wtorek, 10 lipca 2012

Kufer w stylu Shabby Chic


Zmieniam temat i wracam do robótek bo to chyba najlepiej mi wychodzi. Jak już nie raz pisałam obydwoje z Miśkiem mamy swoje zainteresowania i hobby, co wiąże się z gromadzeniem niezbędnych przydasiów i upychaniem gdzie się da w małym mieszkaniu. Czasami zaczynają mnie drażnić wszędzie walające się pudełka i wymyślam sposoby pochowania wszystkich drobiazgów. Wiadomo ja mam niezbędne rzeczy do decoupage, wyszywania i szycia a Misiek części do zegarków, zegarki,, aparaty fotograficzne, części do składanych rowerów, części przygotowane do wysyłki itp. Pewnego dnia zaświtał mi pomysł kupienia dużego kufra na Miśkowe szpargały. ( We wcześniejszym poście widać kufer jeszcze nie pomalowany)


Kufer stał na środku zagracając pokój dzieci. Miałam więc kufer ale pomysłu gdzie go zmieścić żadnego, a i wena nie przychodziła. Za to teraz przyszła ze zdwojona siłą i kufer wyszedł z warsztatu .Znalazłam miejsce w przedpokoju usuwając kosz na bieliznę który zamieniłam na mniejszy i wcisnęłam do łazienki.
Wystrój przedpokoju narzucił mi dekorację kuferka w stylu Shabby Chic.


Kufer zabejcowałam, potem pomalowałam farbą ecrii, przetarłam na brzegach , umieściłam reklamę transferem i polakierowałam. 


 Zdjęcia nie najlepszej jakości ale niestety mało światła dociera do kufra. 


Reklama paryskiego zakładu mody ściągnęłam z internetu od jakiejś dobrej duszyczki która udostępniła wszystkim, więc skorzystałam. Ale jak ta duszyczka się nazywa ? nie pamiętam, nie zapisałam , a szkoda bo pięknie bym podziękowała, sama nawet nie wiedziałam do końca czy się przyda. Na kufrze miała być reklama zegarków ale nie znalazłam odpowiedniej więc jest kapelusz. Nawet dobrze się składa bo przedpokój to bardziej buduar damy niż pracownia zegarmistrza. Wprawdzie w kufrze jest asortyment zegarkowy Miśka ale o tym sza.


Muszę przyznać że zdzieranie papieru z transferu o takiej dużej powierzchni to bardzo mozolna i długa praca, już miałam chwilami dość. 



Dziękuję wszystkim za odwiedziny i komentarze, nawet te nieprzychylne, przecież na tym świecie nie wszystko jest tylko słodkie , znamy przecież inne smaki . 



sobota, 7 lipca 2012

Pocztówka z wakacji

pocztówka z nad rzeki Wiar

Chciałabym wam przesłać pocztówkę z wakacji, ale nie wyjeżdżam bo ich już trzeci rok z rzędu nie mam. To jest jeszcze jeden minus uprawiania mojego zawodu, W tym roku i tak jest luz bo remont na oddziale trwa i część sal jest wyłączonych z obiegu, ale już wracamy do rzeczywistości powolutku  Remonciku trwaj!!! 

Ale co będę marudzić, taki zawód mam i już tego nie zmienię choćbym bardzo chciała a najbardziej to bym chciała by przestał zupełnie istnieć.
  
Urlop będę miała dopiero we wrześniu, liczę tylko na to że nie będzie padać, chciałabym odpocząć na świeżym powietrzu a nie w murach, tego mam  dostatek cały rok.


 Udaję więc czasami że też mam wakacje i na przykład pozwalam się Miśkowi wywozić do wód nad rzekę Wiar aby tam kosztować kąpieli słonecznych.        A i owszem Misiek tego słońca kosztuje w nadmiarze i tylko przebrzydłe bąki które go gryzą mogą go wykurzyć z fotelika ustawionego w rzece. Ja natomiast zażywam raczej kąpieli wodnych i biczów wodnych z bąbelkami. Naprawdę tam są. Wiar to rzeka górska która co roku w tym samym miejscu wygląda inaczej, przy wiosennych roztopach niesie ze sobą kamienie i trzeba tylko odnaleźć miejsce gdzie większe głazy ułożyły się blisko siebie i gdzie jest zwężenie koryta, nurt jest tam bardzo szybki. W takim to miejscu, usadawiamy się na kamieniu jak na fotelu i pozwalamy rzece biczować się i masować ile wlezie. Siedzę więc w wodzie i wsłuchuję się w szept rzeki, cisza, woda i ja. Rehabilitacja na mój biedny kręgosłup idealna i to za darmo. 
I tak to, jak miałam alabastrową skórę tak i mam, no może troszkę biel przełamałam, bo jak dobrze się przyjrzeć to odbicie szelek można ujrzeć. 

Czysta woda w rzece Wiar

Nie wiem jak u was ale u mnie nadal afrykańskie upały bez grama deszczu. To zdjęcie jest strasznie wymowne , ile razy na nie spojrzę tyle razy chce mi się pić . 
Nie ma czym oddychać, ale nie narzekam, przecież niedawno narzekałam że zimno i deszcz leje cały maj i czerwiec, brr.........nie narzekam , jakoś to przetrzymam , choć ja to typ skandynawski, ............jakoś przetrzymam, dla dobra tych co to urlop mają i chcą tego słońca..........jakoś przetrzymam.

czwartek, 5 lipca 2012

Pot się leje a ja szyję


Jakoś tak mam ,że zawsze coś robię pod prąd. Zaczęły się wakacje ,upały, wszyscy smażą się na słońcu, odpoczywają a mnie wena twórcza ogarnęła ze zdwojoną siłą. Zamiast odpoczywać między dyżurami, zwłaszcza że nie ma czym oddychać a pot leje się strumieniem , to ja za szycie się wzięłam. Powyciągałam szmatki zdobyte " wiadomo gdzie" i kombinuję. Latam tylko pod zimny prysznic i dalej do roboty. 


Przy biurku już nikt nie zasiada, a pod biurkiem sterta pudełek z " bardzo potrzebnymi" rzeczami mego Miśka. Strasznie mnie to irytowało od dłuższego czasu. Ale jak się ma małe mieszkanko to cóż robić ,każde miejsce dobre na zachomikowanie " przydasiów". Uszyłam więc zasłonkę z bawełenki w kolorze ścian z drobnymi kwiatuszkami. Pudełek nie widać a mnie ulżyło, wszystko pochowane.
 

Przy okazji z resztek materiału powstała poduszka, zawiązywana na troczki a na przodzie wstawka szydełkowa znaleziona w wiadomym sklepie, (nadal nie szydełkuję osobiście). Będzie jak znalazł na krzesełko. 


Zasłonkę uszyłam z poszewki , wykorzystałam do poduszki  haftowany brzeg który ucięłam szyjąc zasłonkę. 


Na zasłonkę przyszyłam delikatną bawełnianą koronkę w kolorze ecrii. Misiek przykręcił reling pod biurko i można było zasłonkę zawiesić. 



Tak wiem - że to nie dzieło sztuki 
Tak wiem - że to nie żadne salony
Tak wiem 
Ale.......

niedziela, 1 lipca 2012

Wiśniowe ptaszki i wiśnie w cieście


Tak to człowiek ma pecha, ten człowiek to ja. Jak wpadłam w amok wyszywania to nici mi zabrakło. Zawsze miałam dwa sklepy z nićmi DMC no i niby mam je nadal ale niestety coś się popsuły. To znaczy nie sklepy się popsuły tylko właścicielki owych sklepów , to już któryś raz odchodzę z kwitkiem , ciągle jakiś kolorów brak, i tym razem mojego fioletu 550 nie ma, muszę poczekać na dostawę. Wkurza mnie to, cosik nie zależy pańciom na klientach , jeśli się nie doczekam nici w nadchodzącym tygodniu będę zmuszona zamówić w internecie a to się wiąże z wielkim ryzykiem . Chyba wiecie o co mi chodzi, zaraz pozamawiam dodatkowe "przydasie" od których szafy pękają. 

 A tymczasem powstała mała podusia wypchana lawendą, z ptaszkami które uwielbiają czereśnie i wiśnie dla tego mają takie upierzenie. I tak dzięki braku muliny 550 moja koleżanka została posiadaczką takiego maleństwa. 


 A dzisiaj rano odnalazłam wspaniały przepis na ciasto z owocami. W sam raz dla mnie, jestem zbieraczką przepisów nie wymagających od mojej osoby wysiłku , jakoś im starsza jestem tym bardziej w odwrocie od kuchni, a jeszcze tak gorąco, komu by się chciało piec? no mnie na pewno nie. I tak dzięki Adzie z Drobiazgów Domowych mam przepis na całe lato, stokrotne dzięki za podsunięcie pomysłu. Potrzebny tylko zapas ciasta francuskiego i bieżące owoce. Przygotowanie zajmuje 5 min. , pieczenie 10 min. Ciasto kroimy w kwadraty , kładziemy owoce i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Takie ciasteczka można przygotować codziennie do kawy przez całe lato.

Wykwintne ciasto z wiśniami. 


czwartek, 28 czerwca 2012

Na tamborku fiolety koronkowe


Nareszcie rozpoczęłam nową robótkę. Postanowiłam sobie sprawić prezenty, tak , właśnie sobie. Kilka pomysłów już dawno kołatało mi się w głowie, musiałam tylko ubrać je we własnej wyobraźni. Już tak mam że jak chcę urzeczywistnić swój pomysł to najlepiej robię to przed snem. Zamykam oczy i projektuję szczegóły, wymyślam kolorystykę, zastanawiam się jak to uszyć, jak ozdobić , jak oprawić aby wszystko ze sobą grało. Wyświetlam projektorem swego umysłu obraz w wyobraźni i widzę to coś jakby było prawdziwym prototypem. Gdy się obudzę wiem co chcę uzyskać i jak to ostatecznie ma wyglądać. Gorzej z realizacją , czasami muszę modyfikować prototyp lub nie co zmienić ale w większości udaje mi się wykonać to co sobie wyobrażałam. 
Jeszcze nie zdradzę co to będzie, ale to ma być tylko i wyłącznie dla mnie, powracam więc do dam i świata pełnego koronek oraz do ulubionego głębokiego fioletu.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Lawendowe podusie


 Jestem dzisiaj w podłym nastroju, siedzę sama w domu, Misiek wyjechał, dzieci wyjechały, są gdzieś po za moim zasięgiem. I choć stare te moje dziecka ale nieziemsko za nimi tęsknię i wydaje mi się że im bardziej się ode mnie oddalają tym bardziej tęsknica mnie bierze. I co by się zbytnio nie poddawać samotności dłubię sobie igiełką co nie co. 

  
 Pamiętacie może jak uczyłam się techniki haftu  hardanger ? Pozostały mi po tej nauce wprawki na ślicznym pastelowo zielonym płótnie, szkoda mi było je zmarnować więc postanowiłam zrobić z nich podusie lawendowe.Podszyłam je jasno fioletowym płótnem, wyszyłam dodatkowo dziewczynkę i napis, uszyłam na maszynie i gotowe. 

  
 Zrobiłam też z bladofioletowego tiulu wkłady, tak by lawenda nie wysypywała się przez dziurki hardangera. 

  
Zapach lawendy unosi się nieziemsko, woreczki przepięknie pachną. Przeznaczone były do szafy na półki ze swetrami ale chyba je umieszczę po mieszkaniu , chcę wchłaniać zapach lawendy.


Do szafy uszyję następne. O! teraz dopiero zauważyłam że zjadłam jedną literkę.....

 
Ślicznie dziękuję wszystkim kobitkom co do mnie piszą i zaglądają. Tym bardziej że wiele się chyba na mnie obraziło za niepisanie na ich blogach ale temu się wcale nie dziwię i ja się nie gniewam. Cóż nie jestem w stanie nadążyć za pędzącym światem blogowym, próbowałam ale chyba spasuję. Leniwie podążę swoim krokiem. Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego dnia.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Kuferek i tajemniczy elf


Uwielbiam motywy elfów, bajeczne , trochę tajemnicze ludki zamieszkujące kwiaty. Czemu nie można uwierzyć w bajkę i wyobrazić sobie taki świat.

Kiedy moje dziecię poprosiło o zrobienie kuferka z motywem elfa niezmiernie się ucieszyłam, przeszukałyśmy zbiór reprodukcji na moim folderze i wybór padł na efa lilii. Obrazek pełen magii, tajemniczości , skąpany w zieleni , drżącej od kropelek wody po deszczu. Ma jakiś niesamowity klimat w sobie.
 

 W pewne popołudnie wykorzystałam światło padające na stół w pokoju i zrobiłam sesję zdjęciową. Nie byłam pewna czy zdjęcia wyjdą, ale uzyskałam efekt o jakim marzyłam. Nie rozjaśniałam więc zdjęć , pozwalając im jeszcze bardziej wydobyć klimat baśni , niepokoju i tajemniczości. 


Moje dziecię bardzo lubi kolor niebieski i właśnie w tym kolorze zazwyczaj wykonuję dla niej prace, a obrazek jest jednak w głębokiej  zieleni, musiałam więc troszkę pokombinować . Wycieniowałam więc całość począwszy od ciemnej zieleni liści do jasnego bezchmurnego nieba. 


Pokrywę kuferka wylakierowałam na połysk aby jeszcze bardziej wydobyć piękno obrazka, jak widać nawet piwonie przeglądają się w jego lustrze. 


Zastanawiałam się jak też ozdobić środek kuferka , postanowiłam po namyśle  powtórzyć cieniowanie;  i tak wnętrze odbija kolor jasnego nieba, kaseton środkowy jest ciemnoniebieski a górny w zieleni tak jak pokrywa na kuferku. 


Komódka z szufladkami przeznaczona będzie na mulinę potrzebną do wyszywania dla mojego dziecięcia. Może zdarzyć się tak że oba przedmioty będą sąsiadowały więc komódka została pomalowana podobnie jak kuferek, jest bardziej niebieska ale z lekkimi elementami cieniowań w zieleni , na wierzchu wykorzystałam szablon i zieloną farbę. Tak to kuferek i komódka mogą stanowić całość ale też osobne elementy. Mam nadzieję że podołałam oczekiwaniom, a to się  jutro  okaże. 

Lilie z arboretum w obiektywie Miśka. 

sobota, 16 czerwca 2012

Zwariowany, kolorowy kot

Nadrobiłam zaległe dyżury w pracy i ogarnęłam trochę chałupkę po wojażach, mogę więc powolutku wrócić do blogowania .W tym miesiącu jeszcze  nie sięgnęłam po igłę ani po pędzel więc ręce swędzą do robótek wszelakich, już niedługo za nie się wezmę ochoczo. A tymczasem powrzucam jeszcze parę prac które powstały w maju. 

  
Pudełko ze zwariowanym , kolorowym kotem, tak kolorowym jak jego nowa właścicielka, motyw wybrany przez koleżankę kolorowej dziewczyny. 

  
 I troszkę koloru do środka pudełeczka. 


  Dziękuję za wszystkie życzenia, za wpisy, cieszę się że do mnie zaglądacie , to mnie mobilizuje aby znowu na tej stronie pisać, mam nadzieję że się poprawię i będzie mnie troszkę więcej na łamach blogu. Pozdrawiam cieplutko.

czwartek, 7 czerwca 2012

Kuferek ślubny



Jeszcze jedna praca którą wykonałam na wesele syna. To kuferek ślubny z kłódką aby móc zamknąć  zawartość, wiadomo wszystkim co się zbiera w taki kuferek. W ostateczności będzie służył innym celom, można wtedy wymienić zapięcie. 
Motyw przewodni to krzew róży i dwa ptaszki które zakładają swoje pierwsze gniazdko i potrzebne im do tego celu każde ździebełko , choćby najmniejsze.
Kolory ; zieleń i różowy to przewodnie kolory całej dekoracji ślubnej, bukietu, drobiazgów.



Do dekoracji kuferka użyłam papieru ryżowego i dobrze się namęczyłam aby zgubić jego porowatość.
Lubię decoupage klasyczny, więc użyłam cieniowań, tak by tło papieru dopasować do całości.



 Zbliżenie motywu, mnie osobiście zachwycił, i mówiąc prawdę nie raz koło tego papieru przechodziłam ale nie zwróciłam na niego uwagi , a jest naprawdę piękny.