W dniach gdy zima ponownie zaatakowała , czekając na wiosnę poszalałam . Właściwie to oszalałam, bo gdyby ktoś zaglądnął prze dziurkę od klucza zobaczyłby w pokoju zwanym szumnie "pracownią" hałdy różnych rzeczy.Właścicielki czyli "Mła" nie było widać spod materiałów, pudełek , pudełeczek i śmieci.
Wiosny na zewnątrz nie było widać, ale w mojej głowie się zaległa co uzewnętrzniło się w przesuwaniu mebli , przewieszaniu obrazków, zakupie jeszcze jednego regału, pudeł i ich obklejaniu,itp. Ileż to ja rzeczy wyrzuciłam , bo ile preparaty i farby mogą czekać na decupażowanie z mojej strony, zbiesiły się i już, poszło do kosza. Przy okazji odnalazły się zguby, a jakie było ze strony "Mła"zdziwienia z posiadania rzeczy o których nie miała pojęcia, albo w demencji starczej o nich zapomniała. No..............posegregowane, poskładane, trzeba jeszcze dopieścić i można będzie z przyjemnością "tworzyć" wielkie "dzieła".
Pierwszymi z nich są stare pudełka pełne akrylowych farb, musiały być ozdobione coby nie straszyły na półce. I tu porządki się przydały, znalazły się bowiem stare papiery ryżowe, klej i lakier , pasta do szablonu, zachomikowana farba kredowa tylko różowa i odnowiłam dawną miłość do decupażu. Dodałam koronkę z konturówki, malowaną metodą ,którą ostatnimi czasy się nauczyłam czyli "kropkowaniem" i mam śliczne pudełka na farby, aż miło do nich zaglądać.
Reasumując , czasami szaleństwo się opłaca.
Pozdrawiam cieplutko
Jasmin









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz