Zapach Jaśminu to świat widziany moimi oczami, pełen kolorowej bajki, pachnący jaśminem i ulotnością . To moje pasje, inspiracje, echa minionych epok, zachwyty nad pięknem natury, mistyką gór. Wchodzę więc do świata wyobraźni przez kolory farb , przez haft, liczę krzyżyki i niecierpliwie czekam na to co wyłoni się na płótnie , maluję igłą i nitkami, pędzlem i farbami świat pełen kolorów, kwiatów , dam i koronek.
Zapraszam

środa, 20 lipca 2016

Kuferek w słoneczniki


Chyba zostanę obwołana kuferkową królową , bo ja znowu wyskakuję z kuferkiem.
 Tym razem kuferek w słoneczniki , który wykonałam na prośbę kolegi z pracy, a przeznaczony był na prezent dla jego żony. Motyw wybrał on sam osobiście, a pozostałe elementy dobierałam sama do motywu nie znając gustu obdarowywanej. Mam nadzieję, że jej się podoba. Lubię robić bardzo osobiste przedmioty.
 A tak poza tym to lato upływa, a mnie znowu noga boli, właśnie dostałam następne zwolnienie z pracy i jak tak dalej pójdzie będę musiała zmienić pracę na siedzącą, tylko gdzie taką można dostać w moim zawodzie?. Jak do tej pory pokonywałam średnio 30 km dziennie na dyżurze , wierząc wyliczeniom naukowców, takim to sposobem sfatygowałam sobie kolana, a do emerytury muszę pokonać na piechotę chyba cały glob jak i nie więcej.
 Najgorsze jest to, że nie posiadam ogrodu w którym mogłabym spędzić lato i męczę się w mojej klatce, doprowadza mnie to do rozpaczy. Do tego moje kochane góry po których tak kocham łazić oddalają się co raz bardziej. 
 Dobra strona tej sytuacji to taka , że mam czas na haft i tego się trzymam jak rozbitek tratwy. Na razie jestem w amoku, więc macham igiełką intensywnie.
 A wam życzę udanych urlopów , podróży i słonecznego lata. Pozdrawiam cieplutko.


Ten post bierze udział w Urodzinowym Linking Party Kasi:




niedziela, 17 lipca 2016

Deszczowy wpis - Gra o tron po polsku


Leje, na dworze armagedon, u was też ? 
 Ale co tam , ja jestem przygotowana na każdą ewentualność. Jak nie wyszywam , to czytam, a mam co czytać.
 Ostatnio napatoczyłam się na pewną autorkę książek , której wcześniej nie znałam, a która uderza swoim pisarstwem w moją czułą strunę, czyli historię. 
Elżbieta Cherezińska to moje ostatnie objawienie. Pewnie mole książkowe dawno już ją znają, ja jednak dopiero ją odkryłam, na szczęście dla mnie.
 Historia to mój konik od zamierzchłych czasów, ale mam swoje ulubione epoki. Jak wiecie epoka Marii Antoniny fascynuje mnie dogłębnie, ale nie tylko, uwielbiam czytać o niezwykłych losach kobiet na przestrzeni wieków. 
Wydaje mi się , że fascynacja historią rozpoczęła się u mnie od momentu przeczytania "Starej Baśni" J.I.Kraszewskiego , Słowianie, zamierzchłe czasy, wierzenia, czas tworzenia się nowej struktury państwa, to jest to co tygryski lubią najbardziej. Sięgnęłam też do "Polski Piastów" Pawła Jasienicy i przeczytałam wszystkie tomy i nic dziwnego , że zdawałam maturę z historii.
 Od tamtej pory większą część moich lektur to książki związane choć częściowo z historią . A że w historii jest mnóstwo legend, niedopowiedzeń , a magia wplata się w nią niewidzialną nicią , to i takie lektury wpadają mi w rękę. Bo jak nazwać fascynację książką a potem filmem "Gry o tron"? 
Ło matko !!! ale się rozpisałam , a miało być o E.Cherezińskiej. 
 "Korona śniegu i krwi" i "Niewidzialna korona" to pierwsze książki tej autorki przeczytane przeze mnie . Do sięgnięcia po tę lekturę zachęciła mnie recenzja, która sugerowała podobieństwo do "Gry o tron", tyle tylko, że po tron polski. Bo to i Piastowie, i zawierucha rozbicia dzielnicowego, bezkrólewie, walka o tron, wpleciona magia. 
Przeczytałam i czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy, mam nadzieję, że dalsza część zostanie napisana. Polecam.

  "Pierścień, który zmyje klątwę... 
Miecz, który skłóci śmiertelnych... 
Orzeł, który przebudzi królestwo. 

 Czasy Wielkiego Rozbicia. Potężne ongiś królestwo w sercu Europy rozpadło się na księstwa, którymi władają skłóceni ze sobą Piastowie. Od wielu lat Polska nie ma króla. Na opustoszały tron padają pożądliwe spojrzenia sąsiednich władców. W głębi lasów budzą się ludzie Starszej Krwi, a wraz z nimi zapomniane przez stulecia demony. Z herbów schodzą bestie, by w walce wspomóc swych panów. Sieć intryg coraz ciaśniej zaciska się wokół młodego księcia Starszej Polski Przemysła II. 
Święte księżne, grzeszni książęta i szlachetni rycerze. Czas rozpocząć bój o koronę, najwyższy czas zjednoczyć królestwo.... "

niedziela, 10 lipca 2016

Viktoriański kuferek


Tym razem u mnie viktoriański kuferek, nazwa nasunęła mi się na myśl kiedy przyglądałam się różom na serwetce, którą wybrała sobie moja koleżanka.Takie róże często pojawiają się w motywach czy obrazach z minionych epok. Uparła się aby dać bejcę do tych róż , to i dostała, ja osobiście chciałam dodać biel i pudrowy róż, no ale klient nasz pan. Za to środek zrobiłam taki jaki chciałam, mając nadzieję , że będzie się podobać.


Do wykonania kuferka użyłam; 
 Bejca Colorit - bejca wodna do drewna ;dąb
 Lakier akrylowy Śnieżki Vidaron -lakier do wyrównania powierzchni, nazywam go roboczym
 klej do serwetek i serwetka
 Flugger 70 -lakier do wykończenia na połysk


  Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednimi postami i życzę udanej niedzieli.

czwartek, 7 lipca 2016

Lak A Daisy Memorial - nowy haft


Jak tam upływa wam lato?
   U mnie pracowicie, dyżuruję , dyżuruję, opiekuję się tymi , których nikt nie chce , bądź tymi którzy sami nie mogą sobie znaleźć miejsca w ówczesnym świecie, więc ręce pełne roboty, głowa pęka od krzyków, próśb, oczekiwań, utyskiwań, roszczeń itp........ konieczna jest odskocznia.      Postanowiłam wrócić do haftu , bo tylko on mnie dogłębnie relaksuje i uspakaja. Wakacje moje będą dopiero we wrześniu, postanowiłam więc przez lato hafcić i nie dać się zwariować, pełny relaks.


  Skorzystałam z promocji w Needl & art i zakupiłam wzór tej oto damy, która urzekła mnie od pierwszego spojrzenia. Atutem były pawie pióra, kocham pawie , mam wykonany haft olbrzymiego , pięknego Pana Pawia , mam wykonane kopyta pawie, ale damy z pawimi piórami nie posiadam. Najwyższa pora takową mieć.Wprawdzie nie stanie się  to szybko, bo wzór spory,  a dodatkowo wyszywam na płótnie , krzyżyki więc bardzo drobniutkie . Wyobraźcie sobie , że to co widzicie , to tylko rożek wzoru , na oko malutki hafcik , a w rzeczywistości wykonałam już pole 50 x 70 krzyżyków. Mam nadzieję , że cierpliwości mi wystarczy na długo, bo nie bardzo lubię wyszywać tło, a tutaj jest go bardzo dużo. Jednak bardzo mi zależy na wyszyciu tego obrazu, jest więc nadzieja.


W Needle & art zakupiłam w promocji płótno na którym powstaje obraz, to płótno Dublin 25" koloru białego, polecam , świetnie się na nim wyszywa.


Do zakupionego wzoru dołączona jest lista numerów muliny DMC, w sumie do tego haftu potrzebowałam 86 kolorów, większą część posiadałam, a resztę dokupiłam , można więc delektować się haftowaniem.


  Tak relaksujemy się razem z Miśkiem, ja wyszywam , on siedzi przy laptopie i oglądamy ....co? ...oczywiście piłkę nożną, jakby inaczej gdy się ma kibica w domu. Do tego śledzimy tour de france, no cóż jak się nie ma środków na podróż po Francji można z kolarzami zwiedzić ten kawałek Europy, czyż nie? A po za tym uwielbiam komentatorów : Tomasza Jarońskiego i Krzysztofa Wyrzykowskiego.  



Wzór , który zakupiłam i wyszywam to przełożenie grafiki Tracy Butler, a ja odnalazłam kilka grafik w jej wykonaniu, to te poniżej razem z moją Daisy.

  Pozdrawiam wszystkich cieplutko i życzę udanego dnia.

czwartek, 30 czerwca 2016

Pudełeczko ślubne


Dzisiaj króciutko, niezmiernie mnie męczą upały, ponad 30 stopni na zewnątrz, a w środku chyba z 200, dopadła mnie zmora trochę starszych dziewczynek niestety. Ale nie będę narzekać, mam świetną książkę i wiatrak, damy radę. 
A wam wkleiłam kilka zdjątek pudełeczka ślubnego, śmietankowego jak lody śmietankowe, to tak dla ochłody. Spadam pod wiatraczek i życzę miłego dnia.

 

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Przetwory - truskawkowe szaleństwo




Nie wiem jak wy, ale ja gotować nie cierpię , natomiast uwielbiam robić wymyślne przetwory , oczywiście nie w ilościach przemysłowych , ale odrobinę, po troszku tego albo owego. Zaszalałam z truskawkami i podzielę się z wami przepisami. Takie truskawki można wykorzystać do pieczenia, do naleśników, do lodów i nie tylko, mniam , palce lizać.

Truskawki z lawendą

Składniki ;
 1,3 kg świeżych truskawek
 1 kg cukru żelującego 1:1
 sok z 1 cytryny
 2 łyżeczki suszonej lub świeżej lawendy

 Przygotowanie: 
1. Truskawki odszypułkowujemy, kroimy na pół, wkładamy do do rondla razem z cukrem, sokiem z cytryny i lawendą 
2. Gotujemy całość ok 20 minut 
3. Słoiki wyparzamy w 120 stopniach przez ok 15 minut 
4. Przelewamy do gorących słoików, zakręcamy i odstawiamy do zastygnięcia, po otwarciu przechowujemy w lodówce


Frużelina truskawkowa wg przepisu Beaty 

Składniki;

 1 kg truskawek 
 1-1,5 szklanki cukru (zależy od słodyczy truskawek) 
 sok z jednej średniej cytryny 
 2 łyżki mąki ziemniaczanej (czubate) 
 około 50-100 ml zimnej wody do rozpuszczenia mąki

 Wykonanie; 

 Truskawki umyj, usuń szypułki, większe owoce podziel na połówki lub na ćwiartki. Włóż owoce do garnka, zasyp cukrem (użyj szklankę cukru, potem dosłodzisz wg potrzeby). Odstaw garnek na kilka godzin, aby cukier się rozpuścił, a owoce puściły sok. Podgotuj truskawki na małym ogniu - dodaj sok z cytryny. Gdy owoce zmiękną dodaj mąkę ziemniaczaną wymieszaną z wodą - energicznie wymieszaj. Przełóż frużelinę do wyparzonych słoików i zakręć.

 

sobota, 25 czerwca 2016

Następny różany kuferek


 Zamęczają mnie prośbami o kuferki, a to na biżuterię osobistą , a to na prezenty, myślę , że taki podarunek spełnia się doskonale. Mam więc do pokazania następny różany kuferek. Może to i nudne się robi , ale wkładam w każdą pracę mnóstwo serca, a blog jest o moich poczynaniach, więc kuferki będą się pojawiać.
 Dzisiaj jest tak potwornie gorąco, że pozamykałam i pozasłaniałam wszystkie okna , włączyłam wiatrak i mogę obrabiać zaległe zdjęcia moich prac i nie tylko. Mam nadzieję, że perypetie z komputerem już się nie powtórzą i będę mogła częściej blogować. 
Dziękuję za to, że mnie odwiedzacie, choć lato w pełni i zapewne większość je spędza na świeżym powietrzu, ja niestety całe lato pracuję, ogrodu nie mam i nie lubię się smażyć na słońcu, więc spędzę trochę czasu w cieniu swego domu. Mam ochotę na wyszywanie czego nie robiłam od dawna, trochę poczytam, muszę się relaksować bo dyżury coraz bardziej uciążliwe jak to w wakacje bywa. Pozdrawiam cieplutko,... a co tam cieplutko, .....gorąco.

czwartek, 23 czerwca 2016

Migawki pourlopowe


Siedzę sobie na nowym laptopie , poprzedni padł ze starości , chyba. Z tego tytułu mam dużo zaległości, sama nie wiem od czego zacząć.
 Zacznę więc od wspomnień z mojego bardzo krótkiego urlopu. Posiedziałam u dzieci we Wrocławiu kilka dni, miałam więc okazję odwiedzić stare śmieci, kiedyś dawno temu mieszkałam w tym mieście , ale to w tamtym stuleciu było, więc miasto się bardzo zmieniło, jest co od nowa oglądać. 
Przyjeżdżając z prowincji trzeba się troszkę odchamić, odwiedziłam więc nowo otwarte Muzeum Pana Tadeusza, bardzo ciekawe miejsce. 
Wpadłam na chwilę do sklepu Kasi Izydorczyk z http://manualnie.blogspot.com/, poznałam ją w końcu osobiście, z netu znamy się od bardzo dawna, szkoda , że nie miałam więcej czasu, może następnym razem. No, ale Wrocław znacie więc nie będę się rozpisywać, bo mogłabym przewodnik napisać z samych achów, bo kocham to miasto z sentymentu do młodych lat.
Jeden dzień poświęciliśmy na wycieczkę poza miasto, przekroczyliśmy granicę naszych sąsiadów i znaleźliśmy się w bardzo urokliwym miejscu, to Kurort Oybin w Górach Żytawskich, miejsce warte zobaczenia, spokojne i piękne, chętnie spędziłabym tam kilka dni, gdybym mieszkała bliżej granicy. 
Zapraszam ciekawych tego miejsca do galerii zdjęć .

  Parę słów odnośnie Kurortu Oybin.

Kurort Oybin to popularne uzdrowisko i zarazem malownicze miasteczko we wschodnich Niemczech, położone na obszarze Gór Żytawskich (Zittauer Gebirge) w bezpośrednim sąsiedztwie czeskiej granicy. Jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych są tu usytuowane na wysokiej i strzelistej górze (514 metrów n.p.m.) imponujące rozległe ruiny średniowiecznego czeskiego zamku królewskiego oraz pozostałości dawnego klasztoru celestynów. Pierwotna warownia wzniesiona została tu już w XIV wieku w miejscu dawnej strażnicy granicznej kontrolującej ruch na przebiegającym w pobliżu ważnym szlaku handlowym wiodącym z Czech do Łużyc. W XIV wieku zamek stał się jedną z ulubionych siedzib cesarza Karola IV Luksemburskiego (1316-1378), który także swoją obecnością chciał tu podkreślić czeskie panowanie na Ziemi Żytawskiej. To właśnie za jego rządów miała miejsce gruntowna rozbudowa twierdzy, a także rozpoczęta została budowa klasztoru dla przybyłych tu z odległych Włoch i Francji cystersów. W 1577 roku w wyniku uderzenia pioruna cały kompleks został dotkliwie zniszczony przez pożar. Po tym tragicznym wydarzeniu zaniedbany i opuszczony zamek zaczął stopniowo popadać w coraz to większą ruinę. Ostatecznego zniszczenia zamku i klasztoru dokonał obryw skalny jaki miał miejsce w 1681 roku. Obecnie romantyczna Góra Oybin stanowi jedną z największych atrakcji turystycznych Gór Żytawskich. Każdego roku miejsce to jest odwiedzane przez tysiące turystów. Cały kompleks składa się rozległych ruin dawnego zamku oraz imponującego korpusu kościoła klasztornego z przylegającym do niego cmentarzem. Z myślą o zwiedzających przygotowana została także restauracja z bufetem. Charakteryzujące się doskonałą akustyką ruiny pozbawionego dachu kościoła ze strzelistymi, gotyckimi oknami bardzo często wykorzystywane są jako miejsce w którym organizowane są różnego rodzaju przedstawienia a także koncerty muzyki poważnej. Dodatkową atrakcją miasta jest kursująca pomiędzy Żytawą a Oybinem - jedna z dwóch jakie zachowały się w Sudetach turystyczna - kolejka wąskotorowa. 
Skrzypce w murach klasztoru brzmiały tak nieziemsko , że chciałam tam zostać na zawsze.
 

 Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie.