wtorek, 22 maja 2012

Ikona albo coś koło tego



Och strasznie długo mnie tu nie było, tak szybko uciekł mi czas. Ze względu na to że żenię syna miałam mnóstwo spraw do załatwienia i zrobienia. Nie wiedziałam że skompletowanie stroju może być takim morderczym zadaniem, ile to ja sklepów nie przeszłam , ile się namierzyłam. W przymierzalniach dowiedziałam się jaki to ja baleron jestem, te lustra nie kłamią niestety. Ale ta ciężka praca fizyczna z obciążeniem psychiki i mojego ego załatwiona. Przeziębienie i zasmarkany przez dwa tygodnie nos zaczyna się uspakajać i wracam do normy . Jeszcze tylko fryzjer, kosmetyczka, dentysta, paznokcie itp. i to w tydzień. No muszę przyznać że "damą być" to ja nie koniecznie lubię, za dużo zachodu, szkoda na to czasu. Ale na ślubie syna nie wypada wystąpić jak Matka Polka od siódmych boleści , trzeba wystąpić z fasonem.



Tak to z zasmarkanym nosem uskuteczniałam dzieła, własnoręcznie sklecone. Wychodzą se one powoluśku z lakierni i szwalni więc będę się chwalić, na ile mi czas pozwoli.
Pierwsza to będzie ikona, no nie to profanacja,niech będzie że to pseudoikona , bądź jak kto uważa obraz inspirowany starymi ikonami.
Ikona przeznaczona dla moich dzieci.



Obraz wykonany na trzech starych deskach , dwa skrzydełka doczepione za pomocą zawiasów.











Dziękuję ślicznie za komentarze i wasze wizyty na moim blogu, po weselu postaram się nadrobić zaległości na waszych blogach a będzie tego dużo, ale od czego mamy wakacje, ja nigdzie się nie wybieram, pracuję jak zwykle wtedy gdy inni wypoczywają, będę więc miała co oglądać.
Pozdrawiam cieplutko


Zdjęcie z wesela

czwartek, 3 maja 2012

Tańczące kaczeńce



W górach wiosna przychodzi trochę spóźniona jakby chciała podarować im swoje uroki wtedy gdy doliny o niej już zapominają. Jeszcze nieśmiało stawia stopy po połoninach i graniach, jeszcze delikatnie budzi naturę do życia . Gdy w dolinach seledyn napęczniały słońcem powoduje że krew w żyłach mocniej pulsuje, jakby drzewa miały zaraz wybuchnąć tą jaskrawością . W górach buki sobie drzemią szaro-brązowe, otwierając czasami oczy i dziwią się tym drzewom które wyrywne , wystrojone w jaskrawą zieleń chcą już wyruszyć na bal wiosenny. Trawy przykryte pierzynką zaschniętych liści nieśmiało wypuszczają czułki badając czy czas podnieść zielone rozwichrzone włosy.
A w jarach , wgłębieniach i na podmokłych łąkach już bal się rozpoczął, to kaczeńce ubrane w swoje aksamitne żółte kubraczki rozpoczęły tany , ściśnięte w grupach zataczają koła, przyglądając się sobie nawzajem, porównując która kępa ładniejsza, która piękniej lśni w tafli wody.

Jasmin



Opisałam wam swoje odczucia po ostatniej wizycie w Bieszczadach, czasami muszę dać upust wrażeniom zamkniętym w mojej duszy. A nie mam gdzie, to czynię to tutaj, starając się jak najmniej was zanudzać swoimi literackimi wypocinami.
Niemniej jednak łąki z kaczeńcami są obecnie ozdobą całej trasy wzdłuż połonin, nie mogłam się napatrzeć i nadziwić jak przyroda potrafi przyozdobić nasz świat , a jacy my biedni jesteśmy , zamknięci w klatkach blokowisk i zabetonowanych ulic miast zapominamy że za kurtyną naszej codzienności jest inny świat. Świat który jeszcze nie zdążyliśmy zniszczyć. Dla tego ja te kaczeńce nie zerwałam na łąkach bieszczadzkich ale w rowie melioracyjnym pod miastem, nie potrafiłabym tam w górach zerwać ani jednego kwiatuszka , to by była profanacja, te kwiaty są dla nas wszystkich a nie tylko dla mnie. 

O czym przypominam niektórym turystom -  
" Pomyśl o innych ; co zobaczą gdy ty wszystko zerwiesz, zadepczesz , zaśmiecisz? nie bądź egoistą, są miejsca które należą do nas wszystkich" . 
Zwracam się z tym apelem na początku sezonu wypoczynkowego do wszystkich tych którzy zapominają o tak prostych zasadach, a wiem co mówię, bo chodzę po górach i widzę co ludzie zostawiają.
Czy pusta plastikowa butelka lub papierek jest cięższy od produktów które dźwigałeś na górę ? tak ciężkie są te rzeczy że nie masz siły znieść je na dół? proszę zastanów się kolego turysto , o to cię tylko proszę, może zapragniesz wrócić do tego miejsca kiedyś a jego już nie będzie.



Jednak są na świecie czary
Bo, gdy spojrzysz na te jary
Na koryta górskich rzeczek
Widok cudny cię urzecze
Złoci się tam płatków tyle
Na mięsistych listków łachach
Każda kępka swą jasnością
Cienie jaru w krąg wyzłaca
Aksamitno - żółte płatki
Z pręcikami ciemniejszymi
Czerpią z głębi ziemi - matki
Czarodziejskich blasków siły
Ówdzie kępka pojedyncza
Rozpościera się buńczucznie
Tam zaś łąki cała połać
Sprawia sercu, duszy - ucztę
Daje radość i wytchnienie
Samym tylko swym widokiem
Niesie spokój i marzenia
Świat oglądasz innym wzrokiem
Tak kaczeńce są przepiękne
Że mi dech zapiera w piersi
Jasne - złote - aksamitne
Wprost jak z bajań, opowieści

Iga Kawecka

wtorek, 1 maja 2012

Jak wiatr

Widok na Połoninę Caryńską


Cieszę się że los do mnie się uśmiechnął, dał mi dzień wolnego i przepiękną pogodę. Mogłam więc wyruszyć na majówkę w moje kochane Bieszczady. Tym razem na krótką chwilę, wybraliśmy krótką , łatwą trasę taką w sam raz na rozruch pozimowy. Cieszę się że za mną długie doświadczenia w wędrowaniu i rozsądnie wyjechaliśmy z Przemyśla skoro świt i rankiem wyruszyliśmy na ścieżkę. Potem upał był niemiłosierny i mnogość turystów. Gdy wszyscy wspinali się w upale do góry a szlak zamienił się w ulicę Marszałkowską w Warszawie , my już spokojnie wracaliśmy spełnieni.

W stronę Przełęczy Orłowicza


Jeżeli ktoś nie chce się zbytnio zmęczyć lub po prostu brak mu kondycji lub umiejętności chodzenia na dłuższe trasy i w wyższe partie górskie , szlak na Połoninę Wetlińską od strony wielkiego parkingu między miejscowościami (Berehy) Brzegi Górne a Wetliną jest jedną z najłatwiejszych tras, prze ze mnie nazwaną spacerową. Po godzinnej wspinaczce wchodzimy na Połoninę pod Chatkę Puchatka ( małe schronisko czynne cały rok) i możemy podziwiać piękne widoki na dużą część Bieszczad. Jeżeli mamy jeszcze ochotę możemy powędrować dalej w stronę Przełęczy Orłowicza , można dalej na Smerek, lub w drugą stronę schodząc do Berehów Górnych a można jeszcze  dalej na Połoninę Caryńską. Ja wybrałam podziwianie widoków i wylegiwanie się na trawie. Jak na pierwszy raz w sezonie wiosenno-letnim wystarczy, tym bardziej że bieganie na oddziale mam zapewnione na co dzień.



Gdy znajomi którzy nigdy nie pofatygowali się wyjść na jakąkolwiek górę pytają mnie co ja w tych górach widzę i czemu mi się chce po nich łazić i się straszliwie męczyć wdrapując  pod górę, odpowiadam im że na samym szczycie , czy to małym czy wielkim  jest jedna nagroda ,największa jaką mógł mi dać Bóg ;

 to niesamowite widoki, cisza, chwila zadumy i wiatr .



Wiatr który kocham, zamykam oczy i wsłuchuję się w odgłosy przyrody i ciszy.

 jak w rzece
jak wiatr sunący równiną
minął jeszcze jeden dzień
w przygodzie
mojego życia

nigdy
nie zastanawiałem się
i nie stawałem w rozmyślania
by
opiekować się dwoma dniami

tym który już odszedł
i tym który nadejdzie

dlatego
cały jestem w kwiatach

R. Szociński, Cisna, 2008.



Kontempluję. 

Nie jestem nadgorliwą katoliczką, raczej tą co staje z boku i stara się nie przeszkadzać stwórcy , przecież jest tylu którzy bardziej go potrzebują a on ma tyle do zrobienia na tym świecie , ale tam w górach zawsze czuję jego obecność, jego oddech i dziękuję mu za to że jestem , że mogę tu być i że dał nam to wszystko abyśmy mogli odpoczywać po trudach codzienności.



Ciekawe czy moje nogi są bledsze od śniegu który jeszcze połaciami leży od północnej strony stoków.

sobota, 28 kwietnia 2012

Hardangerowe zauroczenie


Muszę w końcu to powiedzieć - za miesiąc zostanę teściową, mam nadzieję że nie taką jak w kawałach i koszmarnych snach. A co się z tym wiąże staram się jakoś do tego przygotować o ile to jest możliwe w ogóle.W związku ze ślubem mojego Maćka mam w planach wykonać parę prac, mam nadzieję że zdążę na czas.

Chcąc wyszyć poduszeczkę na obrączki buszowałam po internecie za wzorem , kilka wzorów krzyżykowych znalazłam, ale jak zobaczyłam hardangerowe podusie to inne jakoś tak zbladły. Postanowiłam  więc nauczyć się tego ściegu, który z resztą zawsze mnie fascynował ale nigdy nie znalazłam czasu na naukę. Posiadam nawet jakieś stare czasopisma które kiedyś zakupiłam z myślą o nauce tego haftu a w folderze zachomikowane wzory . I ..............od dwóch wieczorów z językiem na brodzie dłubię ściegi , zaaferowana jak dziecko które otrzymało swoje pierwsze klocki Lego. Możecie sobie tylko wyobrazić jak strasznie się cieszyłam gdy  wyszła mi krateczka, w zachowaniu i amoku haftowania przypominam chyba pierwszoklasistę a nie przyszłą teściową .

I proszę  jak niewiele człowiekowi do szczęścia potrzeba, prawda?



Pierwsze próbki haftu Hardanger, wyszywam na razie muliną , nici i materiał do Hardangeru już zamówiłam i mam nadzieję że lada dzień do mnie przylecą.



Stare czasopisma , wydania specjalne, bardzo stare bo Strick kosztował wtedy 9600 zł zdobyty spod lady w Empiku.W każdej gazetce są piękne wzory  i oczywiście kursiki obrazkowe dzięki którym mogłam pojąć o co w tym wszystkim chodzi.



A to przyczyna mojej fascynacji czyli inspiracje znalezione w sieci , sama nie wiem kto te cuda wykonał ale są przepiękne.

sobota, 21 kwietnia 2012

U mnie nadal kwitną żonkile.



Mój obrus w żonkile , etap jego wyszywania zatrzymał się w okresie przedświątecznym i nie ruszył dotychczas ani o milimetr. Obawiam się że będzie musiał poczekać jeszcze troszkę bo mam inne pilniejsze sprawy do zrobienia. No cóż , plany planami a realia  swoją drogą.




poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Wiosenne porządki



Robię sobie wiosenne porządki , ale nie w domku , tylko na blogu i w swoich plikach. No cóż pogoda nie rozpieszcza, więc postanowiłam spędzić troszkę czasu przy komputerku. Zaniedbałam swój blog przez ostatni rok i zasłużył na odświeżenie , powymiatałam niektóre kąty z pajęczyn, uporządkowałam zakładki abym lepiej mogła znaleźć to co szukam i co nieco dodałam. Postarałam się dodać siebie do obserwatorów na blogach bo aż wstyd przyznać się że nawet u bardzo zaprzyjaźnionych blogerek nie było mnie na liście choć je długo podglądam. Jeszcze troszkę pracy mnie czeka, powolutku dojdziemy do ładu.



Zamieściłam "Uwagę" odnośnie wysyłania wzorów , napisałam czerwona czcionką , ale niestety jakoś tego większość nie zauważa. Wyjaśniam więc jeszcze raz, i po raz ostatni. Nie mam na to czasu !!!!!! i chęci też straciłam.Po tym jak niektórzy się dąsają i gniewają że wzór wysłałam za późno, że jest mało czytelny , lub piszą " podoba mi się pani blog, podziwiam pani prace, proszę przysłać wzór taki a taki na adres" osoby nie znam, anonimowa, ja wysyłam wzór a w ślad za tym nawet się nie chce odpisać "dziękuję". Proszę mi wybaczyć ale ja nie mam obowiązku dzielenia się wzorami. Robiłam to od lat na forach , na blogu ale to już koniec.Za wiele wzorów płacę, wiele lat i wiele godzin spędzonych przy komputerze aby coś odnaleźć nie zliczę, więc jeszcze raz przepraszam, ale proszę uszanować moją decyzję, nie będę odpowiadać na takie prośby. Mój czas jest bardzo drogocenny. 
Oczywiście nie tyczy się to tych osób które dobrze znam i które prowadzą blogi ze mną zaprzyjaźnione, dla nich zrobię wyjątek z przyjemnością.



Ślicznie dziękuję za wszystkie komentarze jakie zostawiacie u mnie, jest to też źródło poznawania nowych osób i ich blogów bo zawsze zaglądam do nich z ciekawością co też mają do powiedzenia. Zachęcam więc do pisania.

Pozdrawiam cieplutko tym bardziej że na dworze ponuro i słoneczka brak niestety.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Słońce wędrujące po domu



Są dni kiedy człowiek podpiera się już swoim własnym nosem i myśli że już dłużej tak nie pociągnie ,jednocześnie jest gwarno, są dzieci, rodzina, jest wesoło. Aż tu nagle wszyscy podopieczni wyjeżdżają, robi się pusto i samotnie. Chce się płakać z żalu, z samotności, z opuszczenia . Nagle z zasłon wyłania się słońce, muska przedmioty i nas, aż robi się ciepło na duszy. Nie jest tak źle myślisz i gęba się sama uśmiecha. Cisza jest ukojeniem, twoja osoba jest ci przyjacielem, odpoczywasz, wysypiasz się i chce się znowu żyć.
Słońce to jak dar niebios na skołatane nerwy i zmęczenie.



Ciepłe słońce, cisza i lenistwo.



Radość z podarunku jaki mi uczyniła moja siostra Irena w te Święta. Zrobiła mi na szydełku piękną serwetę, nie mogłam się powstrzymać aby jej nie położyć na stole pomimo że jest jeszcze nie krochmalona i nie naciągnięta. W ten samotny dzień cieszyłam się jej pięknem, ażurem połączonym z różami, nawet ona sama nie wie ile radości mi przysporzyła.


Chciałam bardzo podziękować za wszystkie życzenia świąteczne, dziękuję za pamięć.

piątek, 6 kwietnia 2012

Wielkanoc



"Wielkanocny pacierz" księdza Twardowskiego


Nie umiem być srebrnym aniołem -
ni gorejącym krzakiem -
Tyle Zmartwychwstań już przeszło -
a serce mam byle jakie.

Tyle procesji z dzwonami -
tyle już alleluja -
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja. (…)

I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy -
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.

Pyszczek położy na ręku -
sumienia wywróci podszewkę -
Serca mojego ocali
czerwoną chorągiewkę.

Życzenia 

Radosnych Świąt Wielkanocnych, wypełnionych nadzieją budzącej się wiosny i wiarą w sens życia. Pogody w sercu i radości płynącej z faktu Zmartwychwstania Pańskiego, oraz smacznego święconego w gronie najbliższych osób.
Jasmin

środa, 4 kwietnia 2012

Żur, ser i tulipany



Przygotowania do Świąt idą całą parą. Żur już zrobiłam wg przepisu mojej mamy i przelałam do butli, czeka do soboty. Ser do żuru też przygotowałam według przepisu który od pokoleń jest w mojej rodzinie.
Na śniadanie Wielkanocne wg. tradycji rodzinnej  spożywamy biały barszcz , niezabielany ze święconką, o tym barszczu, produkcji żuru i serka pisałam tutaj , kto ciekawy niech tam zaglądnie.




W międzyczasie zrobiłam małe tulipanki  z jajeczek i filcu do dekoracji w kuchni. Takie małe co nie co.



Przy lakierowaniu i malowaniu wydmuszek pomalowałam małe jajeczka i wylakierowałam, miały służyć do innej dekoracji a ostatecznie zamieniły się w tulipanki.



Wykorzystałam małe plastikowe jajeczka, patyczki do szaszłyków i kawałek filcu. Z filcu wycięłam kolorowe listki i skleiłam na łodyżce klejem, i to wszystko.





niedziela, 1 kwietnia 2012

Jaja i talerz w czerni i czerwieni



Wiem że wszyscy zmęczeni oglądaniem jajek , ale zrobiłam swoje ostatnie jajeczka więc pokazuję. Zupełnie inny klimat, w kolorach czerni i czerwieni z motywem kwiatów który dostałam kiedyś od Jolinki. Długo leżał ten wydruk, był tak piękny że sama nie wiedział gdzie go użyć i naszło mnie na jajeczka i talerzyk. Wena twórcza mnie tak ogarnęła że naklejałam, bawiłam się w detale, wierciłam dziurki i doczepiałam wstążeczki; dużo tego , tym bardziej że wydruk na papierze , lakieru tu dużo i szlifowania. Bałam się żeby na koniec nie pękło które bo moje serce by tego nie wytrzymało. Udało się , są w całości.
Trudno to się zdjęcia robiło , jednak ciemne tła bardzo się ze sobą zlewały, wydaje mi się że w realu są dużo ładniejsze.

















I troszkę detali, półokręgi robiłam 5-cio groszówką, przynajmniej są mniej więcej  równe.



Do kompletu powstał talerzyk z największym motywem, dekorowany od spodu, wykończony konturówką, brzegi pozostawiłam przeźroczyste.





Od kuchni

Receptariusz na wykonanie talerzyka

- talerzyk okleiłam papierem samoprzylepnym (wyrysowanym i wyciętym szablonem z tego papieru )
- następnie przykleiłam motyw z papieru
- środek pomalowałam czarną farbą
- odkleiłam papier
- pomalowałam brzegi konturówką dodając mały motyw koronki
- polakierowałam tylko czarny środek zostawiając przeźroczyste brzegi
- talerzyk może być użytkowy











Ślicznie dziękuję za liczne komentarze pod poprzednimi postami.
Chałupka posprzątana, można zająć się dekorowaniem, robieniem sera i innymi duperelkami na spokojnie , a także poodwiedzać zaprzyjaźnione blogi.
pozdrawiam cieplutko.