środa, 20 marca 2019

Daisy - urobek zimowy


Zaczyna się wiosna, czas zająć się ogrodem i przygotowaniami do Świąt Wielkanocnych, trzeba więc haft włożyć do szuflady. Pokazuję więc urobek hafciarski, tyle przez całą zimę wypociłam. Coś tam już widać, ale to chyba 1/3 całości..............może za kilka zim powstanie cały obraz. Gdy wyszyłam Pana Pawia zarzekałam się , że dużych gabarytów już nie wyszyję, a jednak zabrałam się za Daisy, a to dopiero hart rock .
 

środa, 13 marca 2019

Czas wysiadywania jaj


Zima mija, wiosna zagląda od czasu do czasu, nadeszła więc wielkopomna chwila wysiadywania jaj.

Stwierdziłam, że mam długą przerwę w tej czynności, skorupki od trzech lat leżą w pudełku i w końcu ktoś je zbije , a mnie przydadzą się nowe pisanki.
Z tej okazji Misiek zrobił mi przepiękny stojak na jajka ze starego drewna i jestem w trakcie roboty, a co z tego wyjdzie, o ile wyjdzie, pokażę niebawem.



Wypiję tylko kawę ...................i do roboty...........a robota pali mi się w rękach jak temu na dole, zwłaszcza szlifowanie. Do zobaczyska

czwartek, 14 lutego 2019

Patchwork w filmie


Nie lubię zimy, takiej bezśnieżnej , nijakiej, ale nie da się ukryć , że wieczory zimowe są jednak fajne.
Tej właśnie zimy postanowiliśmy z Miśkiem nadrobić zaległości filmowe i tak oglądamy sobie seriale na Netflix odcinek za odcinkiem  ciągiem, co mi najbardziej odpowiada , bo jak mam czekać tydzień na następny odcinek to połowy z tego już nie pamiętam. Jednocześnie haftuję sobie z uciechą i  to jest wielki pożytek z oglądania telewizji.
 W czasie kiedy szyłam potchworkowe poduszki trafił mi się serial z patchworkiem w tle i o tym chciałam napisać.



Alias ​​Grace to 6-odcinkowa seria Netflix oparta na książce Margaret Atwood o tej samej nazwie.

 Grace jest imigrantką z Irlandii, która została skazana za morderstwo jej pracodawcy i jego gospodyni (kochanki). W ciągu 15 lat Grace przeszła przez tortury w ośrodku dla uchodźców i izolacji w więzieniu, do nieodpłatnej służby i jednocześnie atrakcji w domu gubernatora więzienia. Zjednała sobie jednak grupkę zwolenników , którzy  wierzą w jej niewinność. Ta grupa angażuje psychiatrę, doktora Jordana, który ma przeprowadzić wywiad z Grace, aby ocenić jej zdrowie psychiczne i odkryć zapomniane wspomnienia o morderstwie.
 Wywiady między lekarzem a Grace odbywają się w domu gubernatora.  Podczas każdego spotkania pomiędzy Grace i Dr. Jordan, Grace układa ręcznie kołdry. 

To świetny thriller, zachęcam do obejrzenia.

 Ale nie tylko -    kołdry, pikowania i wzory pikowania pełnią potężną metaforyczną i symboliczną rolę w fabule.

To mnie bardzo zaciekawiło w tym filmie. Grace opowiada swoją historię i jednocześnie zdradza symbolikę patchworku, czego ja do tej pory nie wiedziałam i mam ogromną potrzebę poczytać o historii patchworku.



 Niektóre fragmenty z filmu mówiące o patchworku.

Podczas pierwszego spotkania Jordan pyta ją o kołdrę, którą robi.
"To dla Lydii, córki gubernatora. To kołdra z bali. Każda młoda kobieta powinna je mieć przed ślubem. Oznacza to, że w domu i w środku zawsze znajduje się czerwony kwadrat, co oznacza pożar w kominku. "

 Podczas tej samej sesji Grace mówi dalej o kołdrach:
 "Każda kobieta powinna zrobić przed ślubem trzy kołdry: Drzewo Raju, Kosz Kwiatów i Skrzynia Pandory."

 " Czasami, w czasach gdy pracowałam jako pokojówka, powiesiłam kołdry do wyschnięcia, wszystkie w rzędzie. Wyglądały jak flagi wywieszone przez armię, która idzie na wojnę ... Dlaczego kobiety zdecydowały się uszyć takie flagi i położyć je łóżkach? Sprawiają, że łóżko jest najbardziej zauważalną rzeczą w pokoju. A potem pomyślałam, że to ostrzeżenie ... Istnieje wiele niebezpiecznych rzeczy, które mogą mieć miejsce w łóżku. To miejsce, w którym się rodzimy, to nasze pierwsze ryzyko w życiu. Tam rodzą się kobiety, które często umierają przy porodach. I tu właśnie dzieje się dzieło kobiet i mężczyzn."

 Pod koniec serii widzimy Grace w jej domu, pracując nad własną kołdrą. Mówi ona

    "Chociaż zrobiłam wiele kołder w moim życiu, w końcu robię to dla siebie. Wzór tej kołdry nazywa się "Drzewo Raju" i zmieniam ją trochę, by pasowała do moich własnych pomysłów i mojej historii życia.. Na moim Drzewie Raju zamierzam umieścić dookoła węże. Bez węża lub dwóch brakowało głównej części opowieści. Samo drzewo jest w trójkąty z dwóch kolorów, ciemne dla liści i jaśniejsze dla owoców."
Następnie wyjaśnia, że ​​używa trzech tkanin ze znaczących epizodów w swoim życiu.

 W końcu Grace cofa się, by spojrzeć na swoją kołdrę, piękną wersję Drzewa Życia. Węże są moim zdaniem potężnym dodatkiem.



" W książce każdy rozdział nosi nazwę po innym bloku kołdry.
Symbolicznie, struktura powieści odzwierciedla kołdrę: zarówno bohaterowie powieści, jak i czytelnik muszą ułożyć całość z osobnych kawałków materiału. Ta mozaika metody konstruowania narracji, powieści lub "prawdy" staje się głównym motywem jednoczącym powieści. "

 Zamieściłam cytat o książce, chętnie bym ją przeczytała, bo film był intrygujący, no i na dodatek ten smaczek rękodzieła.



Długie teksty w dzisiejszej dobie są niepopularne, ale chciałam się z wami podzielić tym co mnie zaintrygowało i zainteresowało, może komuś się przyda.
Pozdrawiam cieplutko i mam nadzieję , że nie zanudziłam. 

środa, 6 lutego 2019

Dziadek do orzechów i ...



Należy dodać
szczyptę magii
aby próbować zmienić
smak życia ...




Dodajecie tę szczyptę magii do swego życia ? 
Bo ja się staram, a nawet muszę, inaczej nie mogłabym normalnie funkcjonować. Ciągłe stykanie się z chorobami i śmiercią dołuje, muszę więc uciekać w inny świat.Ucieczką jest haft, ucieczką jest malowanie, w pracach lubię umieszczać damy, elfy, bajki. Nie można ciągle żyć na poważnie, muszę czasami pobawić się jak dziecko , muszę zrobić nawet coś głupiego, nieprzydatnego , ale coś tak zajmującego, aby moje myśli krążyły daleko od rzeczywistości. To lekarstwo na zdrowie psychiczne.
I właśnie ostatnio miałam ochotę na malowanie , ale sama nie wiedziałam czego się uczepić. Miałam przed nosem zwykłe drewniane pudełeczko, pozostałość po opakowaniu leku, służące mi za podręczne pudełko na akcesoria do haftu. Na tym pudełeczku ktoś wyrzeźbił dziadka do orzechów i pomyślałam sobie "a czemu nie pomalować tego dziadka?". No to sobie malowałam ochoczo, potem coś namalowałam na pudełku, dodałam sentencję, potem postarzyłam i mam. Może to nie jest szczyt profesjonalizmu ,ani żadne dzieło, ot taki szkic trochę jak malowanka dla dzieci, za to miałam dobrą zabawę malując i odstresowałam się nieco.
Inspirację i kolory zaczerpnęłam od mojego prawdziwego dziadka do orzechów, kupionego na targu staroci w Świdnicy. Wygrzebałam go ze sterty innych dziadków , bo się szczególnie wyróżniał, miał coś w sobie, taki prawdziwy Madziar, no i te czarne loki, jak można się nie zakochać, zobaczcie sami.




Pozdrawiam cieplutko
 i dobrej nocki życzę ....pełnej magii. 


środa, 30 stycznia 2019

Patchwork - poduszki



Ostatnio wróciłam do maszyny i ochoczo zszywałam kawałki kolorowych materiałów, którymi obdarowały mnie dzieci z myślą , że uszyję dla nich poduszki do salonu na kanapę.
Jak widać tym razem nie tylko kwadraty się pojawiły, ale  i trójkąty. Nie bardzo wyznaję się w tej technice, więc pobuszowałam w necie i coś nowego się nauczyłam. Dowiedziałam się jak szybko można zszywać pasy materiału, a potem ciąć na kwadraty lub trójkąty. Bardzo to ułatwia pracę, a ja głupia kiedyś wycinałam każdy element osobno nie doceniając kreatywności kobitek, które patchworkiem zajmują się na co dzień.
Mam ciągle niedosyt, chciałabym zgłębić tę technikę bardziej, no ale to może jak doczekam się emerytury, bo na razie czasu na to braknie, a szkoda, bo to zajmujące zajęcie.
Najbardziej cieszy mnie przekładanie kolorowych kawałków materiałów i ich komponowanie, chyba się wtedy upodabniam do dziecka, które otrzymało nową zabawkę. 
A oto moje wypociny.


Poduszki na kanapie u dzieci w salonie.
Kiki w głównej roli, suczka moich dzieci.
W salonie u moich dzieci.
Patchworkowy fotel .


Dziękuję ślicznie za komentarze pod poprzednim postem, bardzo mi pomogły pozytywne fluidy wysłane od was.
Pozdrawiam cieplutko.


czwartek, 24 stycznia 2019

Biblioteka i klątwa


Istnieje coś takiego jak klątwa wisząca nad pracownikami Służby Zdrowia. Tłumacząc oględnie to jest takie zjawisko, które powoduje komplikacje w trakcie zabiegów, leczenia właśnie u pracowników, spowodowane przeklęciem tej instytucji przez pacjentów. Często coś idzie nie tak.
Jestem tego przykładem.
Jak wiadomo od jakiegoś czasu borykam się ze schorzeniami kolan, które dopadły mnie przez  pracę jaką wykonuję. Moje stawy wytrzymywały przez wiele lat dźwiganie pacjentów,  bieganie, stanie, chciałabym wiedzieć ile kilometrów przebiegłam w swoim życiu, piszę przebiegłam bo ilość zadań przekraczała moje możliwości i normalne chodzenie nie wchodziło w grę. No nie ważne. Chore mam stawy i już , nie ma co biadolić tylko trzeba się było ratować, aby móc dopracować do jakiejś lichej emeryturki i nadal pomagać bardziej ode mnie schorowanym ludziskom.
 Załapałam się na program leczenia komórkami macierzystymi. Nie myślcie sobie, że służba zdrowia to ma wszystko na już. Czekałam cierpliwie od października, kuśtykając , budząc się z bólu w nocy (do bólu można się w końcu przyzwyczaić) i doczekałam się terminu Rezonansu 15.12.18. Poszłam zadowolona , że nareszcie i co?...........W trakcie badania, kiedy sobie drzemałam w tubce, wysiadło światło, wysiadło zasilanie i badanie nie wyszło. Mało tego z owej tuby musiałam jakoś się wygramolić , bo nic nie działało. Szlag...............Czekałam znowu na następny termin. Po Świętach udało się wykonać badanie bez komplikacji. Otrzymałam wiadomość o terminie pobrania krwi w Krwiodawstwie, wstawiłam się a jakże, pobrali mi 350 ml.krwi i już miałam wychodzić, gdy się okazało, że jakąś próbówkę muszą mi dobrać i tu już nie było ciekawie, chyba wszystką krew mi zabrali bo za cholerę krew nie chciała lecieć. Pokłuta w sitko, ze zrozumieniem , bo się tak też zdarza, pojechałam do domu, szykując się na następny dzień na zabieg. Niestety, otrzymałam telefon z Krwiodawstwa, że z mojej krwi nie odwirowali osocza o określonych parametrach no i zabiegu nie było. 
Minęło dwa tygodnie i otrzymałam wiadomość , że mogę powtórzyć pobieranie krwi .Nie powiem stracha miałam solidnego, wiedząc, że dawca krwi oddaje jednorazowo 450ml i może oddać ponownie krew po dwóch miesiącach, a ja sobie przeliczyłam, że w ciągu dwóch tygodni mam oddać w sumie 700 ml krwi a do wielkoludów się nie zaliczam. Słuchajcie, z palpitacją serca oddałam dzisiaj krew, żyję, tyle tylko, że pół dnia przespałam.Jutro idę na zabieg.

I tu mam ogromną prośbę. Ja naprawdę staram się dobrze pracować i mam nadzieję, że nie zrobiłam nikomu krzywdy, a jak tak to nieświadomie. Bardzo proszę wstrzymajcie przeklinanie Służby Zdrowia na jeden dzień, jutro, niech ten zabieg przebiegnie bez komplikacji. Proszę przerwijcie klątwę ,która nade mną wisi.Pojutrze można już narzekać.


Biblioteka podczas przeprowadzki i teraz

W odpowiedzi na wasze komentarze wstawiam parę zdjęć mojej biblioteki.
Jest to pokój przechodni , z którego wchodzi się do mojej sypialni, zupełnie otwarty na klatę schodową. Od razu wiedziałam, że tu będzie biblioteka. Meblościankę wykonano na zamówienie, mieści się w niej wiele książek, jak widać to już miejsca nie ma, ale tu są też książki mojej córki, która czeka na swoje mieszkanie, więc się rozluźni nieco.
Szafki na dole są bardzo pojemne, mieszczą się w  nich moje gazety min.Burda, Anna , które ze sobą przywlekłam aż z Przemyśla. Oprócz starego sekretarzyka i biureczka z Ikei nie ma tu nic nowego, wszystkie klamoty ze starego mieszkania, może dlatego lubię to pomieszczenie i dobrze się w nim czuję.
 Kwiat który stoi na oknie odziedziczyłam po dawnych mieszkańcach, ma bardzo dobre wschodnie okno , więc rozrósł się niesłychanie.
Tutaj też umieściłam część swoich haftowanych obrazków, nikomu nie przeszkadzają, więc jest to moje królestwo. Tu spokojnie mogę siedzieć na kompie, albo rozłożyć się z szyciem.Biblioteka na pewno będzie się zmieniać z czasem, ale na razie jest OK.
Uważam , że w domu trzeba pomieszkać, aby wszystko pasowało do nas, ja mieszkam stosunkowo krótko , więc nie wszystkie pomieszczenia są zapięte na ostatni guzik.



Okno jesienią, pięknie przebarwiające się liście leszczyny.

Pozdrawiam cieplutko.

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Szyję sobie



Dziś króciutko - szyję sobie w wolnych chwilach, a co? Niedługo się pochwalę.

Dziękuję za wszystkie życzenia
i
Pozdrawiam cieplutko.


poniedziałek, 31 grudnia 2018

Nowy Rok Bieży





Życzę wam radości, która dostrzega
piękno małych rzeczy...
Nadziei , która nie gaśnie,
kiedy marzenia wydaja się zbyt dalekie.
Pokoju , który koi , kiedy wszystko wyprowadza z równowagi.
Wiary, która daje oparcie
kiedy bezradność przerasta ...

 Szczęśliwego Nowego Roku  !!!