piątek, 29 sierpnia 2025

Babciny ogród

 

"A mnie jest szkoda lataI letnich złotych wspomnień,Niech mówią "głupi" o mnie,A mnie jest żal"
 
Podsumowując, lato było nijakie , albo deszcz albo spiekota, trudno się było połapać. Kupiony przez syna basen w większości stał zakryty , a jak było gorąco na dworze to i tak woda zimna jak w Bałtyku , więc czasami morsowałam lipcowo. Ale z dwojga złego wolałam deszcz , przynajmniej wszystko było zielone i ja nie musiałam podlewać ogrodu. 
 
Mogłam też spokojnie rozszerzyć mój projekt "dopieścić mini sad", TU w ubiegłym roku pokazywałam co udało mi się zrobić.W tym roku postanowiłam urozmaicić sad dosadzając więcej kwiatów, posadziłam szpaler piwonii, posiałam pod drzewami łąkę kwietną i kosmosy, i oczywiście wsiąkłam w  wyplataniu płocików z gałęzi, których mam dużo po każdym wiosennym cięciu.
Chciałam uzyskać efekt babcinego ogrodu, pełnego kolorowych kwiatów bez ładu i składu, tu nie obowiązuje jednolita kolorystyka, tylko to co się chce mieć na niewielkiej przestrzeni, drzewka pełne pachnących papierówek czy olbrzymich soczystych antonówek, otoczone płocikami na których wiszą mini wiadereczka. Uwielbiam ten zakątek ogrodu gdzie uwijają się pszczoły, gdzie można położyć się na trawie i wdychać zapach ogrodu i marzyć, a potem nazbierać jabłek i upiec aromatyczną szarlotkę. I właśnie dla takich chwil szkoda przemijającego lata.







Pozdrawiam cieplutko Jasmin


niedziela, 24 sierpnia 2025

Malowanie kobaltem i Bolesławiec


 W piątek , tydzień temu byliśmy na wycieczce w Bolesławcu na Święcie Ceramiki. Dawno nie interesowałam się tą porcelaną, choć nie powiem, mam kilka elementów w swoich zbiorach, tym bardziej byłam ciekawa wystawców. Nie rozczarowałam się, była klasyka , ale było sporo nowych wzorów , którymi byłam oczarowana. Założyłam , że sobie coś kupię, więc obchodziłam wszystkie stoiska nie mogąc się zdecydować, niektóre ceny były zaporowe, drogo to muszę stwierdzić, ale w końcu wybrałam dwa dzbanki z firmy Ceramika Rose. Jeden powyżej i jeden poniżej.

Więcej informacji o tym co działo się na Święcie Ceramiki można zobaczyć na blogu o podróżach mojego syna https://www.slothsontrip.pl/, a o nowych wzorach można poczytać Tu.

 

Przy tym temacie pokażę wam relację z warsztatów na których malowałam biskwitowe płytki kobaltem.Oj trudno się maluje, bo to tak jakbyście malowały rozpuszczoną kredą w kolorze wrzosowym. Zadaniem naszym było zaprojektowanie wzoru na podstawie ludowych elementów z wzornika dolnośląskiego , wzór przez nas wymyślony trzeba było rozmieścić na sześciu płytkach. 

Nasze wypociny pojechały do Bolesławca do wypalenia w piecu, co z tego wyniknie to wielka niewiadoma, jestem strasznie ciekawa efektu końcowego, może być to również zupełna klapa, ale jest to bardzo ekscytujące. 

Tutaj maluję kobaltem jedną płytkę dla siebie jako wprawka przed większym elementem, w zamyśle jest to serce z niezapominajkami.


Moja wprawka, chyba trochę za grubo położony kobalt, i chyba popęka.

Mój projekt  na sześć płytek, trochę nieudolne, ale jak wciągające zajęcie. W większości porcelany bolesławieckiej malowana jest pieczątkami, ale już jak kłaść kobalt to już inna bajka, podziwiam twórców.

Pozdrawiam cieplutko

 Jasmin


niedziela, 10 sierpnia 2025

Jabłkowe święto

 

Miesiące letnie postanowiłam spędzić w sposób jaki dotychczas nie robiłam, nie umiałam. Sposób ten to konsumowanie życia " na żywioł", bez napinki, robienie wszystkiego co mi się akurat chciało, bez ciągłego "muszę zrobić". Nic już nie muszę, w życiu już zrobiłam wszystko, teraz mogę albo chcę. Tak to też wiele się działo i nic się nie działo , trudno mi na blogu wszystko nadążyć opisać, więc się nie dziwcie , że przez lato będą sobie takie małe urywki z życia emerytki.

Tu chciałam się pochwalić nowym wyszperanym nabytkiem, wyciągnęłam z czeluści pudeł na Młynie mocno zabrudzony, zakurzony przedmiot, a że mało co był widoczny spod brudu wytargowałam 30 zł. Wyczyściłam i mam piękną, w kolorowe owoce paterę na ciasto, pochodzenia nie znam, ale już ją kocham szalenie.

Korzystając z deszczowego dnia i zauroczona  nowym nabytkiem ogłosiłam jabłkowe święto, tym bardziej , że koleżanki przyniosły mi jabłka a i w moim sadziku troszkę jabłuszek jest. Upiekłam szarlotkę, usmażyłam mus jabłkowy w słoiki, zrobiłam naleśniki z musem jabłkowym, a z obierek nastawiłam ocet jabłkowy, to eksperyment bo jeszcze go nie robiłam.

 

Moja szarlotka

1kg jabłek, 3szkl.mąki,4 jajka, 1,5 szkl.cukru, kostka margaryny, 2 łyżki śmietany, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, rodzynki.

 Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia, dodać 0,5 szkl.cukru, szczyptę soli, śmietanę, żółtka, margarynę i szybko zagnieść ciasto.

Jabłka obrać, zetrzeć na tartce, osłodzić , dodać rodzynki i cynamon.

Z białek ubić pianę z cukrem i odrobiną soli.

Blachę wysmarować tłuszczem wykleić połową ciasta i wyłożyć jabłka.Ubite białka wyłożyć na jabłka.Resztę ciasta podrobić na kawałki i ułożyć na szarlotce, ja zrobiłam kratkę. Piec ok.40min. w temp.200 stopni. 

Mus z jabłek do szarlotki

Składniki: 1 kg jabłek, ½ szklanki wody, ½ szklanki cukru.

Przygotowanie: Jabłka myjemy, nie obieramy ze skórek i kroimy na kawałki. Wkładamy do garnka, wlewamy wodę i dusimy pod przykryciem na małej mocy palnika aż do miękkości. Przecieramy przez sito i dodajemy cukier. Mieszamy aż do zagotowania. Gotowy mus przekładamy do wyparzonych słoików. Słoiki zakręcamy i pasteryzujemy w garnku z wodą przez 10-15 min. 


Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko 

Jasmin


czwartek, 7 sierpnia 2025

Pokrowiec na tamborek

 

 

Wakacyjny haft snuje się powoli, właściwie powinnam napisać , że to wieczorno-wakacyjny haft, bo wyszywany tylko wieczorem przy oglądaniu filmu w telewizorze.Nie ma czasu na wyszywanie w letnie miesiące. Za to haft snuje się z pietyzmem, powolutku bez pośpiechu, refleksyjnie.

Przy okazji zaglądania na internet przewijały się czasami przed moimi oczami obrazy haftów zapatulonych w pokrowiec. Zastanawiałam się nad tym jak to się sprawdza w codziennym użyciu. Pomyślałam "sprawdzam" i uszyłam sobie takowy pokrowiec, oczywiście po eksperymentach, za trzecim razem się udało dostosować wymiary. Już sprawdziłam w praktyce, na razie jest OK, ale chyba to nie dla każdego, albo trzeba się przyzwyczaić.

Pokrowiec na tamborek:

- wybrałam bawełnę w drukowane krzyżyki. 

- na tamborek o średnicy 18 cm ucięłam prostokąt materiału o wymiarach  80 cm x 12 cm

- podłożyłam z dwóch dłuższych boków tworząc tunel na gumkę

- wciągnęłam gumkę, przyszyłam ją do materiału

- złożyłam krótsze boki do siebie i zszyłam, pokrowiec gotowy

Plusy pokrowca ; chroni robótkę od zabrudzenia, nic nam się nie plącze pod rękoma, czyli robota idzie sprawniej

Minusy pokrowca ; dotyczy tylko niedużych haftów takich których nadmiar materiału uda się schować do pokrowca, utrudnienie naciągania materiału

Podsumowanie: trzeba samemu spróbować i ocenić czy to jest dobry patent, czy nam to odpowiada.

Natomiast super odkrycie dla mnie to magnesy umieszczane przy hafcie, uwielbiam swoją pszczołę, a może muchę? nareszcie wiem gdzie jest moja igła. 






niedziela, 27 lipca 2025

Polowanie czy szperactwo



 Polowanie lub szperactwo, sama nie wiem jak to określić, no bo jak człowiek ciągle pojawia się na targach staroci i szpera wśród klamotów, to będzie na pewno szperactwo, ale jak konkretnie chodzi i poszukuje coś co zbiera lub coś co go ciekawi, to będzie polowanie.
Tak to od wielu już lat ja i mój M uwielbiamy targi staroci, a miejsca są ciekawe tzw.Młyn i Świebodzki we Wrocławiu, Strzelin,itp.a nawet ryneczki  z zieleniną w okolicy przynoszą ciekawe łupy.Jak przeprowadziliśmy się w okolice Wrocławia to polowaliśmy na mebelki do remontu, akcesoria do domu, teraz zbieramy porcelanę, ładne przedmioty albo drobiazgi. Chciałabym was zachęcić do takiej zabawy , bo tak to zajęcie traktuję, bo czasami można wyszperać delicje.
Dzisiaj pokażę wam przykładowo co można kupić za 20 zł. jak wyżej, wysypałam z woreczka takie przydasie, a po uporządkowaniu to sporo akcesoria do szycia, wszystko to kosztowało mnie 20 zł. a ile musiałabym zapłacić w pasmanterii?A gdzie ja bym taki zabytkowy grzybek do cerowania pończoch znalazła?






Niedawno Misiek przyniósł mi z ryneczku puszkę w kształcie domku, już miałam protestować , że puszek to już nie chcę , ale po otwarciu okazało się, że to nie jest zwykła puszka tylko SKARB WIELKI. 

Ze środka wysypałam nici DMC owinięte na plastikowych bobinkach w ilości 166 sztuk i tyleż kolorów  i jak tu nie lubić szperactwa? Czy za tyle mulin zapłaciłabym tylko 20 zł.? Z radością uzupełniłam i tak pokaźne zapasy mulin DMC.

Zacieram ręce i zabieram się za haftowanie. 

Pozdrawiam leniwie i wakacyjnie 

Jasmin

niedziela, 20 lipca 2025

Liliowcowy zawrót głowy


 Zabiorę was dzisiaj do arboretum w Wojsławicach koło Niemczy.Już o nim pisałam z okazji kwitnienia różaneczników i azali TU, oraz święta piwonii TU.Tym razem wybraliśmy się z wnuczką w okresie spektakularnego kwitnienia tysięcy liliowców. Całe aleje kwitnących kwiatów, coś niesamowitego. Oczywiście nie tylko same liliowce podziwialiśmy, kwitną róże i inne byliny.Wnuczka natomiast zbierała pieczątki , które umieszczono po całym ogrodzie w ukrytych budkach, świetna gra dla dzieci.

Wiem , że nie wszyscy lubią liliowce, ja też nie za bardzo  czułam miłości do nich , ale gdy kupiłam pierwszy egzemplarz w arboretum, a on odwdzięczył się pięknym kwitnieniem, co roku dokupuję następne liliowce.

" Kolekcja liliowców w Arboretum Wojsławice jest największą i najlepiej prowadzoną kolekcją tej grupy roślin w Polsce oraz jedną z największych w Europie. Wśród imponujących wojsławickich zbiorów dominują odmiany mieszańcowe (ponad 3,5 tys.), których ogólna liczba na świecie przekracza 100 tysięcy. Co roku rejestruje się setki nowych odmian, kwitnących wszelkimi barwami oprócz niebieskiej. Są to bardzo niezawodne, długowieczne i łatwe w uprawie byliny, od dawna popularne także w naszych ogrodach."

TU można zobaczyć kwiaty liliowców.

 





Liliowce z mojego ogrodu zakupione w Wojsławicach.





poniedziałek, 14 lipca 2025

Fantazja część I


 Jak tam wasze wakacje? pracujecie czy odpoczywacie? Wyjazd nad morze mam już za sobą, teraz skupiam się na ogrodzie, a poza tym dzieci wyjechały na wakacje więc pilnuję ich psa, babcia musi mieć zajęcie  na emeryturze ...prawda? 

Nudzić się nie nudzę, mam co robić w ogrodzie, oczywiście wyszywam sobie ochoczo ,czytam książki, a dzisiaj siedzę w altance i bawię się komputerem.

Tak to właśnie przyszło mi do głowy podzielić się z wami opowieścią o książkach fantazy. Przeczytałam ich sporo , kocham zagłębiać się w tajemniczy świat, który nie istnieje , a który ktoś wymyślił. A wy czytacie fantastykę?

Dzisiaj będzie pierwsza część, umieściłam w niej opowieść o książkach, które mają cząstkę azjatyckiego klimatu.

 

 

"Wysoko w zboczach góry wznoszącej się na samym skraju Imperium Kaigenu mieszkają najpotężniejsi wojownicy na świecie, obdarzeni nadludzką mocą, dzierżący lodowe ostrza i zdolni do manipulowania poziomem mórz. Przez setki lat wojownicy z półwyspu Kusanagi powstrzymywali wrogów Imperium, dzięki czemu ten wiecznie zimny skrawek lądu zyskał miano Miecza Kaigenu.
Mamoru, czternastoletni członek legendarnej rodziny Matsuda, od urodzenia miał tylko jeden cel: zostać doskonałym wojownikiem i bronić ojczyzny. Kiedy przybysz z zewnątrz ujawnia mu sekret, Mamoru nabiera podejrzeń, że Imperium, do obrony którego został wychowany, zbudowane jest na kłamstwach, i zdaje sobie sprawę, że nie ukończy szkolenia…
Misaki pragnie zamknąć pewien rozdział swojego życia. Wychodzi za mąż i stara się zapomnieć o brutalnej przeszłości. Ukrywa miecz i wszystko, co ją łączy ze wspomnieniami wojowniczki, którą dotąd była. Zdeterminowana, by stać się dobrą matką i gospodynią, postanawia już nigdy nie uciekać się do przemocy. Kiedy jednak jej dorastający syn zaczyna zadawać pytania o życie poza półwyspem Kusanagi i kiedy Misaki dostrzega groźbę zbliżającej się inwazji, budzi w sobie uśpionego wojownika i ponownie chwyta za miecz."

Niewiele jest fantasy tak ładnie i dobrze napisanych, że nie ma się właściwie do czego przyczepić. Bardzo barwne i oryginalne postaci, wciągająca i niedająca się przewidzieć fabuła, mnóstwo emocji, magii, super talentów i umiejętności, potężnej broni. Czerpie się przyjemność z lektury i trudno się z nią rozstać ,chciałoby się jeszcze, ale to ponoć jedyny tom, a szkoda. Do tego  przepiękne, zachwycające wydanie Vesper  i te barwione brzegi kartek (ostatnio mam kilka takich książek jw), no po prostu mistrzostwo!


 
"BATTLE ROYALE"  - Koushun Takami
 
Jak poprzednia książka była piękna, tak ta jest bardzo kontrowersyjna.Dla ludzi o stalowych nerwach, albo tych , którzy lubią psychologię tłumu i obserwacje zachowań w sytuacji kryzysowych.
 
 Grupa gimnazjalistów Republiki Wielkiej Azji Wschodniej zostaje uprowadzona ze szkolnej wycieczki i skierowana przez autorytarny rząd na niewielką, ewakuowaną z mieszkającej tam ludności wyspę. 
Pozostawieni sami sobie, dysponując dostarczonym im uzbrojeniem, mają tylko jedno zadanie: tak długo mordować się nawzajem, aż przeżyje tylko jeden. W tym czasie przeprowadzane są liczne pomiary, między innymi czasu potrzebnego na wykonanie zadania. Ostatnia pozostała przy życiu osoba z klasy (zwycięzca) otrzymuje zabezpieczenie na całe życie oraz dyplom gratulacyjny z podpisem Wodza. Nie ma możliwości sprzeciwu. Nie ma możliwości odmówienia udziału w „programie” bez groźby natychmiastowej śmierci – do szyj nastolatków przymocowano bowiem specjalne obroże z ładunkiem wybuchowym. Mogą albo poddać się grze i zabijać, albo samemu zginąć…
Po przeczytaniu książki nie chciałam oglądać filmu. 
 

"MIASTO JADEITU" - Fonda Lee

Powieść fantasy, która łączy w sobie elementy gangsterskiej sagi i klimat Dalekiego Wschodu. Powieść zawiera wiele efektownych scen walki, a także intrygi polityczne i ekonomiczne, co sprawia, że akcja jest trzymająca w napięciu.


 
"ZAKON DRZEWA POMARAŃCZY" - SAMANTHA SHANNON
\ 
Shannon wykreowała potężną, epicką powieść fantasy, wypełnioną po brzegi dworskimi intrygami i podróżami po niebezpiecznych krainach, zanurzoną w sieci fantastycznych religii, linii i więzów krwi oraz prawdziwej miłości. Świat stworzony z epickim rozmachem, potężne królowe, dzielne wojowniczki, piraci, smoki i dużo magii.

 
"WOJNA MAKOWA - REBECCA KUANG

Ostatnia książka tak jak i pierwsza jest cudowna, moja ulubiona .Wojna makowa to opowieść o aspiracjach, marzeniach i nauce, potrzebie przynależności i przyjaźni, społecznych dysonansach, ale przede wszystkim o wojnie, o trybikach historii, które mielą ludzkie życie do chwili, gdy trafią na kogoś zdolnego im się przeciwstawić.

"Kiedy jesteś sierotą wojenną, świat ma dla ciebie głównie pogardę, odrzucenie, brutalność i ból. Czasem, jeśli akurat masz szczęście, obojętność. Jeśli natomiast do tego jesteś dziewczynką, szczęście ma twoja przybrana rodzina. Zawsze może ubić interes i sprzedać cię za żonę jakiemuś zamożnemu staruchowi.

Rin doświadczyła tego wszystkiego. Jest nikim, jej życie nie ma dla nikogo żadnego znaczenia, nikogo też nie obchodzi jej los. Jeśli chce wydostać się z rynsztoka, w którym się wychowała, ma tylko dwie drogi. Pierwsza wiedzie przez łóżko obmierzłego starca. Druga przez bramę akademii sinegardzkiej – elitarnej szkoły wojskowej. Aby podążyć tą drugą drogą, Rin zrobi wszystko, co tylko leży w ludzkiej mocy. A nawet więcej.

To nie jest historia o potędze nauki, sile przyjaźni czy starciach wielkiej magii. To jest historia o kołach czasu, które nieustępliwie i bezlitośnie mielą ludzkie losy. I o dziewczynie, która zniszczyła cały mechanizm. Kamieniem, bo na miecz była za biedna."

Pozdrawiam cieplutko, wakacyjnie

 Jasmin