wtorek, 7 sierpnia 2012

Torba z koronkowym kołnierzem

Torba z koronkowym kołnierzem

Wiem że każdy wyobrażał sobie co innego w stosunku do mojego haftu, może co niektórzy bardzo się rozczarują, ale to jest tylko torba. Haft elegancki a ja uszyłam sobie torbę do trzymania w niej przyrządów do upiększania takich jak suszarka i prostownica do włosów , golarki itp. Woreczek w postaci majtalonów pokazywany TU zużył się zupełnie, więc postanowiłam uszyć coś bardzo solidnego a jednocześnie dekoracyjnego do łazienki. Zdjęć łazienkowych nie będzie bo łazienka maciupka i trudno było o światło zwłaszcza w tak ponury i wietrzny dzień jak dzisiaj. No i mam , cieszę się ogromnie bo mieści się w niej sporo, jednocześnie torba jest solidna i trzyma fason. A jak się człek gdzieś wybierze można ja z całym wyposażeniem zabrać w podróż.


Uszyłam grube troki , pikowane, do zawiązywanie na rurce pod piecykiem , na pewno się nie urwą pod wpływem ciężaru rzeczy trzymanych w torbie. 

Torba podszyta gotową pikowanką z ocieplinką, wykończona falbaneczką koloru broszy. 


Specjalnie na okazję szycia torby zamówiłam materiał pasujący do tematyki i koloru haftu. To cienka bawełna, śliczna , w wytłaczane róże. 




Tak dziwnie się złożyło że czas uszycia torby zbiegł się z otrzymaniem paczuszki od Kajki z niespodzianką , ...........a tą niespodzianką są buciki zrobione z papieru specjalnie dla mnie, w stylu który uwielbiam i moim ulubionym kolorze, nawet falbankę mają identyczną jak falbanka w mojej torebce. Kajka nie wiem jak ci dziękować, oczywiście za przepiękne buciki ale najbardziej za to że pomyślałaś o mnie i z myślą o mnie je wykonałaś , to gest bezcenny, wielkie buziaki ci ślę. 


A tak ogólnie to zarobiona jestem w pracy po uszy i jakoś tak lato szybko mi mija że ledwo mam czas zauważyć że jest, gdyby nie okropne upały to pewnie nie wiedziałabym że istnieje. Dziękuję za komentarze i wpisiki, dziękuję za pamięć i odwiedziny, pozdrawiam gorąco.

piątek, 27 lipca 2012

Koronkowy kołnierz



Ukończyłam haft fioletowej koronki w kształcie dekoracyjnego kołnierza. Od kiedy zobaczyłam wzory takich właśnie różnych koronek, trochę oderwanych od postaci, istniejących osobno , zachorowałam od chęci posiadania takiego haftu. Zastanawiałam się tylko gdzie użyć taki haft, bo przecież obrazków to ja mam mnóstwo,nie chciałam następnego, zastanawiałam się czy aby nie użyć wzoru do przedmiotu użytkowego i w końcu wymyśliłam sobie projekt. I tak więc haft gotowy, materiał który wyszukałam specjalnie do mojego projektu przyleciał, będę więc szyć, a co z tego wyniknie pokażę niebawem.

Jak ogólnie wiadomo fascynuję się historią ubioru i dla mnie inspiracją do zrealizowania takiego projektu były koronki jakie pojawiały się w ubiorze dam wszystkich epok. Moda się zmieniała, zmieniał się kształt kołnierzy, dodatków do dekoltu sukien , koronki stawały się  bardziej delikatne i misterne. Po wielkim kryzysie i po drugiej wojnie zapomniano o  koronce, traktowano ją po macoszemu, uznawano jako  infantylny dodatek, był moment że nawet serwety choćby były najpiękniejsze stawały się obciachem. Na szczęście gdzieś w głębi duszy większości kobiet tęsknota do koronek kołatała się cichutko i obecnie wybuchła pełną piersią. Nawet najwięksi kreatorzy mody w ostatnich sezonach zaspakajają nasze oczekiwania, z czego ja jestem zadowolona.Przecież koronka to kwintesencja kobiecości, coś w niej jest takiego że lubimy jej klimat, przemycamy jej piękno do domów, do ubioru. I ja po nią sięgnęłam.


Koronka we wzorze jest czarna, myślę że wyglądałaby w czerni lepiej, lecz mnie bardziej pasował fiolet i tak też uczyniłam, zastosowałam kolor nici DMC nr 550. Na obrzeżach kołnierzyka dodałam perełki a dekolt wieńczy brosza, tak jak u dam na powyższych obrazkach.
 

wtorek, 24 lipca 2012

Len na poduszki


 Zmieniam co nie co w swoim domu, naprawdę co nie co. Są to drobne projekty dzięki którym troszkę wygodniej i ładniej się mieszka. Tym razem zmieniłam obicia na krzesłach w pokoju, chciałam aby stwarzały tło dla moich obrusików a tymczasem nie raz gryzły się z otoczeniem, z resztą były już stare. A w związku z tym że obecnie są bardzo jasne bałam się że szybko się pobrudzą. Uszyłam więc cztery poduszki na siedziska, wydaje mi się że teraz jest jaśniej w pokoju i oczywiście wygodniej. 


Poduszki proste w uszyciu, więcej namęczyłam się nad uszyciem troczków aż szesnastu. 


Do uszycia poduszek użyłam bardzo grubego , zbitego w splocie lnu. Taki len daje gwarancje dłuższej używalności, tak szybko się nie przetrze. Len zdobyty w wiadomym miejscu, czyli z odzysku. 


wtorek, 17 lipca 2012

Najmilsze chwile


Pochłaniam chwile błogiego haftowania. 

Dzięki wielkim sercom dwóch dziewczątek Bożenki i Kami nie przerwałam swojego haftu, mulinki do mnie dotarły. Kochane dziękuję wam za dary serca, mam nadzieję że odpłacę się wam z nawiązką w chwili potrzeby. Bezinteresowność obu bardzo mnie wzruszyła, to już dzisiaj rzadkość, ślicznie wam dziękuję. Buziaki

niedziela, 15 lipca 2012

Barwy ulicy


Chwilę mnie nie było, musiałam odwiedzić Kraków i zabrać moje dzieciątko do domu, edukacja w wielkim mieście się zakończyła. Jednocześnie zakończyły się moje pielgrzymki do tego miasta, które trwały przez osiem lat, tym bardziej że starsze dzieciątko też przeprowadza się w inne miejsce. Oczywiście zrobiłam zakupy jak zwykle korzystając z dobrodziejstw dużego miasta , no chyba nie myślicie o zakupach ciuchowych? co to, to nie.  Odwiedziłam obowiązkowo sklep firmy Flugger i zrobiłam zapas lakierów, bo kto mi będzie teraz kupował te produkty? potem udałam się do sklepu na ulicy Grabarskiej , jest dobrze zaopatrzony  w produkty do decoupage i innych technik, zostawiłam tam trochę kasy. Więcej już  się nie odważyłam naciągać Narodowy Bank Polski czyli Miśka a mam w Krakowie więcej takich miejsc w których nie raz zostawiałam część wspólnego majątku. Kasyna nie są mi do niczego potrzebne, zakupocholizm przydasiów mógłby doprowadzić mnie do bankructwa nieuchronnie. 
Oczywiście chciałam się też pożegnać z niektórymi miejscami, Rynkiem, Wawelem , Wisłą, oczywiście nie jako typowy turysta , nie zwiedzałam , to mam już za sobą, zrobiłam pieszą wycieczkę nastawiając się tylko na wchłanianie widoków.


W moim wędrowaniu poszukuję uliczek z klimatem, galeryjkami, sklepikami, lubię oglądać wystawy malutkich sklepików gdzie szmelc , mydło i powidło, czasami odnajdę bardzo ciekawe sklepiki z produktami ręcznej roboty, czasami jakieś starocie, lubię przysiąść się w jakieś knajpeczce na kawę, piwo , czasami smacznie i niedrogo zjeść, gdzieś tam gdzie raczej zwykły turysta nie dociera , chyba że ma dobrego przewodnika. Lubię.............odkrywać nowe miejsca. Lubię atmosferę ulicy, gdzie ma się wrażenie że ludzie tu żyją wolniej ...............inaczej...........kreatywniej. 


Lubię...........odnajdywać historię w szczegółach. 


O ! tu coś ciekawego się dzieje.................... 


Czyżby zakład fryzjerski otworzyli na ulicy? czy to co innego..... ?


To się nazywa kreatywność. 

Chwilę poczekam , nazbieram co nie co zanim otworzą , będzie jak znalazł..... ,
 

Takie obrazki też wpisane są w klimat miasta, to samo życie. 

sesja zdjęciowa w roli głównej modelka Jasmin

I kocham atmosferę Kazimierza, w tle moja najbardziej ulubiona knajpka, o której kiedyś w poprzednim blogu pisałam, wkleję ten wpis jeszcze raz niedługo. 


wtorek, 10 lipca 2012

Kufer w stylu Shabby Chic


Zmieniam temat i wracam do robótek bo to chyba najlepiej mi wychodzi. Jak już nie raz pisałam obydwoje z Miśkiem mamy swoje zainteresowania i hobby, co wiąże się z gromadzeniem niezbędnych przydasiów i upychaniem gdzie się da w małym mieszkaniu. Czasami zaczynają mnie drażnić wszędzie walające się pudełka i wymyślam sposoby pochowania wszystkich drobiazgów. Wiadomo ja mam niezbędne rzeczy do decoupage, wyszywania i szycia a Misiek części do zegarków, zegarki,, aparaty fotograficzne, części do składanych rowerów, części przygotowane do wysyłki itp. Pewnego dnia zaświtał mi pomysł kupienia dużego kufra na Miśkowe szpargały. ( We wcześniejszym poście widać kufer jeszcze nie pomalowany)


Kufer stał na środku zagracając pokój dzieci. Miałam więc kufer ale pomysłu gdzie go zmieścić żadnego, a i wena nie przychodziła. Za to teraz przyszła ze zdwojona siłą i kufer wyszedł z warsztatu .Znalazłam miejsce w przedpokoju usuwając kosz na bieliznę który zamieniłam na mniejszy i wcisnęłam do łazienki.
Wystrój przedpokoju narzucił mi dekorację kuferka w stylu Shabby Chic.


Kufer zabejcowałam, potem pomalowałam farbą ecrii, przetarłam na brzegach , umieściłam reklamę transferem i polakierowałam. 


 Zdjęcia nie najlepszej jakości ale niestety mało światła dociera do kufra. 


Reklama paryskiego zakładu mody ściągnęłam z internetu od jakiejś dobrej duszyczki która udostępniła wszystkim, więc skorzystałam. Ale jak ta duszyczka się nazywa ? nie pamiętam, nie zapisałam , a szkoda bo pięknie bym podziękowała, sama nawet nie wiedziałam do końca czy się przyda. Na kufrze miała być reklama zegarków ale nie znalazłam odpowiedniej więc jest kapelusz. Nawet dobrze się składa bo przedpokój to bardziej buduar damy niż pracownia zegarmistrza. Wprawdzie w kufrze jest asortyment zegarkowy Miśka ale o tym sza.


Muszę przyznać że zdzieranie papieru z transferu o takiej dużej powierzchni to bardzo mozolna i długa praca, już miałam chwilami dość. 



Dziękuję wszystkim za odwiedziny i komentarze, nawet te nieprzychylne, przecież na tym świecie nie wszystko jest tylko słodkie , znamy przecież inne smaki . 



sobota, 7 lipca 2012

Pocztówka z wakacji

pocztówka z nad rzeki Wiar

Chciałabym wam przesłać pocztówkę z wakacji, ale nie wyjeżdżam bo ich już trzeci rok z rzędu nie mam. To jest jeszcze jeden minus uprawiania mojego zawodu, W tym roku i tak jest luz bo remont na oddziale trwa i część sal jest wyłączonych z obiegu, ale już wracamy do rzeczywistości powolutku  Remonciku trwaj!!! 

Ale co będę marudzić, taki zawód mam i już tego nie zmienię choćbym bardzo chciała a najbardziej to bym chciała by przestał zupełnie istnieć.
  
Urlop będę miała dopiero we wrześniu, liczę tylko na to że nie będzie padać, chciałabym odpocząć na świeżym powietrzu a nie w murach, tego mam  dostatek cały rok.


 Udaję więc czasami że też mam wakacje i na przykład pozwalam się Miśkowi wywozić do wód nad rzekę Wiar aby tam kosztować kąpieli słonecznych.        A i owszem Misiek tego słońca kosztuje w nadmiarze i tylko przebrzydłe bąki które go gryzą mogą go wykurzyć z fotelika ustawionego w rzece. Ja natomiast zażywam raczej kąpieli wodnych i biczów wodnych z bąbelkami. Naprawdę tam są. Wiar to rzeka górska która co roku w tym samym miejscu wygląda inaczej, przy wiosennych roztopach niesie ze sobą kamienie i trzeba tylko odnaleźć miejsce gdzie większe głazy ułożyły się blisko siebie i gdzie jest zwężenie koryta, nurt jest tam bardzo szybki. W takim to miejscu, usadawiamy się na kamieniu jak na fotelu i pozwalamy rzece biczować się i masować ile wlezie. Siedzę więc w wodzie i wsłuchuję się w szept rzeki, cisza, woda i ja. Rehabilitacja na mój biedny kręgosłup idealna i to za darmo. 
I tak to, jak miałam alabastrową skórę tak i mam, no może troszkę biel przełamałam, bo jak dobrze się przyjrzeć to odbicie szelek można ujrzeć. 

Czysta woda w rzece Wiar

Nie wiem jak u was ale u mnie nadal afrykańskie upały bez grama deszczu. To zdjęcie jest strasznie wymowne , ile razy na nie spojrzę tyle razy chce mi się pić . 
Nie ma czym oddychać, ale nie narzekam, przecież niedawno narzekałam że zimno i deszcz leje cały maj i czerwiec, brr.........nie narzekam , jakoś to przetrzymam , choć ja to typ skandynawski, ............jakoś przetrzymam, dla dobra tych co to urlop mają i chcą tego słońca..........jakoś przetrzymam.

czwartek, 5 lipca 2012

Pot się leje a ja szyję


Jakoś tak mam ,że zawsze coś robię pod prąd. Zaczęły się wakacje ,upały, wszyscy smażą się na słońcu, odpoczywają a mnie wena twórcza ogarnęła ze zdwojoną siłą. Zamiast odpoczywać między dyżurami, zwłaszcza że nie ma czym oddychać a pot leje się strumieniem , to ja za szycie się wzięłam. Powyciągałam szmatki zdobyte " wiadomo gdzie" i kombinuję. Latam tylko pod zimny prysznic i dalej do roboty. 


Przy biurku już nikt nie zasiada, a pod biurkiem sterta pudełek z " bardzo potrzebnymi" rzeczami mego Miśka. Strasznie mnie to irytowało od dłuższego czasu. Ale jak się ma małe mieszkanko to cóż robić ,każde miejsce dobre na zachomikowanie " przydasiów". Uszyłam więc zasłonkę z bawełenki w kolorze ścian z drobnymi kwiatuszkami. Pudełek nie widać a mnie ulżyło, wszystko pochowane.
 

Przy okazji z resztek materiału powstała poduszka, zawiązywana na troczki a na przodzie wstawka szydełkowa znaleziona w wiadomym sklepie, (nadal nie szydełkuję osobiście). Będzie jak znalazł na krzesełko. 


Zasłonkę uszyłam z poszewki , wykorzystałam do poduszki  haftowany brzeg który ucięłam szyjąc zasłonkę. 


Na zasłonkę przyszyłam delikatną bawełnianą koronkę w kolorze ecrii. Misiek przykręcił reling pod biurko i można było zasłonkę zawiesić. 



Tak wiem - że to nie dzieło sztuki 
Tak wiem - że to nie żadne salony
Tak wiem 
Ale.......

niedziela, 1 lipca 2012

Wiśniowe ptaszki i wiśnie w cieście


Tak to człowiek ma pecha, ten człowiek to ja. Jak wpadłam w amok wyszywania to nici mi zabrakło. Zawsze miałam dwa sklepy z nićmi DMC no i niby mam je nadal ale niestety coś się popsuły. To znaczy nie sklepy się popsuły tylko właścicielki owych sklepów , to już któryś raz odchodzę z kwitkiem , ciągle jakiś kolorów brak, i tym razem mojego fioletu 550 nie ma, muszę poczekać na dostawę. Wkurza mnie to, cosik nie zależy pańciom na klientach , jeśli się nie doczekam nici w nadchodzącym tygodniu będę zmuszona zamówić w internecie a to się wiąże z wielkim ryzykiem . Chyba wiecie o co mi chodzi, zaraz pozamawiam dodatkowe "przydasie" od których szafy pękają. 

 A tymczasem powstała mała podusia wypchana lawendą, z ptaszkami które uwielbiają czereśnie i wiśnie dla tego mają takie upierzenie. I tak dzięki braku muliny 550 moja koleżanka została posiadaczką takiego maleństwa. 


 A dzisiaj rano odnalazłam wspaniały przepis na ciasto z owocami. W sam raz dla mnie, jestem zbieraczką przepisów nie wymagających od mojej osoby wysiłku , jakoś im starsza jestem tym bardziej w odwrocie od kuchni, a jeszcze tak gorąco, komu by się chciało piec? no mnie na pewno nie. I tak dzięki Adzie z Drobiazgów Domowych mam przepis na całe lato, stokrotne dzięki za podsunięcie pomysłu. Potrzebny tylko zapas ciasta francuskiego i bieżące owoce. Przygotowanie zajmuje 5 min. , pieczenie 10 min. Ciasto kroimy w kwadraty , kładziemy owoce i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Takie ciasteczka można przygotować codziennie do kawy przez całe lato.

Wykwintne ciasto z wiśniami. 


czwartek, 28 czerwca 2012

Na tamborku fiolety koronkowe


Nareszcie rozpoczęłam nową robótkę. Postanowiłam sobie sprawić prezenty, tak , właśnie sobie. Kilka pomysłów już dawno kołatało mi się w głowie, musiałam tylko ubrać je we własnej wyobraźni. Już tak mam że jak chcę urzeczywistnić swój pomysł to najlepiej robię to przed snem. Zamykam oczy i projektuję szczegóły, wymyślam kolorystykę, zastanawiam się jak to uszyć, jak ozdobić , jak oprawić aby wszystko ze sobą grało. Wyświetlam projektorem swego umysłu obraz w wyobraźni i widzę to coś jakby było prawdziwym prototypem. Gdy się obudzę wiem co chcę uzyskać i jak to ostatecznie ma wyglądać. Gorzej z realizacją , czasami muszę modyfikować prototyp lub nie co zmienić ale w większości udaje mi się wykonać to co sobie wyobrażałam. 
Jeszcze nie zdradzę co to będzie, ale to ma być tylko i wyłącznie dla mnie, powracam więc do dam i świata pełnego koronek oraz do ulubionego głębokiego fioletu.