poniedziałek, 13 czerwca 2016

Lniana koszulka na koszyk


 Dzisiaj wróciłam z krótkiego urlopu, kilka dni spędziłam u dzieci we Wrocławiu, ale o tym może innym razem, muszę odespać ten intensywnie spędzony czas. Ze względu na zmęczenie materiału, czyli mnie, pisać za dużo nie będę, mając jednak przygotowane zdjęcia do następnego postu wrzucam go dzisiaj, a o podróży coś przygotuję na następny raz. 

 Pokazałam wam metamorfozę przedpokoju, czas więc na lnianą koszulkę na kosz.
 Przy każdym remoncie zawsze jest coś do wymiany, coś do dekoracji lub coś co kiedyś się miało zrobić, ale zawsze czasu zabrakło. Remont wyzwala u mnie kreatywność i chęć uzupełnienia braku. Tak właśnie było z koszem, który od dawna skrywa małą kolekcję kopyt szewskich. 

 Postanowiłam uszyć koszulkę dla tej kolekcji, jednocześnie chciałam wykonać tło dla kopytek. Trudność polegała na dwóch uchwytach , które posiada kosz, a które przy szyciu trzeba ominąć. Od czego jest kreatywność , przemyślałam jak tego dokonać. Postawiłam na zgrzebny stary  len ręcznie tkany  i na model , który często stosuje się do szycia okrągłych poszewek na poduszki. Lniana koszulka jest suto marszczona, zawiązana sznurkiem na koszu, dno podwójne, wypchane miękkim dopełniaczem. 

Tak wystrojony kosz zdobi przedpokój, a kopytka śpią na mięciutkiej podusi otulone koszulką. 
Wena, pomysł, odpowiedni materiał i  chwila pracy powoduje to, że otaczamy się pięknymi detalami, czego i wam życzę.


Pozdrawiam Jasmin

poniedziałek, 6 czerwca 2016

piątek, 3 czerwca 2016

Siostrzane kuferki


   Przez wiele miesięcy nie robiłam nic , teraz nadrabiam zaległości.Koleżanki już przebierały nóżkami, więc nie pozostało mi nic innego jak zakasać rękawy i zabrać się do roboty.
   Dzisiaj wklejam siostrzane kuferki, w pewnym sensie podobne do siebie , musiało tak być, aby jedna drugiej nie zazdrościła. Jak zwykle spełniam tylko życzenia.
   Użyłam jednego z szablonów Marthy Stewart , mam okazję ich wypróbować, jak dotychczas jestem zadowolona z rezultatu. Każda koronka jest śliczna, więc nie szkoda mi wydanych nie małych pieniędzy na te szablony.
   Zapraszam więc do galerii zdjęć jeśli macie odrobinę czasu, zdjęć jest dużo, nie umiałam się zdecydować które umieścić.


Do wykonania kuferków użyłam;

Farby acrilic Master Ferrario -kocham te włoskie farby
Lakier akrylowy Śnieżki -lakier do wyrównania powierzchni, nazywam go roboczym
Image Transfer Medium Americana Decor -transfer
Acrylic Plaster Gesso Color Hobby Art - pasta strukturalna
Ultra-Matte Varnish Americana Decor -lakier do wykończenia na matowo

zaznaczam , że nie reklamuję żadnej firmy, używam produktów ,które albo lubię, bo się sprawdziły , albo zakupiłam aktualnie i eksperymentuję.
Postanowiłam umieszczać produkty, które akurat użyłam do pracy ze względu na pytania od was.



Dziękuję za czas spędzony razem ze mną, życzę miłego wieczoru.

sobota, 28 maja 2016

Świat na różowo


W moim życiu kolory odgrywają kluczową rolę, czasami zafascynowana jestem mocnym kolorem innym razem stonowane kolory mnie przyciągają. Wiem , że moja zmienna natura ma na to wpływ, ale nie tylko. To co dzieje się w moim życiu, jakie emocje biorą górę , takie kolory mnie otaczają. Dlatego też w moim domu trwa wieczny remont, bo najłatwiej przemalowuje się ściany, zmienia dodatki, nie sprawia mi też kłopotu przemalowywanie mebli. Nie wyobrażam sobie urządzenia domu raz na zawsze, okropnie to nudne. 
Od początku roku choróbska nas nie opuszczają, różne kłopoty też, więc potrzebuję wyciszenia. Przemalowałam co nie co , tym razem kolor szary dominuje, a żeby nie było za smutno uczepiłam się tej wiosny koloru różowego. Miałam cichą nadzieję , że patrząc przez "różowe okulary" inaczej spojrzę na świat. 
Dosyć już tego pitulenia, chcę wam dzisiaj pokazać różową świątynię dumania, czyli mój mini balkonik.


Pelargonie w różach, stoliczek różowy, różowa porcelana i fotel różowy.
Ten oto fotel to bohater metamorfozy. 
 A było to tak; sąsiad wyrzucił na śmietnik obskurne fotele z lat siedemdziesiątych, Misiek jeden przytaszczył z myślą o balkonie, oczywiście po metamorfozie. Fotel miał przetrwać deszcze więc pomalowałam mu drewnianą obudowę lakierobejcą odporną na deszcz, zamówiłam materiał impregnowany przez internet , bo w sklepach nie było ciekawych kolorów. Mordowałam się nad wyrysowaniem szablonu, potem uszyłam pokrowiec na fotel. Przy okazji przemalowałam taborecik.


Teraz można posiedzieć w spokoju, posłuchać śpiewu ptaków, wypić kawę , poczytać gazetę, powyszywać. Wiem, wiem, różowy nie każdemu do gustu przypadnie , ale mnie tak, zawsze mi było do twarzy w różowym,hi,hi

 
  Metamorfoza fotela z lat siedemdziesiątych.


  Nie każdy sięgnie po coś co jest w śmietniku, ale czemu tego nie zrobić? Trochę wstyd , ale chowa się go do kieszeni, recykling jak najbardziej wskazany. Jeszcze jedna rzecz otrzymała drugie życie. A tak nawiasem mówiąc to stare obicia były obskurne, a kolor przyprawił mnie o palpitację serca, w życiu czegoś takiego nie kupiłabym. Teraz wygląda lepiej. Fotel jest bardzo wygodny, niziutki , akurat wykonany do moich małych nóżek.


  Lata siedemdziesiąte we wnętrzach jest trendy , same zobaczcie na zdjęcia poniżej, zdjęcia podobnych foteli po przeróbkach znalezione w internecie.

 

niedziela, 22 maja 2016

I znowu te koronki


I znowu te koronki, no cóż, koleżanki moje oszalały na ich punkcie. Kupiłam specjalnie nowe szablony dla tego ich widzimisie, ale po cichu wam mówię, że i ja koronki kocham , więc wcale mi nie przeszkadza umieszczanie ich gdzie się tylko da. 
Komplet powstawał długo , bo od stycznia nie mogłam się zabrać za niego, w chorobie człowiekowi się nic nie chce, powstawał więc etapami. Dopiero teraz nabrałam tempa. Ten kufer to pierwszy z wielu, mam nadzieję , że te powstaną szybciej, ha,ha, chyba , że życie mnie znowu czymś zaskoczy i przyhamuje mój zapał. Wiosna jednak ma swoje prawa i człowiek pełen nadziei rwie się do pracy, do zmian. A jakie ja poczyniłam pokażę wam niebawem, a teraz jeśli macie chwileczkę czasu zapraszam do galerii zdjęć.


Motyw kwiatów wybrany został przez właścicielkę tego kompletu, ja burzę kolorów przygasiłam bielą. Oczywiście miała być widoczna, duża koronka , to i jest. Mam nadzieję , że zrównoważyłam to co ona chciała, a moim poczuciem estetyki, pełen kompromis.
Wykorzystałam szablon Marthy Stewart.


Dziękuję za komentarze i miłego dnia życzę.

 

piątek, 13 maja 2016

Toille nadal na tamborku


Dużo się u mnie dzieje i nie mam czasu na blogowanie. Misiek właśnie maluje ściany przedpokoju, ja mam do niego dołączyć za chwilę aby wykańczać to co dużym wałkiem się nie domalowało itp.
W chwili przerwy postanowiłam co nie co wrzucić na bloga. Dziś mały toille i fragmenty dalszych hafcików, och powoli mi to idzie. Inne prace na taśmie produkcyjnej i na hafty czasu brak.
Odezwę się niedługo i będę miała co wam pokazać, tymczasem do zobaczenia. 

sobota, 30 kwietnia 2016

Patchwork - kołdra w cegłę


   Dość dawno mnie tutaj nie było, troszkę kłopotów ze zdrowiem i od razu nic mi się nie chciało. Nie wiedziałam, że wstrzyknięcie kwasu hialuronowego w kolano powoduje aż taki dyskomfort , ból utrzymywał się tydzień. Noga mnie na razie nie boli, generalna próba w postaci hulanki na parkiecie podczas wesela przebiegła pomyślnie, mam nadzieję, że wyszłam na prostą. 
   Przez ten miesiąc nie robótkowałam, jedynie uszyłam kołderkę patchworkową na prezent, który został wręczony, mogę więc wam ją pokazać.
   Moje kołderki są bardzo proste, zmieniam tylko pewne szczegóły, ucząc się czegoś nowego. Tym razem zamiast kwadratów, użyłam prostokątów ułożonych w cegiełkę. Pomimo, że kołderki są proste zawsze mam niezmierną przyjemność zszywania kolorowych szmatek w całość, szycie ich traktuję jako miły przerywnik .



W sesji zdjęciowej wzięła udział Maria Antonina, lalka uszyta przez moją córcię Klaudynę specjalnie dla mnie, zawsze chciałam mieć lalkę z moją ulubioną Antoniną , no i mam. 

Dziękuję za odwiedziny na moim blogu pomimo mojej nieobecności i miłe komentarze. Pozdrawiam cieplutko.