Kochani, jak ten czas szybko leci, mój wnuczek Teodor stał się poważnym , pełnoprawnym żłobkowiczem. Jak na poważnego obywatela do żłobka nie można przystąpić bez posiadania swego, własnego woreczka, prawda....... chyba każdy pamięta swój pobyt w żłobku czy przedszkolu i co , nie miałyście woreczka i znaczka na szafce................tu miał być znak zapytania, ale Misiek zmienił mi klawiaturę i za cholerę nie mogę go znaleźć, będzie bez.
No więc kontynuując , babcia musiała takowy woreczek uszyć, od tego ma się babcie. Uszyłam więc z materiałów, które od lat zlegają babcine składowisko przydasi wykorzystując wcześniej , kiedyś wyszyty hafcik z Beniaminem Trusiem w roli głównej, sowy przypadkowo się tam znalazły, pasowały mi kolorystycznie. Tak to mój wnuczek Teoś posiada główny atrybut prawdziwego żłobkowicza - WORECZEK
Pozdrawiam serdecznie i cieplutko
Jasmin




Woreczek dla wnuczka jest uroczy - babcia spisała się na medal.
OdpowiedzUsuńTaka babcia to skarb, ale przecież nie mogło być inaczej. Hafcik na woreczku przedszkolaka musiał się znaleźć.
OdpowiedzUsuńA dzięki twojemu wpisowi wróciły wspomnienia, jak to dzieci były małe. Eh Dobrze, że my się nie starzejemy ha ha ha
Z takim woreczkiem aż chce sie maszerować do żłobka! Śliczny jest.
OdpowiedzUsuńJa w przedszkolu miałam na szafce wisienki:) Jeju! Ponad 50 lat temu to było!
Serdecznie pozdrawiam:)
Fajnie mieć dla kogo robić takie cudeńka :) Hafcik uroczy, jak i sam woreczek. Jak ten czas szybko leci - Teoś już do żłobka maszeruje! Niesamowite...
OdpowiedzUsuń