niedziela, 30 marca 2014

Szare miraże, metamorfozy i farba kredowa


 Po długiej przerwie wracam na blogowe strony. Remont przeprowadzony . Jestem zadowolona z efektu, choć remont kosztował wiele wysiłku mojego i Miśka oczywiście. No cóż, ja pomysły mam czasami niespodziewane i jestem gotowa ponieść konsekwencje ale Misiek? " biedny on, biedny", kiedy mi towarzyszy w niedoli. 
Wiedziałam, że trzeba będzie odmalować ściany, czekałam tylko na ciepłe dni,  nie miało być nic poza tym. Ale jak to ja, duch niespokojny, obserwowałam sobie blogi i zainteresowałam się nowością jaką są farby kredowe. Wiecie, decoupażystki mają to do siebie, że zawsze interesują się wszelkimi rodzajami farb, lakierów, preparatów itp. i niezależne to jest od tego ,czy nadal uprawiają tą technikę, czy nie, lub tylko od czasu do czasu. Ja bynajmniej tak mam. Uwielbiam składy budowlane, sklepy typu Castorama, mogłabym wędrować między półkami i oglądać, czytać i zastanawiać się do czego może posłużyć dana rzecz, jaki użytek można zrobić z danego preparatu. Gdyby nie Misiek który jest bardzo konkretny , wykupiłabym wszystko. Castorama to taki butik dla dam mojego pokroju, sądzę że wiele z was też tak ma. I jak tylko na blogach pojawiły się informacje o farbach kredowych zaczęłam śledzić poczynania blogerek z tą farbą , podczytywałam Ewę z Przytulnego Domu i Agnieszkę z Domowych Klimatów.
Któregoś wieczora rzuciłam hasło do Miśka - może byśmy tak przemalowali nasze stare meble, tak mi się chce odmiany. Właściwie oczekiwałam odmowy, ale Misiek dał zielone światło, wybraliśmy więc kolor farby kredowej i natychmiast ją zamówiłam u Agnieszki. Farba przybyła na drugi dzień, nie mogłam wytrzymać do daty remontu i zaczęłam malować pojedyncze drzwiczki , aby się przekonać jak to wszystko będzie wyglądać.
Postawiliśmy na szarości, do mebli dobraliśmy farbę na ścianę o pięknej nazwie "zagubiony list" firmy Śnieżki, to biel łamana szarością. Pokój wydaje się teraz większy i jasny, a nade wszystko odmiana jest widoczna.
Zapraszam więc na sesję zdjęciową .


Meblościanka w całej okazałości.
Mając małe mieszkanie, meblościanka jest niezbędna, musi być pojemna, aby wszystko w niej zmieścić, nie mam więc możliwości pozbyć się jej , pozostaje odnowić i cieszyć się z jej nowej szaty. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, chyba to jakoś tak brzmi.
Praca była wyczerpująca ,bo szafek jest dużo; farbę kładłam pędzlem podwójną warstwę, do tego woskowałam też dwukrotnie, tylko blat i wnęki lakierowałam. 


Jestem zadowolona z wyglądu witrynki, myślę że zmieniła się na plus, a materiał którym obiłam środek  dopasował się idealnie do koloru mebli. Wnętrze witrynki pomalowałam na delikatne ecrii, teraz wszystko jest spójne. 


 Witrynka w zbliżeniu. 


 Rzut na kącik jadalny. Obrusik, który niedawno uszyłam idealnie komponuje się z szarościami ścian i mebli. 


Przemalowałam  komodę i półki na książki, w ten sposób meble które były z różnej parafii tworzą komplet. 


Szarość pięknie komponuje się z każdym kolorem, można więc dodawać detale w różnych barwach. Na komodzie zagościły słoneczne żonkile. 


Ze spaceru przyniosłam gałązkę kwitnącej wiśni, we flakonie z fioletowego szkła wygląda delikatnie i olśniewająco na tle szarych mebli. Mały detal, a wnosi tyle piękna do wnętrza.


 W starym budownictwie często spotyka się parapet nad kaloryferem, robię sobie na nim różne kompozycje, tym razem całość w bieli i szarościach. Dzban gliniany pomalowałam tą samą farbą co meble, dodałam przecierkę. 


 Gazetnik z drutu, pomalowałam farbą kredową , ale pod nią dałam podkład Gesso, aby był trwalszy, stelaż jest mało widoczny, delikatny.


Teraz parę słów o farbie kredowej.
 Farba ta dostępna jest w kilku punktach w Polsce, można kupić farbę kredową Autentico lub Chalk Paint decorative paint by Annie Sloan. Ja zdecydowałam się na farbę kredową Autentico, jest troszkę tańsza od farby  kredowej (chalk paint) Annie Sloan. Nie mam porównania czym one się różnią, na pewno kiedyś zmówię sobie i tę drugą w mniejszych opakowaniach do mniejszych projektów.
W szczegóły nie będę wnikać, bo je przedstawiły dziewczyny na blogach o których wspomniałam wyżej  , podam odnośniki do innych blogów z podobnymi informacjami tj.Patynowy czy  Bambetle.
Czemu sięgnęłam po te farby? Zaintrygowało mnie to, że maluje się nimi po każdej powierzchni , trzeba ją tylko odtłuścić i nie trzeba zdzierać lakieru , szlifować. A więc można malować w pokoju, a w moim przypadku to idealne rozwiązanie. Zabezpiecza się woskiem, co też bardzo mi odpowiadało. Zamówiłam i pomalowałam. 
Jakie wnioski wyciągnęłam? Farby drogie, ale niezmiernie wydajne, do pomalowania całej meblościanki , szafki pod telewizor i komody potrzebowałam dwóch litrów farby, ale troszkę mi jeszcze zostało, zaznaczam że kładłam dwie warstwy . Koszt przemalowania mebli , doliczając opakowanie wosku to 260 zł. Niby dużo , ale gdybym kupiła nowe meble , koszt byłby nieporównywalnie większy. Przy tym mam satysfakcję z wykonania dobrej roboty, mam meble jakie chciałam, a na to nie ma przelicznika.
A jakie minusy? Wydaje mi się, że pomimo zapewnień że na śliskiej powierzchni farba się trzyma, to nie jest tak do końca, we wnękach gdzie była śliska płyta farba łatwo zarysowuje się, dla pewności zabezpieczyłam lakierem. Natomiast na drzwiczkach farba trzyma się wyśmienicie. Myślę, że na drewnianych powierzchniach farba jest idealna. Przy woskowaniu w niektórych miejscach na kantach lekko się ściera, ale tak zostawiłam, delikatny efekt postarzenia mebla.
Farba kredowa na pewno jest świetna do postarzania mebli , ma przepiękne kolory i to jej atut. Nie ma zapachu więc można śmiało malować w pomieszczeniu mieszkalnym, to też zaleta. Po woskowaniu meble pięknie pachną , więc jestem "Za".


 Parę zbliżeń na detale i kolor Dark Pepper .Porcelanowe , popękane gałeczki.


Jak było, a jak jest.

poniedziałek, 10 marca 2014

Kuferek romantyczny z epoki empire


Zamęczam was kuferkami , ale to już przedostatni. Muszę zrobić przerwę w decoupage bo zamierzam malować pokój i zdecydowałam się przemalować meblościankę, więc dużo innej roboty przede mną . O tym napiszę innym razem, a tymczasem następny kuferek romantyczny w brązach. 


 Cieniowałam bejcą firmy Colorit. Użyłam trzech kolorów; orzech, dąb, palisander, pierwszy raz pracowałam z tą bejcą i jestem bardzo zadowolona ze współpracy. O tych bejcach i innych preparatach napiszę później jak tylko zmierzę się z meblami. 


 Motyw tak jak poprzednio zaczerpnięty z malarstwa Hansa Zatzka. Obrazy tego malarza są niezmiernie kolorowe, utkane wieloma szczegółami ,a w roli głównej moje ulubione damy i nimfy. 


 Moja ulubiona stara filiżanka, lubię ją z powodu urokliwego motywu różyczek. 


Oczywiście na wieku musiało znaleźć się pele mele. Całość dopełniłam bawełnianą koronką , przeplataną tasiemką, aby troszkę rozjaśnić tło. Dodałam szablon w kolorze starego złota i całość zupełnie w starym stylu. 



Dla ciekawych i chcących  zanurzyć się w świat nierzeczywisty razem z Hansem Zatzka zapraszam TU 

sobota, 8 marca 2014

Cud ją stworzył


 Cud ją stworzył, a grzech opętał
 - jest więc odtąd po dziś dzień raz grzeszna,  a raz święta,


 zdradliwa i wierna, dobra i zła,
daje rozkosz i rozpacz, przez nią uśmiech i łza.


Jest jak gołąb i żmija, jest jak piołun i miód,
 jest jak anioł i demon, jest jak upiór i cud.


I szczyt nad chmurami i przepaść bez dna,
jest początkiem i końcem -


Kobieta... Taka jak ja...

autor niestety nieznany

środa, 5 marca 2014

Romantyczny kuferek


 Między haftem robię dalej kuferki na biżuterię dla swoich koleżanek. 
I tu muszę pewne kwestie wyjaśnić. Wszystkie motywy umieszczone na kuferkach są wybrane przez moje koleżanki, określiły też kolor jaki preferują, ja natomiast wszystko zbieram do kupki , biorąc pod uwagę osobowość danej osoby, próbuję skomponować coś, co mnie się będzie podobało, ale najważniejsze aby podobało się przyszłej właścicielce.
W ten sposób tworzę bardzo osobiste kuferki, mam nadzieję że właścicielki mają wielką przyjemność zaglądania do nich. 



 Dzisiaj pokażę wam kuferek  z romantycznym motywem zaczerpniętym z malarstwa Hansa Zatzka.


 Kuferek cieniowany zielenią , oliwką, turkusem i fioletem ,kolorami nawiązującymi do sukien dam na obrazku. Cieniowania wykonane kolorową bejcą Dragona.


Obraz pełen ulotności, delikatności i pięknych kolorów. Obrazek ukazujący chwile pełne swobodnej zabawy trzech dam, obraz pełen różnych szczegółów,  przyciąga wzrok i zmusza do większej uwagi , zatrzymania się na chwilę.


Środek kuferka pełen zieleni i dodatku delikatnego starego złota.


Pele mele  delikatne, seledynowe, koronki w kolorach sukien dam. 




Dziękuję za wszystkie komentarze , dobrej nocki życzę.

piątek, 28 lutego 2014

Słońce zamknięte w żonkilach


Za oknem słońce, plusowa temperatura i czuje się wiosnę .Włączyła mi się turboładowarka , ładuje we mnie energię, przyspieszyłam więc i robótkuję zawzięcie. Chcę skończyć kuferki, bo widzę przed sobą brudne okna, i nerw we mnie wzbiera, muszę myć, szorować, a tu jeszcze tyle pozaczynanych prac. Mało tego, dokopałam się do mojego zapomnianego haftu, w zamierzeniach miał być to obrus w żonkile na Wielkanoc, tą która odbyła się dwa lata temu. 


 Dwa lata temu wyszywałam sobie zawzięcie obrus w żonkile,  okazało się jednak ,że nie zdążę, i jakby mało tego było, pomyliłam się w hafcie. Nie mogłam dojść gdzie właściwie zrobiłam błąd, biorąc pod uwagę to, że we wzorze są braki np. jednej linijki na łączeniach, zrobił mi się galimatias i nerwy mnie opuściły, cisnęłam ( ładnie to ujmując w słowo) głęboko do szafy, starając się zapomnieć , nie myśleć o tym ,ile czasu poświęciłam na nic. 


 Haft przeleżał wciśnięty w kąt dwa lata,  nagle znalazłam cierpliwość i rozwiązałam zagadkę, wyszywam więc, jestem w amoku, koniecznie chcę  skończyć haft do Wielkanocy tego  roku. Tak postanowiłam i żebym miała paść to zrobię to. 
Wybaczcie, ale taki zmiętolony on ci jest,  to po przejściach, jak już wyjdziemy z  kłopotów zrobimy sobie kąpiel odświeżającą, i pomyślimy o ozdobach.



Lecę więc do haftu, ślepnąc przy igle pozdrawiam cieplutko, dziękując za komentarze i odwiedziny. 



poniedziałek, 24 lutego 2014

Złoty kuferek na biżuterię


 Tak to jest u mnie, że jak nic nie robię, to nic, a jak już zacznę, to robię hurtowo.         
U wszystkich zaczyna się wysyp pisanek, a u mnie będzie wysyp kuferków na biżuterię. Zrobiłam jeden , dziewczyny powariowały i każda chce mieć kuferek. Ja jeszcze bardziej zwariowałam dając się namówić . Nie mogę powiedzieć że nie daje mi to radości w tworzeniu, owszem , mam chwilę weny i radośnie decupażuję, tyle tylko że już zupełnie zatraciłam czas. Jeżeli chcecie do mnie zaglądać to uzbrójcie się w cierpliwość, bo kuferków będzie więcej, oczywiście naprzemiennie z haftem. 


 Dzisiaj pokażę wam "Złoty kuferek" , ot tak sobie go nazwałam. 


 Czemu złoty? Bo jest bardzo słoneczny, taka bejca mi wyszła, troszkę postarzyłam i dodałam po brzegach motywu reliefy, zrobione szablonem, zamalowane złotą i miedzianą farbką. Motyw pokryty ulubionym lakierem Touchme -"Dotknij mnie".


 Motyw zapożyczony z malarstwa Emile Vernon, uwielbiam damy i dziewczynki jej autorstwa. 


 W środku oczywiście małe "pele mele" w kwiatowy deseń. 


 Całość słoneczna jak róże trzymane przez dziewczynkę i róże na filiżaneczce którą otrzymałam w prezencie od Marysi Tu
Marysiu bardzo ci dziękuje, filiżaneczka jest strasznie urocza.



Dziękuję za wszystkie komentarze i miłe słowa które dodają skrzydeł.
Pozdrawiam cieplutko

sobota, 22 lutego 2014

Charlie, Sally, pluszaki i ...


Dawno temu natrafiłam na wzory które mnie urzekły i obiecałam sobie że kiedyś je wyszyję. I wyszyłam jeden z nich, musiałam, nie mogłam się oprzeć. 
Przedstawiam wam Charliego i jego siostrę Sally, a jak ktoś woli może to być jego przyjaciółka. Interpretacja tego obrazka może być dowolna, w oryginale to jego siostra. Pobuszowałam w internecie w poszukiwaniu informacji na jego temat, intrygowała mnie bajka której nie znałam . W skrócie dowiedziałam się że Charlie`s Arc został stworzony przez Mike Payne który napisał o nim opowiadania, a zilustrował go Adam Pescott. Charlie`s to 5-letni chłopiec który ma w pokoju arkę i gromadzi do niej różne pluszowe zwierzątka, ożywają one gdy chłopiec wypowie magiczne słowo "Wordspell". Przy tym obecna jest wszędzie tęcza, dlatego zwierzątka mają w tęczę np. grzywy, ogony. Mnie ilustracje te, zwłaszcza zwierzątka przypominają Kubusia Puchatka w wersji czarno-białej, coś maja wspólnego, tym bardziej je lubię. A najważniejsze to jest to , że do pięknych ilustracji powstały cudnie dopracowane wzory na haft krzyżykowy. Mam nadzieję że jeszcze do owych wzorów wrócę.


 Czyż nie urocza para? 
Jakbym widziała swoje dzieci z ich lat dzieciństwa. Maciek miał zawsze rozwiązane sznurówki, Klaudyna wiązała mu je choć była młodsza. Jedno nienawidziło butów ze sznurówkami ,a drugie uwielbiało wiązać sznurowadła, pełna symbioza.



Tak przy okazji , bo nie miałam czasu wcześniej , wkleiłam zaległości walentynkowe w postaci kartek z ilustracjami Harrisona Fishera, a niech tam będzie dzisiaj   landrynkowo, różowo.