kto zajmuje się poradnictwem typu; jak urządzić malutkie mieszkanie aby wszyscy się zmieścili ze swoimi klamotami , zainteresowaniami, aby wszystko jakoś grało , a przy tym nie burzyć ścian , bo np.nie można  itp.  Dużo by o tym pisać, szkoda ,że tak mało o tym się mówi...........naprawdę szkoda.

Może to jest myśl, pomysł dla kogoś ,kto umiałby stworzyć np. gazetę o wnętrzach pn. "Blokowisko" albo "Poradnictwo dla maluczkich" , jak myślicie?  miałoby to jakiś sens?

W tle widoczna rozłożona kanapa, przepraszam, ale nie chciało mi się jej składać do zdjęć ,zaścieliłam ją swoją patchworkową kołderką , może się nie obrazicie.
Stół przykryty moim ulubionym obrusem.
Przy okazji powstał podnóżek, mój osobisty, starsza pani jestem i nogi mi cierpną, mam więc wygodne oparcie dla stóp.
Kawałeczek osobistego luksusu w postaci podnóżka w całej okazałości.
Jak zrobić podnóżek z przedmiotów ,które już posiadamy, czyli właściwie za darmo.


Podnóżek typu "Pudelek"(oczywiście musiałam nadać własną nazwę)


Potrzebujemy ;
1. Starą deskę do krojenia
2. Cztery kulki od starego karnisza
3. Kawałek grubej gąbki np. ze starej kanapy lub podobnej rzeczy ,którą unicestwiliśmy i próbowaliśmy wyrzucić na śmietnik.
4. Kawałek materiału zachomikowanego po to, aby wykorzystać do szczytnych celów.
5.Taśma ozdobna
6.Pinezki tapicerskie
7. Troszkę farby akrylowej lub kredowej ,która pozostała nam na dnie słoika
8. Cztery śruby zachomikowane gdzieś przez waszego Mężczyznę.
9.Jak jesteście bardzo samodzielne zrobicie to wszystko same ,a jak nie, to będzie potrzebny Mężczyzna do pomocy w wierceniu  dziur ( bez głupich skojarzeń) i skręcenia śrub.

Nawiercamy cztery dziury na śruby. Malujemy wszystkie elementy.
Przytwierdzamy śrubami elementy drewniane.
Nóżki podklejamy filcem, niestety nie zrobiłam więcej zdjęć , będzie więc opis.Przyklejamy gąbkę do deski , materiał przytwierdzamy zszywaczem tapicerskim, pinezkami przytwierdzamy taśmę i podnóżek gotowy.
Pomysł na wykorzystanie deski do krojenia i gałek z karnisza jest mojego Miśka, który bombardowany prośbami o podnóżek i postawiony pod ścianą , że to ma być już , wpadł na ten genialny pomysł." Nóż na gardle" wyzwala kreatywność, czyż nie?

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Migawki


Witam poświątecznie.
 Ostatnio dużo się u mnie działo dobrego i niedobrego, przełomowe decyzje odnośnie mojej pracy, w domu dużo pracy, w pracy dużo roboty, jak zwykle Święta spędziłam na oddziale, więc nie znalazłam czasu na blog, ani na indywidualne życzenia świąteczne z czego nie jestem zadowolona, ale coś za coś.
    Dopiero dzisiaj mam chwilę oddechu, mogę więc przynajmniej podziękować za wszystkie życzenia , za obecność w tym miejscu i za wszystkie komentarze. Jeszcze raz bardzo dziękuję.
Skupiłam się dzisiaj tylko na zdjęciach, na których umieściłam kilka chwil z ostatnich dni uwiecznionych aparatem.

Para zajączków , które towarzyszyły nam przez Święta Wielkanocne.
Dziewczynka z koszyczkiem została oprawiona w ramkę i była ozdobą świątecznej dekoracji. Stokrotki posadziłam wśród zielonego zboża.

Świąteczny stół w tym roku przykryty  został obrusem w drobne dzikie różyczki. Talerzyk z różanymi jajeczkami pasującymi do obrusa.
Uszyłam obrus w ulubionym fasonie nazwany przeze mnie "Maria Antonina", bo bardzo przypomina mi suknie z tej epoki.
Do obrusa uszyłam podkładki pod talerze, w środek wszyłam specjalny materiał ,który nie przepuszcza plam na obrus.

Na dzisiaj to wszystko, a następnym razem podzielę się tym , czym zajmowałam się przed Świętami i po nich, a co mnie absorbowało totalnie.
 Pozdrawiam cieplutko i życzę udanego tygodnia.