Był sobie kotek, który się zagubił, a może go ktoś wyrzucił? Błąkał się po okolicy,aż trafił do mojego ogrodu. Przymilał się jak umiał, był głodny, wychudzony, zaniedbany,wybrał nas bo wiedział, że tu dobrzy ludzie go przygarną i się nie pomylił. Przygarnęli, nakarmili, wypielęgnowali i pokochali.
Kotek też pokochał, odwdzięczał się jak tylko potrafił. Przymilny, garnął się do ludzi, dał się głaskać nawet obcym ludziom, którzy trafiali do jego domu.
Kotek został wykastrowany, dochodził do zdrowia przytulany przez domowników. Był wesołym kotkiem lubiącym się bawić, dorastał pełen radości.
Po pierwszym szczepieniu rozchorował się na chorobę jelit. Przestał jeść i pić, marniał w oczach. Zawzięłam się, nie chciałam aby odszedł, przez dwa tygodnie karmiłam go na siłę strzykawką specjalnym preparatem.Wyzdrowiał.
Towarzyszył nam wszędzie, wychodził na ogród i baraszkował po drzewach, polował, wpadał do domu co jakiś czas meldując się głośnym miauczeniem ,potem biegł do swoich zajęć, czyli do polowania powiększając swój rewir coraz dalej, o sąsiadów (którzy go zaakceptowali), o stadninę koni, o łąki dookoła. Przyszedł wolny i my daliśmy mu wolność. Był szczęśliwym, wolnym kotkiem na wsi.
Zawsze, gdy byłam na ogrodzie towarzyszył mi przy wszystkich czynnościach, pilnował mnie nawet gdy wiązałam lawendę w altance, ale jak tylko wchodziłam do domu znikał, przynosząc mi w podarku mysz albo ryjówkę.
Poszerzył swój rewir o pole kukurydzy , które znajduje się po drugiej stronie ulicy, tam zaczął polować. Bałam się tej ulicy, jakbym coś przeczuwała. Ale kot jak to kot chodzi swoimi ścieżkami. I stało się nieszczęście.
Biegł do domu przez ulicę i potrąciło go auto naprzeciwko naszej bramy.Wybiegłam prosto z wanny, ubierając piżamy po drodze, ale już było za późno. Nie żył.
Zabrałam jeszcze ciepłe ciałko z ulicy, wygłaskałam, płacząc razem z córcią pochowałam kotka w ogrodzie pod bzem.
Był sobie kot...............i już go nie ma.
Był mi przyjacielem, a ja go zawiodłam, nie upilnowałam. Dałam mu wolność, a zabrałam życie.
Musiałam o nim napisać bo nie umiem sobie poradzić ze stratą. Ktoś powie .....przecież to tylko kot, ale dla mnie to był więcej niż kot. Dał mi dużo miłości i radości. Bardzo mi go brakuje.
Musiałam o nim napisać , bo choć tyle mogę mu jeszcze dać.
Tyle zwierząt ginie pod kołami naszych aut i wielu kierowców wcale się nad tym nie zastanawia. Jadąc do pracy ciągle widzę rozjechane jeże, lisy, sarny a nawet dziki, a wystarczy zwolnić, albo założyć w aucie odstraszacze.
Pozdrawiam.









