czwartek, 2 kwietnia 2020

Coś dla relaksu - Li Ziqi


W ostatnim tygodniu przeżyłam ogrom stresu, tak jak pisałam byłam od czwartku na kwarantannie razem z całą onkologią, w sobotę otrzymałam wynik ujemny testu , w niedzielę dowiedziałam się , że znowu zrobią nam test.W poniedziałek znowu pobrano nam wymaz i dzisiaj dowiedziałam się , że wszystko u mnie w porządku , jestem ujemna. 

Moja córcia wiedziała , że po cichu stresuję się czekając na wyniki , więc podesłała mi link z filmikiem, chcąc mnie zrelaksować. Klaudynko strasznie ci dziękuję, strzał w dziesiątkę.

Chcę się z wami podzielić tą informacją, może i wy już znacie Li Ziqi, ale jeśli nie, to koniecznie włączcie jej filmiki. 
Polecam, pełny relaks, piękna muzyka, dziewczyna niesamowita, kreatywna, można też się zainspirować i zazdrościć. Chciałabym się teraz tak zaszyć, jestem gotowa nawet do ciężkiej pracy byleby daleko od tego co za oknem.
Jeśli macie dużo wolnego czasu, a zakładam, że tak , naciśnijcie guzik i zapomnijcie się choć na chwilę , warto, filmów jest wiele na różne tematy, każdy znajdzie coś dla siebie.
 https://youtu.be/8VO6ApTjGj4

 Troszkę informacji o Li Ziqi
"Gdy Li Ziqi pragnie smaku świeżego chleba, piecze go w piekarniku w kształcie psa, zbudowanym z gliny, którą wykopała z pobliskiego wzgórza. Kiedy chce nowego koloru warg, zbiera wosk pszczeli ze swojej pasieki i miesza go z płatkami róży wyrwanymi z jej ogrodu. Gdy nadchodzi zima, hoduje jedwabniki, zbiera tysiące kokonów, suszy surowy jedwab w świetle księżyca i wszywa go w ciepłą piżamę dla swojej babci. A chiński vlogger dokumentuje wszystkie te projekty w hipnotyzujących filmach oglądanych przez miliony subskrybentów.
 Na tle mglistych gór filmy Li są wglądem w życie z bajki, w którym często śledzą ją jagnięta i szczenięta w stylu Królewny Śnieżki. Jedyną narracją jest przyjacielskie pogawędki między Li i jej babcią, ale dźwięki - śpiew ptaków, chrupnięcie mrozu pod stopami, uderzenie tasaka, skwierczenie smażonego czosnku - zwabiają cię w trans ASMR, więc nie Zauważysz nawet, ile filmów nagrałeś.
 Spotykam Li na krytej strzechą drewnianej platformie unoszącej się na morzu lotosów, w jej wiosce na północy prowincji Syczuan, gdzie żyje w odosobnieniu, pomimo legionów fanów.
 Dla Li proste życie to praca na pełen etat. Jej projekty są anty-wygodne, przeciwieństwo posiłków Instant Pot i hakerskie życie, które Internet świętuje obecnie. Jej fani uspokajają się po długim dniu w biurze - jak na ironię, przyjmując uroczą wersję innego rodzaju pracy, której owoce faktycznie smakują. Świat Li czuje się całkowicie oderwany od hiperurbanistycznego krajobrazu Chin, ale jednocześnie fachowo posługuje się mediami cyfrowymi, aby zachować dziedzictwo kulinarne. Pytam ją, z jaką częścią tego paradoksu się utożsamia: czy uważa się za tradycyjną czy nowoczesną? „Oba” - mówi. „Mam nadzieję, że dzięki moim wysiłkom więcej ludzi dowie się o tradycyjnej kulturze chińskiej. To ma bardzo duże znaczenie ."

Cytat zaczerpnęłam z internetu. 



 Pozdrawiam cieplutko i trzymajcie się zdrowo. 


piątek, 27 marca 2020

Inna strona mojego życia


Inna strona mojego życia.......................ta trochę brzydsza, jestem na kwarantannie , czekam na wynik testu.
Pozdrawiam cieplutko i trzymajcie się z daleka od "koronki". Jak lubię wszystkie koronki świata jako robótkoholik, tak tej nieszczególnie. 

wtorek, 24 marca 2020

Niezapominajki na stół


W obecnym czasie ciągle towarzyszy mi strach, wchodząc do szpitala biorę głęboki oddech, przekraczam próg i pracuję. Wracam do domu i aby nie zwariować szukam różnych zajęć.

Będzie więc bardziej optymistycznie.

Chciałam odpocząć od swojej Daisy i wyszyłam sobie serwetki na stół w niezapominajki.
Haft bardzo prosty , nie wymagający myślenia , może nie wyszło najpiękniej , ale serwetki podszyte materiałem w niezapominajki wprowadzają ciepło i optymizm, wyszły takie troszkę babcine.


Pozdrawiam cieplutko i trzymajcie się zdrowo. 

czwartek, 19 marca 2020

Mock - mrok


Witam, i na wstępie przepraszam,  że będzie troszkę mrocznie, ale takie uczucia we mnie obecnie panują.
 W lutym udało mi się kupić bilety do Capitolu na Mock - Czarna Burleska.
Koniecznie chciałam ją zobaczyć, tym bardziej , że wystawiono ją na podstawie książek Marka Krajewskiego o detektywie Ebi Mocku, którego jestem fanką. Byłam bardzo ciekawa jak fabuła mrocznego kryminału sprawdzi się na scenie.
Sprawdziła się śpiewająco , byłam zachwycona.
 Nie mniej jednak twierdzę, że należałoby przeczytać książki , aby lepiej zrozumieć musical.
Cieszę się , że udało mi się podziwiać spektakl zanim uciszyła go epidemia.


Marek Krajewski napisał serię książek o detektywie Ebi Mocku, wątki kryminalne toczą się w scenerii dawnego Breslau, czyli obecnego Wrocławia.
 Napisał też serię książek o policjancie Edwardzie Popielskim, tu wątki kryminalne toczą się na wschodzie dawnej Polski i we Lwowie., a po wojnie we Wrocławiu.
Jestem fanką Marka Krajewskiego. I gdy tylko pojawiła się możliwości zakupienia całości serii zaczęłam ją zbierać i mam wszystkie części w swojej bibliotece.
Zachęcam do czytania, tym bardziej , że choć jest to kryminał, to można też prześledzić troszkę przedwojennej historii Wrocławia i Lwowa, chłonąć atmosferę tych czasów.


Nie najlepszy to czas, pracuję, codziennie toczymy walkę o każde pudełko maseczek, każdą kroplę płynu do dezynfekcji, mydła do rąk. Toczę walkę o to by się nie zarazić koronawirusem i nie przywlec diabelstwa do domu , do rodziny. Przeklinamy te braki ochrony osobistej personelu, nikt się nami nie przejmuje, sami musimy walczyć o siebie , jednocześnie o pacjentów. Moja siostra pracując w szpitalu w małej miejscowości, zmuszona jest do prania swojej maseczki...............nie żartuję. Moja osiemdziesięcioletnia  mama uwięziona w domu szyje z tetry maseczki, dzielna kobieta.
Taka jest prawda. 
Strach o rodzinę,  bezmyślność ludzi, nieodpowiedzialne decyzje prominentów odpowiedzialnych za nasz szpital i nie tylko, mnie paraliżuje.
Staram się żyć normalnie,  zaglądam do ogrodu, wysiaduję jajka, coś tam haftuję. Dzięki Bogu tak mogę się odstresowywać, dobrze , że człowiek ma jakieś pasje.
Pozdrawiam cieplutko, trzymajcie się zdrowo i uważajcie na siebie.Jasmin


niedziela, 2 lutego 2020

Daisy - następna odsłona


Wybrałam sobie wzór haftu nie myśląc racjonalnie.
 Nie wiedziałam , że ten wzór wypełni mi wszystkie wolne chwile , rozłożony na dziesięciolatkę. 
Pierwszy wpis odnośnie Daisy pojawił się 7.07.2016r, a mamy już 2020r., niestety końca nie widać.
 Wierzcie mi , że wszystkie wieczory poświęcam swojej damie i nie mam pojęcia jak długo to jeszcze potrwa. Na szczęście jestem uparta i cierpliwa, mam nadzieję, że dane mi będzie ukończyć ten obraz.
Jak w każdej miłości są  wzloty i upadki, są chwile kiedy całkowicie poświęcam uwagę Daisy, a są chwile kiedy ją zaniedbuję.Są też minusy tego układu. Nie mam zbyt wiele czasu na inne robótki i ubolewam , że nie mogę częściej tutaj bywać, bo właściwie nie mam co wam pokazać.




Najgorsze w tym wszystkim było monotonne tło , ale najlepsze przede mną, czyli  haftowanie twarzy.
Od poprzedniego razu trochę haftu przybyło , prawda?


Pozdrawiam cieplutko Jasmin 

niedziela, 26 stycznia 2020

Kuferek dla myśliwego


Kuferek powstał z myślą o prezencie dla zapalonego myśliwego. 
Całość bejcowana i malowana farbą kredową bardzo perfekcyjnie przez moją synową.
 Oddana do dekoracji w moje ręce........... i pojechałam po bandzie, brakowało mi tego. 
Uwielbiam prace końcowe , moment weny twórczej ,  chwilami zapał jest tak ogromny , że nie mogę przestać.


Pozdrawiam cieplutko.
Jasmin

środa, 1 stycznia 2020

Gałązka jemioły

Gałązka jemioły

Bardzo dawno temu poproszono mnie o wyszycie gałązki jemioły. Nigdy nie miałam okazji pokazać tego haftu, więc dzisiaj przyszło mi do głowy, aby go uwiecznić. Haft może i skromny, ale uroczy, wplotłam w kuleczki jemioły srebrną nić , a wzór graficzny dookoła gałązki wyszyty jest złotą nicią. Nowa właścicielka oprawiła skromny hafcik w piękną ramę i tak to jemioła stała się elegancką ozdobą na Boże Narodzenie.



Dawniej jemioła uważana była za roślinę świętą - przypisywano jej magiczne właściwości. Wierzono, że jemioła ochroni dom przed złymi mocami i zapobiegnie nieszczęściom, a sprowadzi powodzenie i bogactwo. Jemiołę wieszano w domu nad wejściem, pod sufitem lub nad stołem.


 W dzisiejszych czasach jemiołę wiesza się w domu na Boże Narodzenie na szczęście. Jednym z popularnych bożonarodzeniowych zwyczajów jest całowanie się pod jemiołą zawieszaną u powały. Ważne, by wiszące gałązki miały wiele owoców. 



Zasuszoną gałązkę jemioły należy przechować w domu do następnych świąt Bożego Narodzenia - gwarantuje to działanie przez cały rok magicznej mocy ziela.


 Bożonarodzeniowej gałązki jemioły nie wolno jednak wyrzucać prosto po świętach. 
Powinno się ją ususzyć i przechować cały rok, do następnych świąt, by jej magiczna moc mogła działać przez okrągły rok. W przeciwnym razie jej czar pryśnie. Zakochani pokłócą się, a przyjaźń się rozpadnie.
 

Dziękuję za pamięć, wszystkie życzenia świąteczne i noworoczne, pozdrawiam cieplutko. 

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Bombki koronkowe c.d


W tak zwanym międzyczasie, uskuteczniałam pisanie konturówką. Zajęcie to niezmiernie lubię i jak tylko mam okazję to staram się robić eksperymenty z konturówką. Wymyślam sobie różne koronki jak widać na załączonych fotografiach.




  Dużo radości dnia codziennego,
spełnienia marzeń co do jednego.
Miłości takiej, że świat nie widział,
zdrowia takiego, co nikt nie słyszał.
Pieniędzy tyle, że nie wiesz ile,
a wszystko to w radosną chwilę.

 Szczęśliwego Nowego Roku !


poniedziałek, 23 grudnia 2019

Dama z gałązką jemioły.


Szczęśliwych, dobrych Świąt Bożego Narodzenia, 
dużo ciepła rodzinnego,
 a przede wszystkim dużo zdrowia.


Dama z gałązką jemioły

W tym roku zrobiłam kilka bombek , oczywiście jedna musiała być z damą.Umieściłam ją w wianku z igliwia, dodałam trzy szklane bombki udekorowane konturówką, a całość zawiesiłam w ramie nad kominkiem, jako sezonowy stroik.

Pozdrawiam świątecznie
Jasmin

wtorek, 10 grudnia 2019

Baba wsiowa



Witam po bardzo długiej przerwie, spowodowanej wczuciem się w rolę wsiowej baby ( bez obrażania kogokolwiek ). 
Tak , mieszkam obecnie na wsi, więc jestem wsiową babą.
Wczułam się w rolę w 100%, jak widać na załączonym obrazku. Nawiasem mówiąc to ja nie wiem jak Panie , które robią zdjęcia swoich ogrodów tak pięknie wyglądają; ubrane modnie , kaloszki w kwiatki, tudzież takie same rękawiczki, narzędzia do kompletu, uśmiech na twarzy.
A ja? Jakoś tak nie potrafię. Grube dresy, czapka na głowę bo pada, no i grzywka trochę przesłania widok, , a przecież najlepiej się sadzi nowe rośliny w deszczu, ubabrana jak nieboskie stworzenie, bez makijażu, spocona targaniem taczek i ziemi. Nie narzekam , tylko się dziwię. Nie narzekam " bo sama chciała, to ma".
 Siedząc na małym balkonie w bloku , marzyłam o ogrodzie ,widziałam siebie jak leżę w hamaku i czytam książkę , albo siedzę sobie i wyszywam, a w tle słyszę trele ptaków.
Marzenie się spełniło, ogród mam, trele ptaków mam i to w nadmiarze, ale na resztę zabrakło czasu. Rzuciłam się w wir sadzenia, przesadzania, kopania , zamiatania igieł sosnowych, grabieniem liści, itc.
Jak weszłam do ogrodu na wiosnę, tak zeszłam z niego w jesieni, a właściwie to mogłabym nadal tam być, zagrabiając tony liści , ale już mi się zimno zrobiło, no i ile można!!!!. Zwariowałam ? czy co..........no może trochę.
Tak to jest , chciało się być damą, a zostało się wsiową babą. Nie martwcie się, jest mi z tym dobrze, nic do szczęścia mi już nie trzeba...............może jednak tylko ten hamak.





Buziaki, pozdrawiam z mojej wsi , Jasmin. 


środa, 20 marca 2019

Daisy - urobek zimowy


Zaczyna się wiosna, czas zająć się ogrodem i przygotowaniami do Świąt Wielkanocnych, trzeba więc haft włożyć do szuflady. Pokazuję więc urobek hafciarski, tyle przez całą zimę wypociłam. Coś tam już widać, ale to chyba 1/3 całości..............może za kilka zim powstanie cały obraz. Gdy wyszyłam Pana Pawia zarzekałam się , że dużych gabarytów już nie wyszyję, a jednak zabrałam się za Daisy, a to dopiero hart rock .
 

środa, 13 marca 2019

Czas wysiadywania jaj


Zima mija, wiosna zagląda od czasu do czasu, nadeszła więc wielkopomna chwila wysiadywania jaj.

Stwierdziłam, że mam długą przerwę w tej czynności, skorupki od trzech lat leżą w pudełku i w końcu ktoś je zbije , a mnie przydadzą się nowe pisanki.
Z tej okazji Misiek zrobił mi przepiękny stojak na jajka ze starego drewna i jestem w trakcie roboty, a co z tego wyjdzie, o ile wyjdzie, pokażę niebawem.



Wypiję tylko kawę ...................i do roboty...........a robota pali mi się w rękach jak temu na dole, zwłaszcza szlifowanie. Do zobaczyska