sobota, 13 listopada 2010

Kurs - naklejanie motywu na bombkę i domalowywania


Wędrując po blogach  zauważyłam dużo świątecznych prac w tym bombki, przyglądając się im uważnie. Pamiętając moje pierwsze zmagania z kształtem obłym pomyślałam że może warto przenieść z poprzedniego bloga to co napisałam w sprawie naklejania na owe kształty i domalowywania brakujących części. Może te porady komuś się przydadzą aby poprawić to co jeszcze im nie wychodzi lub może będzie impulsem do pierwszego kroku podjęcia wyzwania jakim jest obły kształt. Myślę że jest to dość trudne ale możliwe do wykonania, tym bardziej że udaje mi się naklejać całą serwetkę lub obrazek wydrukowany na zwykłym papierze. Trzeba tylko umiejętnie ponacinać papier bądź serwetkę.


Przykładamy do bombki motyw i dopasowujemy do krzywizny.Na tym etapie przyglądam się obrazkowi i szukam miejsc przecięcia, tak by były jak najmniej widoczne . To są wszystkie linie na rysunku.



W niektórych miejscach przecinam przed przyklejaniem, tutaj jest to linia zakończenia majteczek gdzie majteczki są pomarszczone i łatwo będzie nam zgubić ślad po przecięciu.


Drugie to nacięcie wzdłuż czerwonej książeczki .
Moczymy motyw przez chwilę w wodzie, unikniemy pęcherzyków powietrza i jednocześnie papier będzie bardziej podatny na układanie.
Osuszamy papierowym ręcznikiem.
Nakładamy klej na przedmiot w małej ilości  i przykładamy motyw papierowy na środku nie przyklejając całości.


Tam gdzie przecięłam majteczki przyklejam nóżkę od środka motywu.


Teraz przyklejam nóżkę znajdującą się na zewnątrz motywu naciągając ją do góry i układając do krzywizny bombki na tzw. zakładkę.


Przyklejam dziewczynkę , odchylając resztę przyciętego motywu.


Następnie przyklejam kawałeczek motywu z książką naciągając go na dziewczynkę na tzw.zakładkę.W trakcie pracy okazało się że nacięcie obok książki nie wystarczyło , musiałam naciąć jeszcze nóżkę, dlatego nigdy nie przyklejam motywu całego tylko środek, często robię nacięcia w trakcie przyklejania.


Odchylam motyw i smaruję klejem miejsce naklejenia nóżki, często klej daję tylko w miejscu środka motywu a później smaruję nim tylko miejsce na którym pracuję, ułatwia to wszystkie poprawki.


Przykleiłam nóżkę i pozostał mi kawałeczek motywu , gdybym przykleiła go zakrył by  motyw książeczki,a tak nie może być.


Doklejam więc dokładnie do brzegu książeczki i resztę obcinam.


Po przyklejeniu całego motywu całość smarujemy klejem, naduszając i prowadząc pędzelek od środka na zewnątrz aby wypuścić znajdujące się powietrze pod motywem i aby motyw zabezpieczyć.
Następnie lakieruję całość lakierem akrylowym.Po co?trzeba jeszcze pocieniować dookoła obrazka i domalować szczegóły, lakier pozwala na korektę jeżeli nam coś nie wyjdzie.


Cieniuję farbkami dookoła motywu.


Na ty motywie jest wyraźny ślad od przecięcia, musimy go zamalować, do tego stosuję bardzo cienki pędzelek
Dobieram kolor czerwony do skarpetki i maluję, ślad po przecięciu znika.


Zamalowałam też brzeg sukienki białą farbką , ślad po przecięciu znika, tak postępuję z każdym miejscem przecięcia , jeżeli jest w jakiś sposób widoczny. Tak można zamalowywać zmarszczki jeżeli takowe się zdarzają.
Całość lakierujemy, szlifujemy papierem ściernym wodnym co dwie warstwy aż do momentu wtopienia motywu tzn.nie czujemy przy dotyku papieru a powierzchnia jest idealnie równa, wszystko pięknie się wyrównuje a nasze domalunki nie są widoczne. 


Kilka ujęć jak zamalowuję puste pola bo np.serwetki zabrakło.Tutaj już położyłam troszkę fioletu.


Naszkicowałam domki aby uzupełnić obrazek.


Domki już prawie gotowe.


Domalowałam dachy , troszkę drzewka i zieleni i mniej więcej prawie wszystko.
Tak oto nie ma co włosów drzeć na głowie jak nam serwetki na całą bombkę nie wystarczy, albo jak się zrobią zmarszczki czy położymy serwetkę na zakładkę. Pędzel w garść i namalujmy braki farbkami a zmarchy zamalujmy identycznym kolorem . 


Zdjęcia pokazują jak bombka wygląda przed domalowaniem tła ( ta akurat była zrobiona ze ścinków serwetki, które zostały mi po wykonaniu bombki z reniferkiem ale musiałam dorobić jeszcze jedną identyczną,domalowałam więc tło) 


I po domalowaniu tła -kwestia tylko dobrania identycznego koloru jaki mamy na pozostałej części motywu.


Jak widać na tym zdjęciu można bombkę zrobić z części motywów , pozostałą część domalować.
Udanego bombkowania wszystkim zabombkowanym życzę, ja na razie mam zamiar zamówić kilka bombek i może uda mi się jeszcze w tym roku kilka udekorować.

środa, 10 listopada 2010

Wersal, koafiury, pudry i róże

Maria Antonina


Historia to moje drugie hobby po robótkach wszelakich, więc niestety  czasami męczę wpisami o niej , jednak wybiórczo, troszkę  z życia dam . Dzisiaj o fryzurach XVIII wieku, czyli inaczej o koafiurach, troszkę o pudrach i różach, czyli o babskich sprawach tak bliskim każdej z nas.



Dworski styl życia symbolizowały praktyki, jedną z nich "stanowiło obfite nakładanie różu na policzki - nie delikatnych cieni, ale ogromnych, precyzyjnych kół w kolorze zbliżonym do szkarłatu.Casanova uważał, że róż podkreśla oczy kobiet i wskazuje na "miłosny szał", natomiast wdowy - na przykład Maria Teresa - przestały się malować, dając tym samym wyraz powadze. Maria Antonina, mimo swojej wspanialej cery,musiała go nakładać co ranka na oczach "całego świata". Jednak różu w Wersalu nie noszono po to, by czarować. Stanowił oznakę, czy raczej dwie oznaki, rangi i wyróżnienia. Z tego właśnie powodu przekupki wyglądały jak " uróżowane stare lalki", według Madame Vigee Le Brun, ponieważ próbowały naśladować wielkie damy, nie bacząc na zakaz używania różu przez ludzi spoza dworu. Do 1780 roku Francuzki zużywały podobno dwa miliony słoiczków tego kosmetyku rocznie.
      Gości z innych dworów często bulwersowało to, co widzieli. W latach sześćdziesiątych osiemnastego wieku Leopold Mozard uznał, że francuskie arystokratki wyglądają jak drewniane norymberskie lalki z powodu tego "obmierzłego makijażu", nieznośnego dla oczu przyzwoitego Niemca. Cesarz Józef II był równie uszczypliwy i wyśmiewał się z groteskowego wyglądu swojej młodszej siostry. Nakładając róż i wydając na niego niemało pieniędzy - był tak drogi, że biedniejsi ludzie używali czerwonego wina, by zabarwić policzki na pąsowo), Maria Antonina na razie ulegała konwenansom Wersalu"
cytat z książki  "Maria Antonina podróż przez życie" Antoniny Fraser



Inną symboliczną praktyką w Wersalu " było nieodzowne pudrowanie włosów. Obyczaj ten stał się tak powszechny - w 1770 roku bez pudru nie można było dostać się na dwór - że zapach tego kosmetyku oraz pomady, którą aplikowało się najpierw, by go utrwalić) przesiąkł osiemnastowieczny Wersal i na długo pozostawał w pamięci tych, którzy pałac odwiedzili. Podczas obsypywania fryzur pudrem dworzan ubranych w oficjalne stroje okrywano ogromnymi pelerynami, natomiast Ludwik XVI potrzebował obszernego peniuaru. Ogromne konstrukcje z wełny, pakuł, poduszek i drutu, jakby "zanurzone w pojemniku z mąką" których wprowadzenie tak często przypisywano Marii Antoninie, były używane w Wersalu, jeszcze zanim ona tam przybyła"
cytat z książki  "Maria Antonina podróż przez życie" Antoniny Fraser



" Maria Teresa wpadła we wściekłość, gdy przeczytała o koafiurach córki. Wysokie na blisko metr, a ile w nich piór i wstążek! " Młoda , ładna i pełna wdzięku królowa nie potrzebuje takich szaleństw" - ciskała gromy cesarzowa.
       Z łatwością jednak można by wysunąć argument, że jednym z obowiązków królowej Francji - ośrodka świata mody, który z finansowych względów chciał utrzymać się na tej pozycji - było czuwanie, by moda się rozwijała, dodając osobisty przykład. Pióra , które irytowały austriacką cesarzową, dzięki Marii Antoninie stały się tak popularne, że powstał dochodowy przemysł. ...Kunsztowne przybrania głowy, nazwane pofs (pufy), często nawiązywały do losu ich właścicielki - miniaturowe niemowlę i mamka informowały, że księżna de Chatres właśnie urodziła dziecko, malutka urna pogrzebowa przeznaczona była dla wdowy - lub do ostatniego krzyku mody, na przykład lotów balonem czy politycznych wydarzeń, takich jak rewolucja amerykańska.(...) W rzeczywistości losy Paryża zależały całkowicie od finansowego wsparcia arystokracji, dzięki któremu funkcjonował przemysł miasta, produkujący głównie przedmioty zbytku. Dla wielu cudzoziemców sens pobytu w Paryżu stanowiła moda. Thomas Jefferson zaprenumerował magazyn "Cabinet des Modes" i wysyłał ryciny przedstawiające wzory strojów znajomym damom w Ameryce."

"Sławny fryzjer Leonard pojawiał się w Wersalu raz na siedem dni, w niedzielę, pozostawiając codzienną pracę innym, na przykład swojemu pomocnikowi pięknemu Julianowi. Po prostu w tygodniu mistrz miał zbyt dużo zajęć w swoim paryskim salonie. Leonard był żywym, dobrodusznym Gaskończykiem o ostrym dowcipie i gwiazdorskim temperamencie."
cytat z książki  "Maria Antonina podróż przez życie" Antoniny Fraser



Ciekawostki

Oczywiście konstrukcje takie były bardzo czasochłonne (co niezbyt się liczyło), i bardzo kosztowne (co czasem miało znaczenie).
Tak skomplikowanej konstrukcji oczywiście nie można było zdejmować na noc a myciem nikt się nie przejmował. Aby nie zniszczyć dzieła damy spały na siedząco z fryzurą zabezpieczoną odpowiednim pokrowcem - workiem. Czasem trwało to poświęcenie kilka tygodni, aż się konstrukcja rozpadła.
'London Magazine' informował w 1768 roku o pewnej damie, która 'otworzyła', znaczy się zdjęła fryzurę po dziewięciu tygodniach. Wielką musiała być z niej modnisia.
Ale kto powiedział, że jakakolwiek moda ma być przyjazna jej wyznawcom?..
Natomiast była nadspodziewanie przyjazna dla wszelkiej naturalnej fauny zamieszkującej ludzką głowę, a także dla rzadziej spotykanych w tym środowisku zwierzątek.
Lady Coke of Norfolk poroniła z przestrachu, kiedy wykryła myszy w swojej koafiurze. A myszy w owym czasie było mnóstwo w każdym domu, więc trudno się dziwić, że chętnie wybierały sobie takie bezpieczne pomieszczenie.
Wraz z wymyślaniem kolejnych fryzur, wymyślano zatem również… przyrządy, które dawały możliwość drapania skóry głowy oraz pułapki na insekty.

Markiza de Pompadeur

Historia fryzur XVIII wieku jest niesamowita. XVIII wiek jest uważany za "wiek kobiet". To czas, wyrafinowania, maniery, prostoty i koafiur sięgających monstrualnych rozmiarów.
Historia fryzur kobiet 18 wieku można podzielić na kilka etapów.
Nowa era rozpoczęła się w 1713 roku, na uroczystym przyjęciu w Wersalu, kiedy to księżna Shrewsbury pojawiła się przed Ludwikiem XIV z gładkimi i lekko kręconymi włosami, zdobionymi koronkami i kwiatami. Ta pozorna prostota stała się główną tendencją stylu rococo.

Wszystkie panie z obrazów Watteau, Boucher, Patera, de Troyes, Chardin mają fryzury proste i skromne, ale pełne wdzięku , bez względu czy jest to luksusowa markiza de Pompadour czy cnotliwa Maria Teresa . Wystarczy posłuchać nazwy fryzur: "Butterfly", "sentymentalny", "tajne", "maminsynek".
Jednak gdzieś od połowy lat 70-tych fryzura "dorastała" ponownie, aż osiągnęła niesamowite kształty i rozmiary.
Rewolucja francuska zmieniła to wszystko.



W drugiej połowie XVIII wieku Europę ogarnęła anglomania, a więc naśladowano także angielskie fryzury, a te w porównaniu z francuskimi były znacznie uproszczone. Damy pozbyły się uciążliwych peruk, a włosy, najczęściej już nie pudrowane, opadały swobodnie na ramiona w obfitych puklach i lokach.

Mozart u fryzjera

czwartek, 4 listopada 2010

Komplet fiołkowy



Ułożyłam sobie plan i na razie trzymam się go ściśle, jest to dla mnie bardzo męczące i nie wiem na jak długo wystarczy mi cierpliwości, efekt opanowania chaosu to ukończony komplecik fiołkowy. Wyciszyłam nerwy jak zobaczyłam że ze sterty pozaczynanych prac trochę ubyło.



Komplecik przeznaczony jest do haftu nocnego tzn. zapakowany w sakiewkę zmieści się do torebki i powędruje ze mną na nocne dyżury, na których jak jest spokój wykonuję drobne hafty, nic się nie zgubi i nie sponiewiera w torebce.



Do uszycia sakiewki wykorzystałam haftowany w fiołki i prymulki materiał który wiele lat temu wyszperałam w sklepie "wiadomo jakim", leżakował pewnie z dziesięć lat aż nabrał mocy.



 Pomysł na uszycie sakiewki zaczerpnęłam z zagranicznych blogów, niesamowicie proste , nieskomplikowane szycie i obyło się bez tunelu na sznureczek. Muszę tylko zapolować na ładne fioletowe guziczki i na nie zamienię kwiatki jak tylko coś odpowiedniego znajdę.



Materiał spodni zauważyłam w Szmatce, podpasował mi idealnie, wprawdzie kolory na fotografiach są takie jakie same chciały wyjść, robione wieczorem do sztucznego światła, ale w najbliższym czasie nie będę miała czasu, na uwiecznienie "dzieła"  więc zostaną takie.



Moją inspiracją były sakiewki noszone przytroczone do paska przez damy, komplecik taki troszkę inspirowany buduarowo - barokowym stylem, lubię się bawić wykonując takie drobiazgi, a nie zawsze mam czas na realizację mikro pomysłów. Część zaczerpnęłam z gotowego wzoru tj. wzór fiołków ,pokrowiec na nożyczki i wachlarzyk , reszta to pomysły które rodziły się na poczekaniu.



Bransoletka jako poduszeczka na igłę którą można zatykać podczas wyszywania lub na  szpilki które używam podczas szycia, już wypróbowałam , bardzo ułatwia organizację pracy.



Pokrowiec na nożyczki, w środku wyścielany materiałem w kwiatuszki.




Wachlarzyk  - igielnik, malutki , wystarczający na zapas igieł.





Pokrowiec na mulinki, wystarczy na drobne hafty które zamierzam zabierać ze sobą do pracy.



Wszystko spakowane, gotowe , czekające na mój dyżur. Mam nadzieję że nie zanudziłam tak długim wpisem.
Jednocześnie chcę podziękować za komentarze jakie pozostawiłyście pod poprzednimi postami, znowu jestem zajęta ale za chwilę obiecuję poprawę, będę odpisywać i wędrować z wielką przyjemnością po waszych blogach.
Pozdrawiam cieplutko.

poniedziałek, 1 listopada 2010

Spacer po histori



Tak się składa że od jakiegoś czasu pracuję wtedy gdy inni całymi rodzinami odwiedzają groby bliskich i niestety mam z tego tytułu wyrzuty sumienia, pocieszam się jednak że mam dużą rodzinę i groby nie są opuszczone. Moje korzenie pochodzą z okolic Krasnobrodu więc mam  za daleko, trzeba odbyć całą wyprawę aby się tam znaleźć.  
Tu gdzie losy mnie rzuciły jest wspaniała stara nekropolia, więc udaję się na spacer wieczorem gdy światełka ogarniają całe wzgórze cmentarne, jest wtedy przejmująco pięknie. Dzisiaj jednak spacerowałam za dnia i poprosiłam Miśka aby zabawił się aparatem, chciałam zatrzymać klimat nekropolii na fotografiach. Zaopatrzeni w całą reklamówkę zniczy spacerowaliśmy , właściwie zwiedzaliśmy starą część cmentarza, zapalając światełka na opuszczonych, zapomnianych grobach, tak jak czyniliśmy zawsze gdy nie mogliśmy pojechać do bliskich.


Stare groby, rozsypujące się kamienie, świadkowie upływu czasu , obserwują pokolenia ludzi którzy co roku spacerują w ich cieniu a potem ci sami ludzie znikają pochłonięci przez ich zimne ramiona, pozostawiając po sobie napis z imieniem , czasami fotografię. I tak rok po roku, dzień za dniem, śmierć przecież jest częścią naszego życia , czy nam się to podoba czy nie.


Chwila zadumy, podziw dla pięknych rzeźb na starych nagrobkach, jedne odnowione , inne pokryte mchem i bluszczem, anioły zamyślone nad losem tych którzy odeszli , pochylone nad tymi którzy rozpaczają po stracie zadając aniołom pytanie "dlaczego", a anioły?..... nie odpowiadają, smutno zachowując tę tajemnicę dla siebie.






Wzgórze rozciąga się , jest wielkie , nekropolia sięga więc daleko, drzewa swym cieniem otulają tysiące żołnierzy z różnych lat walk, od bitwy o Twierdzę , I i II Wojnę światową, różnych narodowości i wiary, historia tego miejsca jest bardzo ciekawa. Można odczytać ją na każdym kroku, ale o tym może innym razem.




Przytulony do  wielkiej nekropolii w lasku przycupnął cichutko Kirkut z macewami na których trudno już dziś cokolwiek odczytać, z nowszymi nagrobkami utrwalającymi pamięć o tych rodzinach które zginęły w czasie ostatniej wojny, cisza jest wymowna.



Spacerowałam w tej ciszy , dotykałam mchu na tablicach, to co czułam trudno mi jest opisać, była to głęboka empatia tego miejsca, uciekłam , nie wytrzymałam swoich uczuć.